Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mistrz Europy z Argentyny

Mistrz Europy z Argentyny

Przyszedł na świat u podnóża Andów w stolicy argentyńskiej prowincji Mendoza. Ludzie w tamtych stronach zajmują się uprawą winorośli, hodowlą bydła, owiec lub lam. Może poszedłby w ich ślady, gdyby nie dwa wydarzenia...

Pierwsze miało miejsce tuż po dziewiątych urodzinach, kiedy ojciec wysłał go na trening miejscowej sekcji siatkarskiej. Drugie nastąpiło sześć lat później, gdy rodzina Falasca wyjechała do Hiszpanii. Argentyna straciła zdolnego siatkarza. Hiszpania zyskała dwóch, bo w ślady Miguela Angela poszedł o cztery lata młodszy Guilermo.

Anna Więcek: Pamiętasz swoją reakcję, gdy podczas mistrzostw Europy w Moskwie, Garcia-Torres z Pasqualem zablokowali w piątym secie Poltavskiego?



Miguel Angel Falasca: To był ułamek sekundy. Poczułem kumulację emocji, której nie potrafię opisać słowami. Takie słowa jak bezgraniczna radość, szczęście tylko w niewielkim stopniu mogą oddać stan mojego ducha w tamtej chwili. Pamiętam, że ze łzami w oczach rzuciłem się w stronę naszego trenera. Minęło już kilka miesięcy, a ja ciągle z wielkim wzruszeniem wspominam mistrzostwa Europy jako wydarzenie magiczne. Ten sukces przerósł nasze najśmielsze marzenia. Wierzyliśmy jadąc do Moskwy, że jesteśmy w stanie powalczyć o podium, ale nie sądzę, żeby ktoś z nas myślał o złocie w realnych kategoriach. To był wielki dzień dla hiszpańskiej siatkówki, dla hiszpańskiego sportu. Wpisaliśmy się w jego historię.

Niewiele brakowało, żebyście podobny sukces świętowali już w 2005 roku w Rzymie.

Przed mistrzostwami w 2005 roku wiedzieliśmy, że możemy pokonać każdy zespół w Europie. Doszliśmy do półfinału, w którym przegraliśmy z Rosją 2:3, choć w piątym secie prowadziliśmy już 14:10. Bardzo przeżyliśmy porażkę. Ten mecz został w naszych głowach. Wspomnienia odżyły, gdy w Moskwie wychodziliśmy do gry z Rosjanami. Nie chcieliśmy powtórzyć błędów z Rzymu, a jednak niewiele brakowało, żebyśmy po dobrej grze po raz drugi musieli przełknąć gorycz porażki i to wcale nie za sprawą dobrej gry Rosjan.

O sędziów chciałam zapytać za chwilę, ale skoro rozpocząłeś temat…

Sędziowie zaczęli stwarzać nam „małe problemy”, ale my nie komentowaliśmy decyzji, nie próbowaliśmy ich podważać. W najwyższym stopniu skoncentrowaliśmy się na grze. Tłumy zgromadzone na trybunach skandowały: Rasija! Rasija! Rasija! I choć ten grzmot przytłaczał, to my czuliśmy coraz silniejsze wsparcie ze strony dziennikarzy i zawodników pozostałych drużyn, którzy obserwowali finał. Ich głosy ginęły w wielkim tumulcie, ale mieliśmy takie wrażenie, jakby stała za nami cała Europa. Po meczu żurnaliści i nasi rywale przychodzili z gratulacjami. Nie robili tego ze zdawkowej grzeczności. Tak jak my, byli autentycznie szczęśliwi, że wygraliśmy z Rosjanami. Przybiegli nawet Finowie, którym w półfinale zabraliśmy medal. Z nieukrywaną radością klepali nas po plecach i dawali do zrozumienia, że sprawiliśmy wszystkim wielką frajdę, odprawiając faworyzowanych Rosjan, którym pomagały nie tylko własne ściany.

* Więcej w majowym numerze „Świata Siatkówki”

źródło: Świat Siatkówki

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-04-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved