Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Przypadki księdza Mirka

Przypadki księdza Mirka

Ksiądz Mirosław Choroszy z siatkówką związany jest od kilku lat. Bakcylem tej dyscypliny zaraził go... Krzysztof Ignaczak, którego przygotowywał do sakramentu bierzmowania. Aktualnie ksiądz Mirek pełni w PZPS-ie rolę kapelana.

Niech środowisko siatkarskie ma świadomość, że jest człowiek tylko dla nich, który służy pomocą na tyle, na ile tylko może, który pokochał siatkówkę tak jak oni. Pokochał to, czego kiedyś nie lubił – tak ksiądz Mirek opowiada o swojej pracy.

Na pewno przez te kilka lat pracy z zawodnikami przydarzyły się księdzu zabawne i ciekawe historie.



Ksiądz Mirosław Choroszy: Zgadza się. Takich historii było kilka. Przytoczę dwie najciekawsze. Było to po meczu Polska – Kuba. Z Sebastianem Świderskim jechaliśmy w jednym kierunku, więc wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Było późno, ciemno, ulice w miarę puste. Po mniej więcej godzinie postanowiliśmy zatankować i przy okazji coś zjeść. Zjechaliśmy zatem z autostrady, dojechaliśmy do wioski, w której znajdowała się stacja paliw. Nikogo nie było, tylko my i pracownik stacji. Nagle ku naszemu zdziwieniu, nie wiedzieć skąd, pojawił się na stacji samochód, z którego wysiadł zadyszany młody człowiek. Podbiegł do Sebastiana, energicznym ruchem wyciągnął piłkę Molten i poprosił o autograf. Podziękował, wsiadł do samochodu i tyle go widzieliśmy.

Druga historia – raczej nie jest śmieszna, ale mnie rozbawiła (uśmiech). Byłem umówiony z jednym z siatkarzy na rozmowy przedmałżeńskie. Stawiłem się zatem w wyznaczonym miejscu o ustalonej godzinie i oczekiwałem na zainteresowanego. Po pewnym czasie w drzwiach stanął on, a w rękach trzymał dwie wyładowane do pełna torby. Nie zdążyliśmy się przywitać, a ten wypalił: „ślubu nie będzie, właśnie wyrzuciła mnie z domu”. Dziś są szczęśliwym małżeństwem.

Czy przez te kilka lat pracy pomiędzy księdzem a naszymi reprezentantami i trenerami nawiązały się jakieś przyjaźnie?

Lata robią swoje i rzeczywiście kontaktów jest sporo. Ale czy można nazwać je przyjaźniami? To zobowiązuje. Jeśli jest siatkarz lub siatkarka, którzy obdarzą mnie godnością bycia ich przyjacielem – to tylko cieszy. Chciałbym tu jednak wymienić zawodnika, z którego rodziną jestem bardziej niż blisko. Może dlatego, że towarzyszę im od początku ich sakramentalnej drogi. Najpierw nauki, potem ślub, następnie chrzest dziecka, później wspólne wakacje i kilka razy w roku odwiedziny. Mam na myśli Pawła Papkego, jego żonę Iwonę i synka Szymona. Do grona osób mi bliskich mogę też zaliczyć Sebastiana Świderskiego i trenera Waldemara Wspaniałego.

źródło: Super Volley

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Więcej artykułów z dnia :
2008-04-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved