Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Strefowe podsumowanie sezonu AZS Politechnika Warszawska

Strefowe podsumowanie sezonu AZS Politechnika Warszawska

Jedynym zespołem, którego losy w rozgrywkach PLS są niepewne, to J.W.Construction Osram AZS Politechnika Warszawska. Nie mniej jednak postanowiliśmy podsumować występy tego zespołu w sezonie 2007/2008.

Przed sezonem

Wprawdzie dla warszawskiej ekipy, jako jedynej w PLS, sezon się jeszcze nie zakończył, ale i tak można już teraz powiedzieć jedno: był on zdecydowanie najgorszy w całej historii jej występów w ekstraklasie. Nie udało się tym razem uniknąć baraży i jakkolwiek przez pierwszy etap Politechnika przeszła zwycięsko, wybijając Delekcie myśl o grze w PLS w siedmiu meczach, to nadal czeka na wicemistrza drugiej ligi by z nim stoczyć ostateczny pojedynek.



A przecież nic nie zapowiadało takiej katastrofy przed sezonem. Może i władze klubu nie poczyniły spektakularnych transferów, ale pozyskanie tak doświadczonych graczy jak Jakub Markiewicz oraz Przemysław Michalczyk gwarantowało mogłoby się wydawać spokojną grę o miejsce w pierwszej ósemce. Dodajmy do tego zastrzyk świeżej krwi w postaci utalentowanej młodzieży reprezentowanej przez Jakuba Radomskiego, Michała Chaberka i Rafała Buszka oraz stanowiących w poprzednim sezonie o sile zespołu Radosława Rybaka i Marka Siebecka. Drugim trenerem akademików został Krzysztof Kowalczyk, były menedżer reprezentacji i jej drugi trener. Warszawska ekipa w przedsezonowych turniejach prezentowała się naprawdę nieźle, wygrywając Memoriał Profesora Wiktora Wawrzyczka oraz zajmując czwarte miejsce w II Memoriale im. Zdzisława Ambroziaka.

Runda zasadnicza

Zimny prysznic przyszedł wraz z początkiem sezonu. Na inaugurację rozgrywek Politechnika udała się do Olsztyna na mecz z tamtejszym AZS-em i dostała od niego tęgie baty. Wynik 3:0 dla gospodarzy nie mówi może wszystkiego, ale punkty zdobyte w poszczególnych setach już tak. Warszawianom udało się zdobyć ich 19 w pierwszej partii spotkania, 21 w drugiej i zaledwie 17 w trzeciej. W następnej kolejce „Inżynierowie” mieli równie mocnego rywala – do Warszawy przyjechał zespół z Częstochowy. I podobnie jak w poprzednim spotkaniu, akademicy musieli przełknąć gorycz porażki. Częstochowianie gładko wygrali w trzech setach pozwalając rywalowi zdobyć w całym meczu zaledwie 50 „oczek”. Po tym meczu trener Politechniki, Edward Skorek, powiedział: Wiem, że jest bardzo źle. Najgorsze jest jednak to, że nie ma perspektyw na lepszą grę.

Takie słowa z ust szkoleniowca nie mogły napawać optymizmem. Jednak na kolejny mecz, tym razem do Rzeszowa, warszawscy siatkarze jechali w bardzo bojowych nastrojach. Ich gra wyglądała już lepiej, ale udało im się ugrać zaledwie jednego seta. Ostatecznie spotkanie skończyło się wygraną Resovii 3:1 (20:25,25:21,25:21,25:22). Na pierwszy punkt w tym sezonie warszawianie musieli zaczekać aż do czwartej kolejki rozgrywek. Podejmując u siebie ZAK S.A. Kędzierzyn-Koźle akademicy walczyli jak równy z równym, ale w tie-breaku musieli uznać wyższość rywala. Sam wynik 2:3(21:25, 25:22, 25:23, 20:25, 12:15) najlepiej świadczy o tym, jak wyrównane było to spotkanie. Po tej przeprawie wydawało się, że w nadchodzących derbach Mazowsza Politechnika poradzi sobie z Jadarem Radom. Jednak radomianie pokazali, że są u siebie bardzo groźni i mimo, że w pierwszych dwóch setach początkowo prowadzili goście, to końcówki należały do gospodarzy. W trzecim secie byli oni zdecydowanie górą i cały mecz zakończył się wynikiem 3:0 ( 25:20, 25:22, 25:20) dla Jadaru.

Ta przegrana najwyraźniej nadwyrężyła cierpliwość sponsora stołecznej ekipy, który zapowiedział koniec finansowania zespołu wraz z końcem roku.

Od stycznia nie będziemy wspierać Politechniki. Ta drużyna nie rokuje nadziei na przyszłość – powiedział Jerzy Zdrzałka, członek zarządu J.W. Construction. Nic więc dziwnego, że wszyscy szybko zaczęli wieszczyć koniec siatkówki na poziomie ekstraklasy w Warszawie, a inne kluby zaczęły łakomym okiem spoglądać na wyróżniających się graczy AZS-u. Mówiono o odejściu Antona Kulikovskiyego do Płomienia Sosnowiec, Jakuba Markiewicza do Resovii Rzeszów, lecz ostatecznie zespół opuścił jedynie Mark Siebeck przenosząc się do jednego z klubów tureckiej ekstraklasy.

Całe to zawirowanie oczywiście nie mogło wpłynąć motywująco na zawodników, dlatego porażka na wyjeździe ze zdziesiątkowanym kontuzjami Płomieniem 1:3 (16:25,25:21, 22:25, 17:25) mimo wszystko nie powinna dziwić. Jednak już w następnej kolejce, grając u siebie z Delectą Bydgoszcz, Politechnice udało się odnieść pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Wygrywając 3:0 (25:17, 25:23, 25:19) warszawianie zrównali się, jeżeli chodzi o ilość punktów, z bydgoskim zespołem. Nadal jednak to było za mało, by opuścić ostatnie miejsce w tabeli. I nic nie zapowiadało zmiany tej sytuacji, gdyż przed akademikami były mecze z czołowymi ekipami PLS: Skrą Bełchatów, Jastrzębskim Węglem oraz AZS-em Olsztyn. O ile ze Skrą i Jastrzębiem „Inżynierowie” twardo walczyli i byli blisko sprawienia niespodzianki ( skończyło się w sumie na dwóch ugranych setach), to z Olsztynem gładko przegrali przed własną publicznością. Bilans starcia z czołówką prezentuje się następująco: ze Skrą na wyjeździe 1:3(25:22, 19:25, 23:25, 22:25), u siebie z Jastrzębiem 1:3(25:20, 14:25, 36:38, 22:25) i z Olsztynem 0:3 (19:25, 21:25, 17:25).

Przed Świętami udało się jeszcze rozegrać awansem 15 kolejkę PLS. Ten mecz z pewnością zapisze się w pamięci kibiców jako kolejna stracona szansa na trzy punkty. Warszawianie mając sześć piłek meczowych na 3:1 przegrali z sosnowiczanami 2:3 (25:20, 25:19, 18:25, 29:31, 8:15). Po tej porażce kierownictwo klubu wzięło się do szukania nowego szkoleniowca. Mówiło się o tym, że Edward Skorek już nie jest w stanie nic więcej wykrzesać ze swoich podopiecznych. Jak więc widać noworocznej tradycji zmiany trenera stało się zadość. Przypomnijmy, że to Edward Skorek dokładnie rok wcześniej zmienił na stanowisku pierwszego szkoleniowca Krzysztofa Felczaka. Wraz z Edwardem Skorkiem decyzję o rezygnacji z funkcji asystenta podjął Krzysztof Kowalczyk. Wśród potencjalnych kandydatów wymieniano nazwiska Dariusza Luksa, Krzysztofa Felczaka oraz Lecha Zagumnego.

Ostatecznie jednak padło na Jerzego Taczałę, który w poprzednim sezonie prowadził pierwszoligowy GTPS Gorzów Wielkopolski. Debiut nowego szkoleniowca nie wypadł zbyt okazale, gdyż warszawianie gładko przegrali w Częstochowie nie zdobywając ani seta ( sety do 21, 17 i 23). Następny mecz, który rozgrywali u siebie z Resovią Rzeszów, miał niecodzienny przebieg. Mimo, że Resovia po dość zaciętym pojedynku wygrała 3:1 (25:22, 19:25, 25:15, 25:20), to okazało się, że trzy punkty mogą przypaść Politechnice. Stało się tak za sprawą trenera Resovii, który dwukrotnie pozwolił na to, by w jego drużynie na boisku przebywało jednocześnie czterech obcokrajowców. Przepisy stanowią, że może być ich maksymalnie trzech. Zrobiło się spore zamieszanie, gdyż była to sytuacja bez precedensu i nie za bardzo wiedziano, jak w tym przypadku postąpić. Władze PLS postanowiły przyznać Politechnice walkower i tym samym trzy punkty, co spotkało się z protestem nie tylko działaczy rzeszowskiego klubu, ale także Delecty Bydgoszcz i Jadaru Radom będących bezpośrednimi rywalami warszawian o bezpieczne miejsce w ósemce. Odwołania nie zostały jednak uwzględnione i po raz pierwszy w tym sezonie AZS opuścił ostatnie miejsce w tabeli, przesuwając się na dziewiątą lokatę.

Mimo teoretycznych szans na awans do czołowej ósemki, gracze przygotowywali się już do baraży. W spotkaniu trzynastej kolejki przegrali na wyjeździe z ZAK S.A. Kędzierzyn-Koźle. Gospodarze okazali się zdecydowanie lepszym zespołem wygrywając 3:1 ( 25:19, 25:16, 17:25, 25:16). Brakujących punktów warszawianie chcieli szukać w zbliżających się meczach z zespołami z dołu tabeli. Akademicy najpierw podejmowali u siebie Jadar Radom. Wygrana za trzy punkty w tym meczu na pewno ułatwiłaby im życie, ale udało im się wygrać „tylko” 3:2 (25:20, 13:25, 29:27, 23:25, 15:10). Był to kolejny mecz na hali „Arena Ursynów”, który niósł dla wszystkich dodatkowe „atrakcje”. Tym razem były to problemy z oświetleniem i w związku z tym na kwadrans trzeba było przerwać grę. Przyjezdni bardzo się na te utrudnienia skarżyli, ale faktem jest, że warszawianom jakoś one nie przeszkadzały i wygrali to spotkanie. Tydzień później AZS udał się do Bydgoszczy, gdzie gładko pokonał miejscową Delektę 3:0 ( 25:14, 25:23, 26:24).

Tak grających „Inżynierów” jeszcze w tym sezonie kibice nie mieli okazji oglądać. Zawodnicy wreszcie wykorzystali swój niemały przecież potencjał. Jednak dwa ostatnie spotkania sezonu zasadniczego nie dawały wielkich nadziei na uniknięcie baraży. Wprawdzie liga huczała od plotek, kto komu ma się podłożyć, żeby stołeczna drużyna załapała się do ósemki, ale to podrażniło jedynie ambicję ich przeciwników. Najpierw Politechnika podejmowała u siebie Skrę Bełchatów, a potem jechała do Jastrzębia.

W Warszawie było blisko sensacji, bo niewiele brakowało, by warszawianie objęli prowadzenie 2:0 w meczu. Ostatecznie przegrali 1:3 (25:23, 31:33, 19:25, 22:25). Porażka w ostatniej kolejce 1:3 z Jastrzębskim Węglem definitywnie przesądziła o tym, że akademicy musieli o dalszy ligowy byt walczyć w barażach.

Puchar Polski

Przygoda Politechniki z Pucharem Polski była w tym sezonie bardzo krótka. Zaczęła się i skończyła w VI rundzie tych rozgrywek. Los skojarzył Politechnikę z Płomieniem Sosnowiec, a że sosnowiczanie byli wyżej w tabeli, to decydujący (bo rozgrywany był tylko jeden) mecz odbył się u nich. Losy tego spotkania rozstrzygnęły się dopiero w tie-breaku, a górą byli gospodarze wygrywając 3:2 (21:15, 25:22, 25:21, 21:25, 15:10). Tym samym to oni awansowali do finału.

Baraże

W połowie marca rozpoczął się dla akademików z Warszawy ciągnący się niemiłosiernie serial pt.” Baraże”. Rywalem w pierwszym etapie tych rozgrywek była Delecta Bydgoszcz, która zajęła dziesiąte miejsce w tabeli. Fakt, że warszawianie ograli w rundzie zasadniczej bydgoszczan dwukrotnie do zera, okazał się na tym etapie bez znaczenia, bo baraże rządzą się swoimi prawami. Nikt nie chce spaść z PLS, dlatego do rozstrzygnięcia rywalizacji potrzebnych było aż siedem meczy.

Przed pierwszym spotkaniem, które odbyło się w stolicy, został przedstawiony na konferencji prasowej nowy sponsor warszawskiej ekipy, firma OSRAM. Deklaracje jej prezesa o długofalowym zaangażowaniu w sponsorowanie drużyny należy traktować jako dobry prognostyk. W tym momencie jednak najważniejsze było to, żeby się utrzymać, a trener Taczała wcale nie miał ułatwionego zadania, gdyż kontuzjowani byli Pavel Chudik i Jakub Markiewicz. Pomimo tych trudności w pierwszym spotkaniu udało się pokonać Delectę 3:2( 17:25, 25:23, 21:25, 25:23, 15:12). W następnym, które odbyło się w Bydgoszczy, gospodarze wygrali 3:0 (25:22, 25:23, 35:33) i wyrównali tym samym stan rywalizacji na 1:1.

Kolejne dwa mecze odbyły się w Warszawie i o ile w pierwszym Politechnika przegrała 1:3 (21:25, 25:23, 23:25, 21:25), to w drugim, stojąc pod przysłowiową ścianą, zmobilizowała wszystkie swoje siły i wygrała 3:0 (25:16, 25:21, 25:21). Mimo remisu 2:2 w barażowych zmaganiach, to AZS znalazł się w trudniejszej sytuacji, gdyż teraz rywalizacja przenosiła się na dwa mecze do Bydgoszczy. Bydgoszczanie nie wykorzystali jednak w pełni atutu swojej hali, gdyż w piątym spotkaniu przegrali 2:3 (22:25, 19:25, 25:19, 25:23, 11:15). W następnym wygrali 3:0 (25:20, 25:23, 25:20), co oznaczało, że siódme, decydujące spotkanie, odbędzie się w Warszawie.

Mecz o wszystko lepiej rozpoczęli bydgoszczanie, których łupem padł pierwszy set, ale w następnych odsłonach meczu zawodnicy Politechniki pokazali, na co ich stać, a już klasą samą dla siebie był Radosław Rybak, wybrany zresztą MVP tego spotkania. Gdy w czwartym secie przy stanie 24:18 warszawianom udało się zablokować Krzysztofa Janczaka, na hali zapanowała euforia. Strzeliły korki od szampana, a zawodnicy i kibice cieszyli się zupełnie tak, jakby udało się zdobyć Mistrzostwo Polski. Obiektywnie trzeba stwierdzić, że najtrudniejszą część baraży Politechnika ma już za sobą. Czeka teraz na przegranego z pary Trefl Gdańsk – KS Poznań, z którym grać będzie do trzech zwycięstw. Rywalem najprawdopodobniej będzie ekipa ze stolicy Wielkopolski i akademicy nie powinni mieć z nią większych problemów. Czy tak się jednak stanie, dowiemy się dopiero w połowie maja.

Podsumowanie

Co można w podsumowaniu napisać o zespole, który na osiemnaście meczy w rundzie zasadniczej wygrał tylko trzy (nie licząc walkowera)? Chyba tylko tyle, że o mijającym właśnie sezonie wszyscy będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Stał on pod znakiem kontuzji, zmiany trenera i ciągłych problemów ze sponsorem. To ostatnie spowodowało, że zespół w trakcie rozgrywek opuścił Mark Siebeck, będący jednym z filarów drużyny. Ponadto podczas najważniejszych meczy w sezonie zawodnicy nie mogli trenować na swojej hali, bo w tym czasie odbywały się na niej komercyjne imprezy. Ot, uroki funkcjonowania klubu sportowego w mieście, które otrzymało honorowy tytuł „Europejskiej Stolicy Sportu” na rok 2008. Dodajmy do tego nieudaną politykę transferową i już wiadomo, czemu sezon 2007/2008 w wykonaniu warszawskiego AZS-u wyglądał tak, a nie inaczej. Na plus trzeba jednak stołecznej ekipie zapisać, że wyszła zwycięsko z pierwszego etapu barażowych zmagań i ma realne szanse na utrzymanie się w ekstraklasie. Optymizmem napawa też pozyskanie nowego sponsora, który miejmy nadzieję solidnie wywiąże się ze złożonych obietnic. Oby też władze klubu poczyniły transfery pozwalające na spokojną walkę o coś więcej, niż tylko utrzymanie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-04-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved