Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Karel Kvaśnicka: Będę chciał jeszcze gdzieś pograć

Karel Kvaśnicka: Będę chciał jeszcze gdzieś pograć

- To były fajne dwa lata. Miło je będę wspominał. Rzeszów to bardzo sympatyczne miasto, w którym dobrze mi się żyło. Kibice Resovii są najlepsi w Polsce - mówi Czech Karel Kvaśnicka, który żegna się z rzeszowskim klubem.

Po dwóch latach gry w Resovii wróciłeś do Czech. Jak w rodzinnym domu wspominasz ten polski okres w swoim życiorysie?

Karel Kvasnicka: – To były fajne dwa lata. Miło je będę wspominał. Rzeszów to bardzo sympatyczne miasto, w którym dobrze mi się żyło. Kibice Resovii są najlepsi w Polsce. W ogóle, atmosfera na meczach siatkówki w polskich halach jest znakomita. Dla niej chciałbym kiedyś jeszcze wrócić do polskiej ligi. Nie wiem, czy to będzie możliwe, bo mam już 32 lata, ale jestem gotowy. Grać w Polsce, ale żyć chciałbym w innym kraju, bo nie wszystkie miasta rozwijają się tak, jak Rzeszów, no i te polskie drogi. Brrr…



Który sezon był dla ciebie lepszy. Pierwszy czy niedawno zakończony?

W pierwszym grałem częściej, w końcu po to przyszedłem do zespołu, aby grać. Skład mieliśmy gorszy niż teraz, ale piąte miejsce wszyscy przyjęli jako niezły wynik. Ja się pod tymi opiniami podpisuję. W drugim mieliśmy grać o medale. Niewiele brakło, ale znów była piąta lokata i uczucie niedosytu. Gdyby nie problemy, to pewnie by nam się udało zdobyć medal.

Problemów było kilka?

Rzeczywiście. Najpierw z trenerem Suchem, który wyznawał zasadę, że zawsze ma rację. Tymczasem moim zdaniem, i nie tylko, nie zawsze tak było, zwłaszcza jeżeli chodzi o treningi. To jednak była moja praca i musiałem słuchać i wykonywać, co mówił. To nie było dobre. Mnie jednak chyba lubił jako zawodnika, bo nie miałem z nim kłopotów. Potem były problemy z Garym, czyli Piotrem Gabrychem, choć również nie dotyczyły one mnie bezpośrednio. Piotr to, podobnie, jak trener, trudny facet. Było z nim ciężko na treningach i na meczach. Zawsze chciał wygrywać, miał pretensje do innych, ciągle się obrażał. Jednak podczas spotkania zawodników z szefami klubu, bez udziału Garego, powiedziałem, że gdy nie będzie on grał, to może być wyjątkowo ciężko. I kiedy dopadły nas jedna po drugiej kontuzje, mieliśmy kłopoty ze składem. Wszyscy o tym wiedzą, więc się nie będę rozwodził. Dla mnie największa stratą było to, że nie mógł grać Jose Hernandez, to super zawodnik, najlepszy w lidze środkowy. W ataku miał niesamowitą skuteczność i bardzo nam pomagał.

Pewnie szczególnie zapamiętałeś mecze z Modeną w Pucharze Challenge i AZS-em Olsztyn?

Grałem w nich z kontuzjami. Miałem zerwane wiązadła i chory bark. Najadłem się tabletek, natarłem voltarenem i naprawdę dawałem z siebie wszystko. Tak, jak każdy z naszej drużyny ogromnie chciałem wygrać. W Olsztynie prowadziliśmy 10:5, nie było prawa przegrać, a jednak przegraliśmy. Podobnie, jak w meczu z Modeną usłyszałem, że przegraliśmy przeze mnie. Byłem opieprzany, choć się mocno starałem, choć ci, którzy mnie opieprzali też robili błędy. To nie była najlepsza metoda na stres, na to, aby podbudować się psychicznie. Mocno to przeżywałem. Bolało, mimo, że potem w gazetach ukazały się łagodzące sytuację komentarze ze strony naszych gwiazd. Nie tędy droga. To były przykre chwile i dni. Już mi jednak przeszło.

Co teraz porabiasz?

Chodzę na siłownię, piję czeskie piwo, jem czeskie potrawy i zajmuję się dwuletnim synem, który daje wszystkim mocno w kość.

Jakie masz plany?

Muszę najpierw koniecznie zrobić porządek ze swoim barkiem. W Polsce nie otrzymałem jednoznacznej diagnozy, co mi dolega. Kiedy już będę miał taką wiedzę i całkowicie się wyleczę, to będę chciał trochę jeszcze gdzieś pograć w siatkę. Zobaczymy, gdzie.

Rozmawiał Marek Bluj – Dziennik Nowiny

źródło: Dziennik Nowiny

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-05-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved