Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > D. Leśniewicz: Marzeń jeszcze mam wiele do spełnienia

D. Leśniewicz: Marzeń jeszcze mam wiele do spełnienia

"Mam za sobą 17 lat gry w siatkówkę. Do osiemnastki brakuje mi więc roku, a skoro jestem jeszcze niepełnoletnia, to i wiele przede mną" - mówi siatkarka Centrostalu Dominika Leśniewicz, która pożegnała się z bydgoskim klubem. Siatkarka nie wyklucza powrotu do sportu.

Pamięta pani, ile to lat startów w Bydgoszczy minęło?

Dominika Leśniewicz:Dziesięć…



To „dziesięć” zabrzmiało w pani ustach jakby z wahaniem.

Wcale nie. Z pełną pewnością. Pamiętam doskonale, że to było dziesięć lat temu, jak przechodziłam z Piły do Bydgoszczy. Nie żałowałam tego kroku nigdy, a okres spędzony w bydgoskim klubie zawsze będę wspominała jak najlepiej. Miałam wreszcie blisko do mamy, która mieszka w Grudziądzu. Najgorsze były ciągłe sportowe rozjazdy i rozłąka z rodziną, ale taki już los sportowca.

Zaczynała pani jako rozgrywająca, ale właśnie w Bydgoszczy przekwalifikowana została na libero. To była dobra decyzja?

Gdyby nie to, nie byłabym mistrzynią Europy. To najlepsza ocena tamtej decyzji, ale z moimi warunkami fizycznymi osiągnęłam całkiem sporo także jako rozgrywająca. Swoje w życiu osiągnęłam, ale marzeń jeszcze mam wiele w zanadrzu do spełnienia.

Może pani teraz ze swobodą spełniać swoje prywatne marzenia, niezwiązane ze sportem.

A jest ich sporo. W lipcu jedziemy nad morze na wspólne wakacje z pełną swobodą i bez ograniczeń, jakie zawsze sport przede mną stawiał.

A co będzie pani robiła w sierpniu, kiedy zaczną się przygotowania drużyn do nowego sezonu?

Z pełną szczerością odpowiadam, że jeszcze nie wiem, co zrobię. Mam za sobą 17 lat grania w siatkówkę. Do osiemnastki więc jeszcze trochę brakuje, a skoro jestem jeszcze niepełnoletnia, to wiele jeszcze przede mną. Naprawdę nie wiem, jaką podejmę decyzję. Jeśli zdrowie pozwoli, może to będzie jeszcze siatkówka.

Pamiętam, że to mama namówiła panią 17 lat temu do rozpoczęcia treningów.

Wszystko wzięło się stąd, że jeździłam z mamą podczas wakacji letnich na różne obozy i zawsze byłam wysportowana. W Grudziądzu nie było później miejsca do poważnego zajęcia się siatkówką, więc wyjechałam do Krakowa. To mama mnie do tego namówiła i pomogła. Sama miałam wtedy 17 lat. Chciałam też w Krakowie studiować i stąd wyszła ta Wisła, w której spędziłam aż sześć lat. Potem były dwa sezony w Pile i już mamy 1998 rok. Zatoczyliśmy koło w tej opowieści i wróciliśmy do Bydgoszczy.

A w Bydgoszczy były zdobyte z Centrostalem dwa wicemistrzostwa Polski, jeden brązowy medal. Oprócz tych sportowych sukcesów urodziła się też dwa lata temu Wiktoria. Małżeństwo, dziecko, rodzina – nieczęsto się zdarza sportsmenkom pogodzić układanie sobie normalnego życia z grą w lidze i reprezentacji.

Mnie też by się nie udało, gdyby nie pomoc rodziny. Byli ze mną zawsze. Kiedy walczyłam o powrót do reprezentacji, na obozie w Szczyrku trenowałam, a mąż z córką w tym czasie byli obok, w tym samym ośrodku. Takich przykładów jest mnóstwo.

A teraz ma pani już cały czas dla córki?

A teraz akurat jest chora, więc trzeba jej poświęcić więcej czasu niż zwykle.

Po urodzeniu Wiktorii pobiła pani rekord świata w szybkości powrotu do sportu.

Rodziłam w lutym, po pięciu tygodniach zaczęłam trenować, a po kilku kolejnych dniach już grałam. Przygotowywałam się do tego stopniowo, począwszy od drugiego dnia po porodzie. Jasne, że nie chodziłam na siłownię, ale po prostu się ruszałam coraz bardziej intensywnie. Teraz też ćwiczę, bo może sport jeszcze mnie skusi. Ciążę pamiętam jako całkiem przyjemny odpoczynek od wysiłku.

Autorem wywiadu jest Wojciech Borakiewicz

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Więcej artykułów z dnia :
2008-05-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved