Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Podsumowanie sezonu PGE Skra Bełchatów

Podsumowanie sezonu PGE Skra Bełchatów

PGE Skra już od kilku lat nieprzerwanie rządzi na krajowych parkietach. W tym sezonie PLS po raz czwarty bełchatowianie sięgnęli po mistrzostwo Polski, a zdobywając brąz Ligi Mistrzów po raz kolejny zapisali sie do historii polskiej siatkówki

Przed sezonem

Skra po kolejnym trzecim sezonie dominacji na polskich boiskach siatkarskich, w kolejnym postawiła sobie za cel również zdobycie wysokich lokat na arenie międzynarodowej. Do tego potrzebne były wzmocnienia. Niejednokrotnie zarząd bełchatowskiego klubu udowadniał, że jeśli chodzi o zawodników to bełchatowska Skra „ma nosa” do graczy, którzy mają zasilić szeregi drużyny. Włodarze klubu z Bełchatowa nie rzucili się jednak w okienku transferowym na zawodników, a dokonali praktycznie kosmetyki zespołu, z dwoma konkretnymi wzmocnieniami. Jeszcze podczas zeszłorocznego Prima Aprilis, oficjalna strona zespołu, dla żartu, podała informację o transferze świetnego przyjmującego reprezentacji Francji Stephana Antigii do Skry, a niespełna pół roku później można było zobaczyć tego gracza w bełchatowskim teamie Daniela Castellaniego. Na środku w Bełchatowie pojawił się Daniel Pliński, który przez dwa lata wspólnie z Jastrzębskim Węglem nie potrafił przełamać dominacji Skry. Jako drugiego po Pawle Maciejewiczu zmiennika Mariusza Wlazłego sprowadzono Brazylijczyka Alexa Damiao. W szeregi bełchatowskiej drużyny powrócił po dwóch latach gry w AZSie Olsztyn Michał Bąkiewicz. Dużym zaskoczeniem było zrezygnowanie z etatowego libero reprezentacji Polski, Krzysztofa Ignaczaka i przesunięcie na tę pozycję Roberta Milczarka, a w późniejszym czasie Dana Lewisa.



Puchar Polski

Podopieczni trenera Castellaniego, jako drużyna czubka tabeli przed rundą rewanżową PLS, do turnieju finałowego pucharu Polski awans mieli zapewniony z marszu. Po trzech ostatnich edycjach krajowego pucharu, które kończyły się wygraną drużyny z Bełchatowa, także i finały w Poznaniu miały paść łupem obecnych mistrzów Polski. Pierwsze spotkanie umocniło bełchatowian na pozycji faworytów turnieju. Szybka wygrana z ZAKSĄ Kędzierzyn – Koźle w piątek, pozwoliła w spokoju myśleć o sobotnim spotkaniu z Jastrzębskim Węglem. Podopieczni trenera Kubackiego sprawili PGE Skrze trochę więcej problemów jedynie w pierwszej partii. Zarówno ćwierćfinałowym jak i półfinałowym przeciwnikiem drużyny z Bełchatowa, były te same zespoły, z którymi rok wcześniej drużynie Daniela Castellaniego udało się wygrać i awansować do finału. Wydawało się, że podobnie jak wtedy, Skra awansuje do dalszej walki o trofeum, gdzie w decydującym meczu spotka się z częstochowskim AZSem. Niestety, plany pokrzyżowała jastrzębska ekipa Roberta Santiliego. Po dwóch pierwszych przegranych setach półfinałowego pojedynku w Poznaniu, wydawało się, że mistrzowie Polski bardzo szybko wrócą do Bełchatowa. Jak na doświadczony zespół przystało, bełchatowianie podnieśli się i doprowadzili do tie-breaka. Niestety, szalona pogoń za ówczesnymi wicemistrzami Polski nie zakończyła się zwycięsko dla drużyny Daniela Castellaniego. Jastrzębianie zrewanżowali się za wcześniejsze dwukrotne porażki w finałach mistrzostw Polski i zeszłoroczną w pucharze i to oni cieszyli się z awansu do finału. Bełchatowianie musieli przełknąć gorycz porażki, zapomnieć o pucharze i zacząć się przygotowywać do walki o kolejny ważny cel w sezonie – finale Ligi Mistrzów.

Europejskie puchary – Liga Mistrzów

Ważnym wydarzeniem zarówno dla klubu, kibiców z Bełchatowa jak i sympatyków siatkówki z całej Polski były finały tegorocznej Ligi Mistrzów, które rozegrane zostały w Łodzi. W rozgrywkach grupowych tych elitarnych rozgrywek podopieczni trenera Castellaniego nie mogli sprostać jedynie graczom Panathinaikosu Ateny. Z greckim zespołem bełchatowianie przegrywali dwukrotnie, na wyjeździe 0:3 i u siebie 2:3. Pozostali grupowi przeciwnicy PGE Skry musieli w każdym meczu uznawać wyższość polskiej drużyny. Dzięki decyzji o organizacji Final Four w Polsce, PGE Skra po rozegraniu rundy eliminacyjnej nie musiała martwić się o awans. Bełchatowianie czekali jedynie na rozwój wydarzeń i swoich potencjalnych rywali w turnieju finałowym. Poznali ich po drugiej rundzie i już od samego początku wiadomo było, że łatwej przeprawy mistrzowie Polski w Łodzi nie będą mieli. Do turnieju finałowego awansowały bowiem drużyny Dynama Kazań, Sisley’a Treviso i Copry Piacenzy. Już w pierwszym spotkaniu drużynie Daniela Castellaniego przyszło zmierzyć się z potężnym zespołem z Kazania. W dwóch pierwszych setach bełchatowianie wypadli blado na tle drużyny rosyjskiej. Dwie kolejne partie wyglądały podobnie, jednak stroną znacznie przeważającą byli zawodnicy Skry. Seta decydującego dużo lepiej rozpoczęli niestety Rosjanie. Mistrzowie Polski dopiero od stanu 7:14 zaczęli punktować rywali. Nadspodziewanie szybko z wysokiego prowadzenia Rosjan pozostały jedynie dwa punkty. Zawodnicy Skry wprawili w osłupienie wszystkich. Niestety, w samej końcówce zabrakło szczęścia i po autowym ataku Wlazłego, Skra musiała zapomnieć o grze w finale. W meczu o 3. miejsce Skra stanęła naprzeciw włoskiego Sisley’a. Bełchatowianie nie przestraszyli się utytułowanego, znanego w świecie zespołu i bez problemów wygrali dwie pierwsze partie. Rozprężenie w szeregach Skry sprawiło, że mecz stał się dużo bardziej zacięty i o zwycięstwie decydował tie-break. Na szczęście dużo więcej zimnej krwi zachowali bełchatowianie, którzy mogli się cieszyć zwycięstwem w całym spotkaniu. Brązowy medal Ligi Mistrzów to największy sukces w historii występów PGE Skry w europejskich pucharach. Podopieczni trenerów Castellaniego i Nawrockiego powtórzyli sukces kędzierzyńskiego Mostostalu sprzed pięciu lat i po raz kolejny zapisali się w historii polskiej siatkówki.

Polska Liga Siatkówki

Na temat występu bełchatowskiej drużyny w pierwszej odsłonie PLS nie można się za długo rozpisywać. Głównym celem dla ekipy z Bełchatowa było kolejne z rzędu obronienie tytułu mistrza Polski. Do tego pomocna im była, jak najlepsza lokata po pierwszej rundzie, a z tym bełchatowianie nie mieli najmniejszego problemu. PGE Skra w rundzie zasadniczej była gigantem nie do przejścia. Podopieczni Daniela Castellaniego wygrywali mecz za meczem. Jedynie w 7. kolejce doszło do małej sensacji, kiedy to w Radomiu miejscowy Jadar pokonał mistrzów Polski w pięciosetowym pojedynku. Z kolei Jastrzębski Węgiel zrewanżował się w 11. kolejce za wcześniejszą porażkę i również w pięciu setach pokonał bełchatowską drużynę. W pozostałych spotkaniach mistrzowie Polski radzili sobie wyśmienicie i wygrywali raz po raz kolejne mecze, szlifując przy okazji rekordy kolejnych spotkań bez porażki. Spotkania ligowe bełchatowianie przeplatali występami w europejskich pucharach, dlatego też forma mistrzów Polski utrzymywała się na wysokim poziomie przez długi czas. Dodatkowym atutem drużyny z Bełchatowa był wyrównany skład, co pomagało przy ewentualnych roszadach w drużynie na poszczególne mecze. W spotkaniach z zespołami niżej notowanymi Daniel Castellani stawiał na swoich zmienników, dzięki czemu gracze z podstawowego składu mogli odpocząć i nabrać sił przed kolejnymi potyczkami. Lekkie załamanie formy przyszło akurat na finały krajowego pucharu, więc większego wpływu na występy w lidze nie miało. W pierwszej części sezonu na pozycji libero w drużynie z Bełchatowa bardzo dobrze spisywał się Robert Milczarek. Od końca stycznia powrócił Dan Lewis, który raz po raz zmieniał się na tej pozycji z Milczarkiem, by w końcówce sezonu już na stałe zagościć w składzie PGE Skry. Czasami jednak widać było brak Ignaczaka i Skra borykała się z mniejszymi, bądź trochę większymi problemami w przyjęciu, ale jak przystało na tak klasowy zespół, zawodnicy wychodzili z tych opresji zwycięsko.

Rundę play – off Skra rozpoczęła meczami z Płomieniem Sosnowiec. Po dwóch łatwych wygranych w Bełchatowie, trzecie spotkanie dość niespodziewanie wygrali sosnowiczanie. Jednak dzień później, jak na mistrzów Polski przystało, bełchatowianie wygrali i mogli spokojnie przygotowywać się do spotkań z olsztyńskim AZSem. Pierwszy mecz w Bełchatowie i trzy szybkie sety w wykonaniu gospodarzy nie pozostawiały złudzeń olsztynianom. Jednak dzień później podopieczni Mariusza Sordyla w podobny sposób pokonali miejscowych i walka przeniosła się do Olsztyna. Zapowiadały się dwa emocjonujące spotkania, jednak dwie wygrane broniących tytułu mistrzów Polski (3:1 i 3:0) potwierdziły silną w polskiej siatkówce pozycję PGE Skry Bełchatów. W finale podopieczni trenera Castellaniego spotkali się z częstochowskim AZSem. Awans do finału drużyny spod Jasnej Góry odciążył w pewnym stopniu głowy bełchatowian, gdyż w razie ewentualnej porażki w finale, zagwarantował on tym samym Skrze udział w przyszłorocznych rozgrywkach Ligi Mistrzów. Jednak broniącym tytułu bełchatowianom nie wystarczyła sama gra w europejskich pucharach. Najważniejszy cel sezonu stał przed nimi otworem i w zaskakująco szybki sposób gracze PGE Skry go osiągnęli. Dwie szybkie, bo trzysetowe wygrane, w pierwszych meczach finałowych, dały zawodnikom z Bełchatowa świetną zaliczkę i komfort psychiczny przed spotkaniami w Częstochowie. Trzecie spotkanie, jak się później okazało, było ostatnim. Mimo, że częstochowianie postawili mistrzom Polski dużo trudniejsze warunki niż w meczach wcześniejszych, bełchatowianie zachowali zimne głowy na dłużej i po wygranym tie-breaku mogli cieszyć się z czwartego mistrzostwa z rzędu.

Podsumowanie

PGE Skra Bełchatów cały sezon może zaliczyć do udanych. Kolejny tytuł mistrzowski, brązowy medal Ligi Mistrzów, to sukcesy największej rangi. Mały niedosyt może pozostawić nieobroniony Puchar Polski, a dla bardziej wymagających bełchatowska drużyna mogła zdobyć więcej w turnieju finałowym Ligi Mistrzów. Jednak nie można wygrywać wszystkiego. Puchar rządzi się swoimi prawami niż liga i zdobyła go drużyna, która akurat w tym czasie była świetnie dysponowana. Tydzień po turnieju pucharowym bełchatowianie grali w Final Four, więc priorytetem dla nich było z pewnością, jak najlepsze pokazanie się na arenie międzynarodowej. Z roku na rok bełchatowska drużyna staje się silniejsza i sięga po coraz to cenniejsze laury. W przeciągu tych czterech lat rozwoju drużyny, podczas których Skra zdobyła praktycznie wszystko na polskich parkietach (z wyjątkiem tegorocznego pucharu Polski), w rozgrywkach klubów europejskich z roku na rok pięła się coraz wyżej i wyżej. Należy więc czekać na to, że i przyszłoroczny występ Skry w Lidze Mistrzów ponownie okaże się jeszcze lepszym niż w latach ubiegłych. Bełchatowska PGE Skra jest świetną kartą przetargową polskiej siatkówki za granicami naszego kraju. Gdy dołączą do niej jeszcze inne zespoły, nie pięć, nie dziesięć, a przynajmniej jeden bądź dwa, wtedy z pewnością będzie można mówić o niebagatelnej sile polskiej siatkówki.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-05-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved