Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Paweł Papke: Mogę spojrzeć sobie w lustro

Paweł Papke: Mogę spojrzeć sobie w lustro

Paweł Papke, to obok Roberta Szczerbaniuka najbardziej utytułowany zawodnik PLS. Od 1997r. do ubiegłego sezonu zdobył 11 medali mistrzostw Polski z rzędu, w tym 5 złotych z Mostostalem, 4 srebrne i 2 brązowe.

Po czterech latach spędzonych w Olsztynie dość niespodziewanie przeniósł się na południe Polski i został kapitanem Asseco Resovii Rzeszów, z którą wprawdzie nie zdobył medalu, ale był bliski wyeliminowania w ćwierćfinale swojego byłego zespołu, jak również wywalczenia miejsca na podium w finałowym turnieju Challenge Cup.

Po 11 latach gry o medale przyszło Ci walczyć w meczach o 5. miejsce. Jaki to był sezon dla Ciebie?



Zaczął się bardzo pechowo, bo od kontuzji już w pierwszym pojedynku PLS. Miałem miesięczną przerwę najpierw na leczenie, a potem straciłem kolejny miesiąc na rehabilitację. Do połowy grudnia nie mogłem jeszcze zaprezentować pełni umiejętności, a potem nastąpiła przerwa w lidze na kwalifikacje olimpijskie. Myślę, że od stycznia mogłem już sobie spokojnie spojrzeć w lustro i powiedzieć, że zrobiłem wszystko, na co było mnie stać. Zdarzały się oczywiście mecze lepsze i gorsze, ale generalnie nie zawodziłem i drużyna przeważnie wygrywała, albo przynajmniej mogła liczyć na moją dobrą dyspozycję.

Mimo głośnych transferów Resovia powtórzyła wynik z ubiegłego roku, czyli 5. miejsce. Pozostał duży niedosyt, że zespół nie awansował do półfinału PLS?

Przed sezonem chcieliśmy troszeczkę tonować te oczekiwania co do naszego miejsca w pierwszej czwórce. To trener Such po sparingach z Humennem i zespołami na poziomie serii B niepotrzebne nadmuchał balon. W okresie przygotowawczym rozegraliśmy właściwie 3 poważne sparingi z czołówką PLS i dwa z nich przegraliśmy. Oczywiście jesteśmy rozczarowani, bo co innego by było, gdybyśmy gładko przegrali te ćwierćfinały z Olsztynem, a tak naprawdę zabrakło nam może jednego lepszego przyjęcia, czy ataku, a nasza sytuacja byłaby zupełnie inna.

Przychodząc do Resovii doskonale wiedziałeś jednak o tym, że trenerem będzie Jan Such i że ściągnięty zostanie także Piotr Gabrych…

Tak, ale apele z naszej strony do działaczy w tej sprawie były kierowane już wcześniej. Zresztą Gabrych miał być w Resovii już dwa lata temu i wszyscy widzieli, jak to wyglądało. Transfer tego zawodnika przed tym sezonem był tylko na życzenie i na własną odpowiedzialność pana Jana Sucha i skończyło się tak, a nie inaczej – i dla niego, i dla Gabrycha. My doskonale wiedzieliśmy jak to będzie. Ostrzegaliśmy i działaczy, i sponsora. Zresztą już przed sezonem miały miejsce dość dziwne sytuacje i kłopoty, a im więcej meczów w lidze i nerwów, ten problem coraz bardziej narastał.

Miałeś przez te zawirowania w zespole jakieś chwile zwątpienia?

Oczywiście, że miałem. Już w czasie przygotowań wyglądało na to, że będzie ciężko i my sobie zdawaliśmy z tego sprawę. I tak ten sezon nie skończył się dla nas jakąś totalną klapą, bo w sumie fajnie pograliśmy w europejskich pucharach. Zabrakło nam naprawdę niewielu piłek żeby to się skończyło medalem i jakimś dużym osiągnięciem. Było 4. miejsce, ale i tak awans do Final Four, to duży sukces biorąc pod uwagę nasze ogromne problemy kadrowe. Wracając do tematu Gabrycha, my sobie zdawaliśmy sprawę z tego, co może się wydarzyć i apelowaliśmy do działaczy, ale trener Such brał to wszystko na swoje barki. Cały czas tłumaczył, że on się tym zajmie i jak widać – zajął się tym wszystkim stosunkowo krótko.

Ale Ty zostajesz w Resovii na następny sezon? W zeszłym roku podpisałeś z klubem trzyletni kontrakt…

To jeszcze nie jest takie pewne, bo obowiązują tu takie kontrakty, że co roku jest opcja żeby potwierdzić pozostanie danego zawodnika w klubie. Zobaczymy więc, jaka będzie koncepcja budowy zespołu. Nie wiemy jeszcze, kto będzie trenerem. Na razie jest nim Andrzej Kowal, ale nikt sobie nie da uciąć ręki, że nie nastąpi jakaś zmiana na tym stanowisku. Oczywiście w mediach już są spekulacje, kto gdzie przychodzi, i za ile, i dlaczego. Później się okazuje, że to się sprawdza może w jakichś 20 procentach, ale w sumie na tym polega okres transferowy i tak to wygląda.

Zaklimatyzowałeś się już z rodziną w Rzeszowie?

Po takiej dalekiej przeprowadzce nie było nam łatwo, ale jakoś sobie radzimy. Wynajęliśmy mieszkanie. Żona opiekuje się naszym synkiem. Teściowa dużo nam pomaga, bo jest już na emeryturze i ma możliwość częstych przyjazdów do nas. Te ostatnie miesiące ligi, to był szalony okres: duża ilość wyjazdów, meczów, a przez to nasze życie rodzinne trochę ucierpiało. Na szczęście po sezonie będzie chwila czasu na odpoczynek od tego stresu, napięcia i zmęczenia, a także na poświęcenie czasu dla rodziny. Rzeszów, to bardzo czyste i zadbane miasto. Bardzo fajnie się tu mieszka, ale co będzie w przyszłości, to zobaczymy, bo taką mamy pracę, że w każdym momencie trzeba być gotowanym na każdą ewentualność.

Czy w Rzeszowie kontynuujesz studia, które podjąłeś w Olsztynie?

Na Uniwersytecie Warmińsko – Mazurskim skończyłem stosunki międzynarodowe, ale tylko licencjat. W Rzeszowie podjąłem małą próbę studiów magisterskich na Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania – kierunek public relations, ale nie udało mi się głównie dlatego, że to były studia zaoczne ze zjazdami w soboty i w niedziele. Tak więc tym razem się nie udało, ale studia to nie zając i nie uciekną. Skoro pracę licencjacką obroniłem w wieku 30 lat, to pracę magisterską też prędzej, czy później napiszę. Na pewno będę chciał zdobyć wyższe wykształcenie.

Myślałeś o kierunku public relations; czy to oznacza, że w przyszłości zamierzać się związać z mediami?

Ciężko powiedzieć. Miałem już okazję parę razy komentować mecze siatkarskie. Średnio oczywiście mi to wychodziło, ale tak naprawdę nie wiem jeszcze co chciałbym robić w przyszłości. Na razie koncentruję się na mojej aktualnej pracy. Trzeba też powiedzieć, że nie mamy źle. Da się zaoszczędzić parę złotych i w coś zainwestować. Dzięki temu jak przestanę grać, nie zostanę nagle bez środków do życia. Oczywiście trzeba będzie jakąś pracę podjąć, ale konkretnego pomysłu jeszcze nie mam chyba właśnie przez to, że nie wiem i nie mogę być pewnym tego, gdzie się zadomowię i gdzie zamieszkam na stałe. Jeszcze dwa lata temu myślałem, że to będzie Olsztyn. W tej chwili być może to będzie Rzeszów. W takiej sytuacji ciężko sobie cokolwiek poukładać poza siatkówką.

Rozmawiała Karolina Korbecka

źródło: Magazyn Siatkówka, wp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-05-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved