Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Clayton Stanley: Nie rozmawiam o pieniądzach

Clayton Stanley: Nie rozmawiam o pieniądzach

- Uda wam się jednak chyba zakwalifikować, ale... uważajcie na ekipę Portoryko. Znakomicie pracują z młodzieżą, z roku na rok są coraz lepsi. To nie jest łatwy przeciwnik - mówi amerykański siatkarz Clayton Stanley.

W Kazaniu można się spotkać ze sportowcami amerykańskimi grającymi w koszykówkę lub hokeja. I można gdzieś wyskoczyć na kolację z kolegami z drużyny. To doświadczeni faceci, którzy mają rodziny i za bardzo nie szaleją. To mi odpowiada. Rosjanie naprawdę bardzo dużo piją, ale niekoniecznie nasi koledzy. Ja tam wolę łyknąć dobrego piwa – opowiada Clayton Stanley, jeden z najlepszych siatkarzy świata.

Jakie to uczucie być najlepiej zarabiającym siatkarzem świata?



Nie wiem, czy najwięcej zarabiam, więc nie będę na ten temat rozmawiał. Wiem, że otrzymuję godne wynagrodzenie za pracę, która sprawia mi dużo przyjemności. Każdemy życzyłbym, aby był w takiej sytuacji.

Mówi się, że na następny sezon Dynamo Kazań zaproponowało panu i drugiemu Amerykaninowi Llloyowi Ballowi po milion dolarów za sezon.

Tak się mówi? To znaczy, że się nas ceni. Nie rozmawiam na temat swoich dochodów. Jestem z nich zadowolony i tyle.

To właśnie pieniądze skłoniły pana do przeprowadzki z greckich Salonik do rosyjskiego Kazania?

Bardziej muzułmańskiego niż rosyjskiego, choć leżącego na terytorium Rosji. Ale pieniądze były ważne, podobnie jak to, że kontrakt zaproponowano również Llloyowi. Zastanawialiśmy się nad tą decyzją, bo czuliśmy jednak pewien lęk przed nieznanym, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się przeprowadzić i nie żałujemy. Kazań okazał się pięknym miastem w Tatarstanie, mającym ponad milion mieszkańców i świetny klimat. Niczego nam tam nie brakuje.

Powiedział pan, że nic panu nie brakuje: a języka angielskiego?

Rozmawiamy po angielsku cały czas, po rosyjsku za dużo nie mówimy. Poza tym w Kazaniu można się spotkać ze sportowcami amerykańskimi grającymi w koszykówkę lub hokeja. Tych od hokeja za dobrze nie znamy, ale z koszykarzami się czasem widujemy. I można gdzieś wyskoczyć na kolację z kolegami z drużyny. To doświadczeni faceci, którzy mają rodziny i za bardzo nie szaleją. To mi odpowiada.

Piłkę uderzacie jednak równie mocno jak Rosjanie, zwłaszcza pan. Zna pan opinię, że idealnie pasuje pan do siłowego stylu Dynama? Gdyby ktoś nie wiedział, że jest pan Amerykaninem, pomyślałby, że pochodzi pan z Rosji.

Tak, słyszałem takie opinie. Coś w nich jest. Ale jeśli serwujesz z prędkością ponad 120 kilometrów na godzinę, to nie znaczy, że jesteś Rosjaninem. Nie przesadzajmy z tym stereotypami. W łódzkim Final Four Ligi Mistrzów wygraliśmy także dzięki technice. Wiedzieliśmy, kiedy grać mocno, a kiedy rozsądnie. Zgadzam się, że rosyjski styl zakłada mocne uderzanie piłki i nie ukrywam, że mi to odpowiada, ale potrafię też grać inaczej.

Po zakończeniu sezonu w Moskwie pojedzie pan na zgrupowanie reprezentacji, a potem na igrzyska. Co może tam zrobić kadra USA?

Możemy osiągnąć wielkie rzeczy. Nie jesteśmy najlepszym zespołem świata, ale pokonywaliśmy już wszystkie najlepsze. Dlaczego nie miałoby się to zdarzyć w Pekinie? Jedziemy po złoty medal, jak chyba każdy.

Polska musi najpierw wywalczyć sobie awans.

Wiem i wcale nie ma aż tak łatwej grupy. Uda wam się jednak chyba zakwalifikować, ale… uważajcie na Portoryko. Znakomicie pracują z młodzieżą, z roku na rok są coraz lepsi. To nie jest łatwy przeciwnik.

Rozmawiał Żelisław Żyżyński

Całość wywiadu w Dzienniku

źródło: Dziennik

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Więcej artykułów z dnia :
2008-05-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved