Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Obcokrajowcy w Polskiej Lidze Siatkówki cz.1

Obcokrajowcy w Polskiej Lidze Siatkówki cz.1

W mijającym sezonie na parkietach Polskiej Ligi Siatkówki wystąpiło łącznie 31 obcokrajowców. Do największych transferów należało pozyskanie Stephana Antigi przez Skrę Bełchatów i Bjoerna Andrae przez Mlekpol AZS Olsztyn.

PGE Skra Bełchatów

Janek, Jasiek, Heineken, a nawet Terminator to tylko kilka z pseudonimów nadanych w Polsce reprezentantowi Finlandii, Janne Heikkinenowi. Jego transfer do Bełchatowa przed dwoma laty nie był komentowany w spektakularny sposób, więc Fin postanowił pokazać swoje umiejętności na boisku. Imponującej budowy Janne od pierwszych dni w Polsce pokazał, że Skra zrobiła dobry interes. Jego zasięg w ataku nie raz pozwalał, przy dobrym rozegraniu atakować ponad blokiem. Janne stanowił również ścianę nie do przejścia dla rywali po drugiej stronie siatki. Zapytany po roku pobytu w Polsce co sądzi o Bełchatowie odpowiedział szczerze: Nie wyobrażam sobie lepszego miejsca do grania w siatkówkę. Bez wahania przedłużył kontrakt o dwa kolejne sezony. Mimo, że jest już zawodnikiem po trzydziestce, można śmiało powiedzieć, że jest jednym z lepszych środkowych grających obecnie w polskiej lidze.



Przyjście Stephana Antigi zostało uznane jako transfer sezonu. Kapitan reprezentacji Francji, podpisał kontrakt z mistrzami Polski mimo propozycji z Włoch i Rosji. Antiga w stu procentach spełnił pokładane w nim oczekiwania. Wspomagał Skrę nie tylko w elemencie przyjęcia i obrony, ale również siał spustoszenie w polu zagrywki. Jako zawodnik doświadczony każdą piłkę potrafił obrócić w taki sposób, ze przeciwnicy tylko bezradnie rozkładali ręce, gdy ta lądowała w boisku albo obijała ich blok. Antiga wniósł do Skry przede wszystkim doświadczenie i obycie na światowych parkietach. Dał się poznać jako sympatyczny Francuz, z dużą dawką poczucia humoru. Na parkiecie był oazą spokoju i opanowania, nie rozpamiętywał akcji, nie podpalał się. Można pogratulować Skrze, że kontrakt, który Francuz podpisał nie kończy się po jedynym sezonie.

Kibice w Bełchatowie mogą tylko żałować, że Skra jest zespołem, który jest w stanie pozyskać każdego niemal zawodnika. W związku z limitem obcokrajowców z drużyną pożegnać musiał się ulubieniec publiczności, Kanadyjczyk Dan Lewis. Gdy gracz podpisał kontrakt z polskim klubem po Memoriale Huberta Jerzego Wagnera w 2006 nie był specjalnie znany w Polsce. Po kilku meczach rozkochał w sobie publiczność zachowaniem boiskowym, serdecznością i ogromem pozytywnej energii przekazywanej pozostałym kolegom z drużyny. W swoim pierwszym sezonie w Polsce występował jako przyjmujący, ale ostatnie kilka miesięcy zagrał na pozycji libero. Z zadania wywiązał się należycie, chociaż jak sam przyznał, dużo lepiej czuł się w roli przyjmującego. Dan zamierza pozostać w Polsce na kolejny sezon, gdyż jak powiedział „nie chcę wyjeżdżać z kraju ludzi tak zakochanych w siatkówce jak ja”.

Najmniej swoich możliwości zaprezentował Brazylijczyk Alex Damiao, którego sprowadzono jako zmiennika Mariusza Wlazłego. O ile na początku sezonu Damiao miał więcej szans gry, to po powrocie do zespołu Lewisa, Damiao mecze oglądał tylko z trybun. Kilka chwil, które spędził na parkiecie nie dały z pewnością pełnego obrazu umiejętności Brazylijczyka. Imponował siłą ataku, gorzej wypadał z utrzymaniem kierunków. W ogólnym obrazie spełnił pokładane w nim nadzieje, ale klub nie zdecydował się na przedłużenie umowy.

Wkręt-mex Domex AZS Częstochowa

Zespół z Częstochowy dysponował w ubiegłym sezonie tylko dwójką obcokrajowców. W szeregach Akademików występowali Phil Eatherton oraz Brook Billings. O ile ten drugi w znacznej mierze przyczynił się do końcowego sukcesu zespołu, jakim był srebrny medal polskiej ligi oraz Puchar Polski, to Phil większość sezonu spędził na ławce rezerwowych.

Potencjał Brooka Billingsa znali wszyscy zanim jeszcze gracz pojawił się w Częstochowie. W ostatnim sezonie na stałe wkomponował się do podstawowego składu zespołu i zapisał na swoim koncie niezwykle udane rozgrywki. Siłę jego ataku bardzo dobrze poznali wszyscy ligowi rywale, mimo słabszych momentów był pewnym graczem w ekipie Radosława Panasa. Mimo udanego sezonu i awansu zespołu do Ligi Mistrzów, Brook jeszcze w trakcie trwania ligi wspominał o chęci zmian. Ostatnie tygodnie pokazały, że Bronek, jak nazwali Amerykanina kibice nie rzucał słów na wiatr. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Billings nie zagra pod Jasną Górą w kolejnym sezonie ligowym.

Zupełnie inaczej ostatni sezon wspominać będzie Phil Eatherton, który nie pograł zbyt wiele. Trener zespołu z Częstochowy postawił na młodego Piotra Nowakowskiego, a ten błyszczał formą, znajdując również uznanie u trenera Lozano. Philowi pozostały zmiany na podwyższenie bloku. Trudno dziwić się, że taka sytuacja nie była jego szczytem marzeń, toteż po sezonie Phil nie przedłużył kontraktu z częstochowskim klubem.

Mlekopol AZS Olsztyn

Sinan Tanik był pierwszym Turkiem który podpisał kontrakt z polskim klubem. Włodarze nie chcieli ryzykować i podpisali z Turkiem jednoroczną umowę. Zawodnik w pierwszym roku gry w Polsce pokazał, że jest solidnym graczem obdarzonym nieco słabszym przyjęciem, ale niezłym atakiem oraz zagrywką. Obie strony bardzo szybko porozumiały się w sprawie przedłużenia umowy na kolejny sezon. Nie był on jednak udany dla tureckiego reprezentanta. Ireneusz Mazur postawił na przyjęciu na dwójkę Andrae-Siezieniewski, a krótkie wejścia Tanika nie powalały na kolana. Przez cały sezon Turek grał w kratkę, co przełożyło się na decyzję klubu o nie przedłużaniu umowy na kolejny sezon. O zawodniku mówiło się nieco ironicznie, że jego główną cechą było to, że był tani, co w przekroju tego, co pokazał w ostatnim sezonie przybiera głębszego znaczenia.

Zupełnie inaczej sytuacja miała się w przypadku reprezentanta Niemiec, Bjoerna Andrae, który dołączył do zespołu przed ubiegłym sezonem. Można śmiało powiedzieć, że Andrae był najlepszym zawodnikiem Olsztyna. Niemiec grał nie tylko pewnie, ale przede wszystkim, poza drobnymi problemami zdrowotnymi, przez cały sezon utrzymał wysoką dyspozycję. Andrae był nie do zatrzymania w ataku oraz bardzo dobrze zagrywał. Paweł Zagumny często posyłał do niego piłki widząc, że gracz czuje się w każdej polskiej hali jak u siebie. Andrae tak polubił Olsztyn, że po sezonie wyraził chęć pozostania w drużynie brązowych medalistów polskiej ligi.

Najlepszy libero Ligi Światowej 2007, Amerykanin Richard Lambourne podobnie jak Tanik, nie wróci po wakacjach do Olsztyna. Lambourne rozegrał poprawny sezon, chociaż nie ukrywano, że spodziewano się po nim więcej, zwłaszcza w grze obronnej. Tymczasem Amerykanin o ile na początku swojej przygody z polską ligą w obronie spisywał się całkiem nieźle, to w końcówce sezonu, najlepszym obrońca na boisku był… Paweł Zagumny. Lambourne w przekroju całego sezonu zajął dopiero siódme miejsce w klasyfikacji obrońców polskiej ligi, dając się wyprzedzić między innymi Adrianowi Stańczakowi z Sosnowca czy Michałowi Dębcowi z Bydgoszczy. Amerykanin nieźle za to przyjmował zagrywkę.

Krótkie momenty na parkiecie spędził kupiony w trakcie sezonu kolejny Niemiec w zespole z Olsztyna, Frank Dehne. Rozgrywający przychodząc do polskiej ligi wiedział, że będzie zmiennikiem Pawła Zagumnego. Dehne wchodził na plac gry jedynie na zagrywkę, w której pokazał się z dobrej strony. Mimo, że Franek, jak nazwali go koledzy bardzo szybko zyskał sympatię otoczenia, klub nie zaproponował zawodnikowi pozostania w zespole na kolejny sezon.

KS Jastrzębski Węgiel

Nie zmienił się bułgarski zaciąg w Jastrzębiu. Przed sezonem do Nikolaja Iwanowa dołączył kolega z reprezentacji, Ewgeni Iwanow. Obaj Bułgarzy mówili, że dwóch Iwanowów postara się, aby złoto po kilku latach przerwy wróciło do Jastrzębia. Nie udało się. Puszka rozegrał dobry sezon, przerywany drobnymi kontuzjami. 210cm wzrostu robiło swoje, Iwanow pokazał, że jest niezłym blokującym, swoje dokładając również w elemencie zagrywki. Tak jak przypuszczano Nikolaj nie miał większych problemów z rozgrywaniem krótkich do swojego bułgarskiego kolegi, co biorąc pod uwagę niechęć Nikiego do gry środkiem miało niewymierne znaczenie.

Rozgrywający Jastrzębskiego Węgla pokazał się w Polsce swoje dwa oblicza. Rekomendowany przez Plamena Konstaninowa zawodnik przychodząc do klubu wyraził nadzieje, że najbliższe lata będą dla zespołu udane. Niki zaskarbił sobie sympatię ludzi widowiskowymi atakami z drugiej piłki oraz technicznymi, kąśliwymi zagrywkami. Nieco gorzej było w samym rozegraniu. Mało gry środkiem sprawiło, że po jednym sezonie z Jastrzębia odeszli Daniel Pliński i Łukasz Kadziewicz. Presja, która ciążyła na graczu była ogromna a on sam mówił nie raz, że pod taką presją, jaką on występuje w Jastrzębiu, niewielu dałoby radę normalnie funkcjonować. Wymagano od niego wiele, ale trudno dziwić się oczekiwaniom po transferze byłego kapitana bułgarskiej kadry.

Gdy w październiku 2006 roku Jastrzębie podpisało kontrakt z 19-letnim Igorem Yudinem, mówiono, że w polskiej lidze jest wielu zdolnych młodych zawodników, a tymczasem jedno z trzech miejsc dla obcokrajowców zajął żółtodziób. Transfer Yudina okazał się dla Jastrzębia strzałem w dziesiątkę. Mimo, że w pierwszym sezonie zawodnik pojawiał się boisku jedynie okazjonalnie, to po wywalczeniu wraz ze swoją reprezentacją mistrzostwa Azji i Oceanii, wrócił do Polski odmieniony. Stał się obok Dawida Murka podstawowym przyjmującym zespołu. W międzyczasie z Jastrzębia odszedł Paweł Siezieniewski a klub zmuszony sytuacja ściągnął Rafaela Linsa, który miał być zmiennikiem Yudina. Australijczyk wywiązywał się ze swojej roli aż do kontuzji, której doznał w meczu z bełchatowską Skrą. Wymuszona zmiana odmieniła losy meczu. Rafa zagrał pewnie, przyczyniając się do zwycięstwa z mistrzami Polski. Po kilku tygodniach Yudin wrócił na plac gry, ale już do końca sezonu nie prezentował się tak jak na początku. Trener Santili zwykle zaczynał spotkania z Yudinem w szóstce i bardzo szybko zastępował go Rafą.

Brazylijczyk, który był w Polsce kompletnie nowa postacią bardzo szybko zaaklimatyzował się w zespole a co więcej, z każdym kolejnym meczem pokazywał większe umiejętności. Jastrzębianie mogli liczyć na skocznego zawodnika w trudnych momentach. Publiczność zaskarbił sobie typowym dla południowych nacji zachowaniem na boisku. Jego przyjście ożywiło zespół. Sam zawodnik powtarzał, że polubił Polskę od pierwszego dnia i nie ukrywał, że chciałby pozostać w drużynie na kolejny sezon. Zebrał dobre opinie, więc niewykluczone, że również w kolejnym sezonie zobaczymy go na polskich parkietach. Problemem może okazać się jedynie limit obcokrajowców.

Resovia Rzeszów

Przed ostatnim sezonem w Resovii pojawiło się dwóch Serbów, reprezentantów kraju, przyjmujący Aleksandar Mitrović oraz rozgrywający Ivan Ilić. Od kilku lat w Polsce nie kupowano zawodników z tego kraju, toteż transfery Plavich odbiły się szerokim echem.

Aleksandar Mitrović, który występował w pierwszej szóstce kadry podczas Igrzysk Olimpijskich w Atenach (razem z Vlado Grbićem) miał w Resovii odpowiadać przede wszystkim za element przyjęcia. Serb rozpoczął sezon dość mizernie, rozkręcając się z każdym kolejnym meczem. Mówiło się o konflikcie na linii z trenerem. Coś pewnie było na rzeczy, bowiem po zmianie szkoleniowca, gra Mitrovića znacznie się poprawiła. Serb nie tylko dobrze przyjmował, ale również skutecznie atakował, odciążając w tym elemencie Pawła Papke.

Ivan Ilić to gracz, który przez lata ocierał się o reprezentację Serbii, jednak nigdy specjalnie długo w niej nie pograł. W Rzeszowie od początku sezonu grał w pierwszej szóstce. Nie trudno się domyślać, że na początku Serb najlepiej rozumiał się ze swoim rodakiem, ale z każdym kolejnym meczem grał coraz lepiej. Po czasie na stałe wkomponował się w pierwszą szóstkę drużyny i kierował grą zespołu. Ilic to gracz obdarzony niezłą techniką i sprytem. Bardzo chwalono sobie jego postawę, jednak wszystko wskazuje na to, że w nowym sezonie Serb będzie musiał zadowolić się rolą rezerwowego, bowiem kontrakt z klubem zamierza podpisać Paweł Woicki.

Wielką niewiadomą był transfer do Rzeszowa Kubańczyka Hernandeza. Były reprezentant kraju, który w walce o lepsze życie zdecydował się na ucieczkę z kadry, w przeszłości występował we Włoszech. Mówiono, że gracz przyszedł do Polski na sportową emeryturę a sceptycy nie wróżyli mu błyskotliwego sezonu. Hernandez wszystkim niedowiarkom pokazał swoje prawdziwe umiejętności i przydatność do zespołu. Większość piłek atakował ponad blokiem oraz często stanowił dla rywali ścianę nie do przejścia w bloku. Chwalono jego postawę na tyle, że włodarze bardzo szybko przedłużyli z nim kontrakt na kolejny sezon.

Ilością urazów jakie w tym sezonie dopadły Karela Kvaśniczkę można byłoby obdarować kilku zawodników. Karel, którego największym atutem było przyjęcie zagrywki z grymasem bólu na twarzy rozgrywał ostatnie mecze sezonu, co oczywiście przełożenie miało na jakość jego gry. Trener Kowal nie miał go jednak kim zastąpić. To właśnie brak zdrowej ławki rezerwowych zmusił działaczy do zakontraktowania na nowy sezon wielu nowych zawodników. Wśród nich nie znalazło się jednak miejsce dla Kvasnicki.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-05-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved