Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mariusz Wlazły: Celem numer jeden pozostaje Pekin

Mariusz Wlazły: Celem numer jeden pozostaje Pekin

- Rozegrałem to ostatnie spotkanie na środkach przeciwbólowych, a bolą mnie plecy i oba kolana. Skurcze, które gnębiły mnie przez kilka sezonów, też czasem wracają, ale już nie z taką mocą jak wcześniej - mówi Mariusz Wlazły, którego zdrowie jest teraz tematem numer jeden wśród kibiców.

Szeroki uśmiech na twarzy Raula Lozano po trzecim finałowym spotkaniu PLS mówił wszystko: rozgrywki zakończyły się najszybciej, jak tylko mogły, a as atutowy reprezentacji Polski Mariusz Wlazły po raz kolejny udowodnił, że jest graczem klasy światowej. Widać było, jak wiele radości dał atakującemu kadry i PGE Skry Bełchatów czwarty z rzędu mistrzowski tytuł – sprawił nawet, że zgodził się przerwać ogłoszoną nie tak dawno ciszę medialną i spokojnie, przez kilka minut, jeszcze na boisku, odpowiedział na wszystkie pytania mediów. Atakujący Skry Bełchatów po poprowadzeniu klubu do czwartego z rzędu tytułu mistrza Polski zdradził, że grał na środkach przeciwbólowych.

Miałem tak ciężki sezon… Jedna kontuzja, druga, potem trzecia… Trudno grać, przerwać sezon, potem wracać do zespołu. Przez ten szarpany rok ciągle mi się coś odnawiało albo pojawiało – opowiadał Mariusz Wlazły o swoich zdrowotnych przejściach.



A kibice żartują, że gdyby Wlazły nie narzekał, grałby o klasę gorzej… Chyba podobnie myśli Raul Lozano, bo uśmiechał się od ucha do ucha, gdy oglądał to, co wyprawiał Wlazły na boisku w Częstochowie. 35 punktów zdobytych przez jednego zawodnika w meczu na tym poziomie rozgrywek to prawdziwa rewelacja. – Ale nie uważam, że tylko ten, kto ma Wlazłego, zdobywa mistrzostwo – skomentował Argentyńczyk.

Na początku przyszłego tygodnia Lozano zbiera kadrowiczów w Spale przed decydującym momentem sezonu – kwalifikacjami olimpijskimi. I tak naprawdę dla mocno już zmęczonych ligą reprezentantów Polski sezon zacznie się po raz drugi. – Celem numer jeden pozostaje Pekin. Nie chodzi o to, żeby tylko awansować, ale jeszcze coś tam ugrać – zapowiada najlepszy polski siatkarz.

W trzecim finałowym spotkaniu zdobył pan aż 35 punktów i rozstrzygnął losy tytułu. Paweł Papke powiedział nam kiedyś, że recepta Skry na sukcesy nazywa się Mariusz Wlazły.

Mariusz Wlazły: – Tylu punktów w jednym meczu chyba jeszcze nie zdobyłem, choć ja patrzę zawsze na zespół, a nie na swoje statystyki. Bo jeden zawodnik meczu w siatkówkę nie wygra, dobrze musi się zaprezentować cała drużyna. I Skra ma taki wyrównany, dobry skład. Nawet ci z nas, których nie było w finałach w meczowej dwunastce, sporo wnieśli do drużyny. W Bełchatowie mieliśmy czternastu ludzi, z których każdy bardzo chciał osiągnąć sukces i dawał z siebie wszystko nie tylko w meczach, ale także na treningach. Na początku sezonu było nas nawet więcej, aż się bałem, czy sobie miejsce znajdę w składzie…

Pasmo zwycięstw na polskich boiskach jeszcze pana nie zmęczyło?

Ani trochę, każdy sukces smakuje tak samo dobrze. Choć może ten nawet trochę lepiej od poprzednich, bo pozwolił osłodzić gorycz porażki w Pucharze Polski. Dla nas każda droga do sukcesu jest zresztą nowym wyzwaniem. I jest coraz cięższa, bo liga zrobiła się bardzo wyrównana. Teraz każdy może wygrać z każdym, a że nie są to tylko słowa udowodnił nasz mecz z Płomieniem w pierwszej rundzie play-off. Naprawdę można z każdym przegrać, nawet w Sosnowcu.

Przed Final Four narzekał pan na ból pleców i występ stał pod znakiem zapytania. Teraz wiadomość, że znów pana coś boli nie byłaby korzystna dla reprezentacji Polski.

Szczerze? Grałem ten ostatni mecz na środkach przeciwbólowych, a bolą mnie plecy i oba kolana. Skurcze, które gnębiły mnie przez kilka sezonów też czasem wracają, ale nie z taką mocą jak wcześniej. Jest wyraźna poprawa, ale sezon był bardzo męczący i choćby dlatego mogą czasem jeszcze się pojawić.

Proszę jeszcze powiedzieć, jak się pan czuł odbierając nagrodę dla najlepszego zawodnika ostatniego w sezonie spotkania przy akompaniamencie… gwizdów kibiców w Częstochowie?

Miałem ogromną satysfakcję, bo te reakcje widzów jeszcze nas nakręcały. Mając przeciwko sobie tylu ludzi, jeszcze bardziej się mobilizujemy. W Częstochowie jest zresztą specyficzna hala i specyficzny klimat…

Rozmawiali Żelisław Żyżyński (Przegląd Sportowy) i Marek Żochowski (Super Express)

źródło: Przegląd Sportowy, Super Express

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2008-04-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved