Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > AZS Częstochowa walczy w Jastrzębiu o finał

AZS Częstochowa walczy w Jastrzębiu o finał

W najbliższą środę i czwartek, w Jastrzębiu, może się rozstrzygnąć, czy częstochowscy siatkarze po pięciu latach przerwy znowu będą grali w finale mistrzostw Polski. Po pierwszych dwóch meczach, w rywalizacji tych zespołów jest remis 1:1.

Aby wywalczyć awans do finału, zespoły potrzebują dwóch zwycięstw. Gdy znów wygrają po jednym razie, rozstrzygające spotkanie odbędzie się w Częstochowie.

Siły obu ekip wydają się bardzo wyrównane. Dlatego wszystko jest możliwie – o tym, kto wywalczy awans, może zdecydować odrobina szczęścia, świetna dyspozycja jednego gracza.



Jeżeli któryś z zawodników będzie miał dzień konia, może przesądzić o losach rywalizacji. A i w jednej, i w drugiej drużynie są gracze, którzy mogą tego dokonać – mówi kapitan Wkręt-Metu Krzysztof Gierczyński. – Szanse są równe. Wygrają lepsi, ale liczę, że będziemy nimi my.

Libero JW Pawłowi Ruskowi marzą się dwa zwycięstwa i rozstrzygnięcie sprawy awansu już w Jastrzębiu. – Zdajemy sobie jednak sprawę, że będą to bardzo ciężkie mecze i może się tak zdarzyć, że pojedziemy na piąte spotkanie do Częstochowy.

Zespoły wracają do gry po 11-dniowej przerwie. Komu ona lepiej posłuży? Na pewno przydała się Dawidowi Murkowi. As jastrzębian miał czas na leczenie urazów i odpoczynek. A w obu spotkaniach w Częstochowie grał poniżej swoich możliwości.

Paweł Rusek broni swojego kolegi: – To, co Dawid robi w tym sezonie, to dla mnie mistrzostwo świata. Jest naszym guru. Ja wiem, że on zawsze gra na sto procent możliwości.

Mecze w Jastrzębiu – zgodnie z wymogami Polskiej Ligi Siatkówki – odbywać się będą w dużej hali (Jastorze), gdzie na co dzień grają jastrzębscy hokeiści. Z pozoru powinno to bardziej przeszkadzać gospodarzom, którzy wszystkie dotychczasowe mecze ligowe grali w klubowej salce (tylko na Ligę Mistrzów przenosili się „na lodowisko”). Trzeba jednak pamiętać, że częstochowianie wyjątkowo dobrze radzili sobie w hali w Szerokiej (wygrywali tam mecze rundy zasadniczej w ostatnich trzech sezonach), a w dużym obiekcie zagrają po raz pierwszy. Miejsce rozgrywania meczu nie będzie zapewne w tej rywalizacji decydujące, ale przy wyrównanej grze może to być dość istotny drobiazg.


Znacie się z znakomicie i chyba trudno oczekiwać, że ktoś kogoś czymś zaskoczy?

Radosław Panas: – Tutaj nie będą się liczyć taktyczne niuanse, a konsekwencja w grze, realizowanie założeń plus dyspozycja dnia i zaangażowanie, którego zapewne nikomu nie będzie brakować.

Dawid Murek w meczach w Częstochowie był wyraźnie oszczędzany, teraz, gdy decydować się będą losy awansu, można się spodziewać, że zaciśnie zęby i zapomni o problemach zdrowotnych?

Ten sezon na pewno dał mu się we znaki. On sam mówi, że jest przemęczony. Ale wszyscy tak mają. U nas też jest w składzie kilku zawodników, którzy grali cały sezon praktycznie bez zmian i czują to w kościach. Dawid rzeczywiście w tych dwu meczach nie był wiodącą postacią. W pierwszym ciężar gry wziął na siebie Robert Prygiel. Zresztą w Jastrzębskim Węglu ma kto grać. Ta drużyna to nie tylko Prygiel i Murek.

Mimo że macie za sobą bardzo wyczerpującą część sezonu, przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi gracie w optymalnym składzie. Jedynie Phill Eatherton narzekał ostatnio na problemy z plecami.

Na tym etapie sezonu mają prawo wyjść jakieś drobne dolegliwości. Trzeba jednak zacisnąć zęby i dograć te trzy tygodnie, jakie zostały do końca. Na odpoczynek przyjdzie czas, a zawodnicy wiedzą że inaczej regeneruje się siły, gdy coś się ugra. Choćby dlatego dadzą z siebie wszystko. Z Phillem wszystko jest już w porządku. Wszedł w drugim meczu za Piotrka Nowakowskiego i zrobił co do niego należało. To była podobna zmiana jak w finale Pucharu Polski.

Po dwumeczu w Częstochowie sprawa awansu do finału jest sprawą otwartą, ale rywale będą teraz grać u siebie…

Wygraliśmy z nimi cztery z pięciu spotkań, ale tak naprawdę wynik w każdym z nich mógł być odwrotny. Bardzo chciałbym awansować do finału, ale wiem, że oni mają takie samo zadanie, a poza tym muszą coś ugrać. Nasi chłopcy bardzo dobrze ostatnio trenowali, nie dostrzegłem, żeby osiedli na laurach po sukcesie w Pucharze Polski. Remis 1:1 to bardzo dobra pozycja wyjściowa przed rewanżami. Oczywiście wszystko może się zdarzyć, ale jestem optymistą.

W drugim półfinale też trudno wskazać faworyta?

Tam tym bardziej. Nie pamiętam, żeby Olsztyn wygrał kiedyś w Bełchatowie 3:0. Teraz tego dokonał i u siebie może być groźny. Inna sprawa, że oni przed własną publicznością nie grają najlepiej. Wiele zależało będzie od tego, jak w Skrze zaprezentuje się Wlazły, którego podczas finału Ligi Mistrzów bolały plecy. Czy zdoła się wyleczyć i podoła trudom tych morderczych meczów. Bo to będą mordercze pojedynki. Zarówno w naszej rywalizacji jak i w drugim półfinale o awansie może decydować dopiero piąte spotkanie. Emocje są wielkie. Staram się tego nie okazywać, działać z chłodną głową.

*Rozmawiał Tadeusz Iwanicki

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2008-04-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved