Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Dominika Kuczyńska: Zawładnęła mną siatkówka

Dominika Kuczyńska: Zawładnęła mną siatkówka

Poziom hormonu wzrostu ma niski, "wyskoczyła" jednak na 196 cm i była przez pewien czas w LSK najwyższą siatkarką. - Niuńcia, ty musisz grać w siatkówkę - trener Teofil Czerwiński przewidział onegdaj trafnie przyszłość Dominiki Kuczyńskiej.

Pozycję „liderki” straciła w tym sezonie, lecz zupełnie się tym nie przejmuje.

Dominika Kuczyńska ma 26 lat, od tego sezonu broni barw GCB Centrostal Bydgoszcz i jak wspomina zawsze wystawała z tłumu. Dziś w lidze są dwie wyższe od niej siatkarki Gabriela Wójtowicz (lat 19), atakująca Muszynianki Muszyna, która mierzy równiutkie 2 metry oraz Urszula Bejga, rok młodsza środkowa Farmutilu Piła. Od Dominiki wyższa o centymetr.



Koleżanki z zespołu zwracają się do niej, nieco na przekór, acz z sympatią, „Orzeszek”. – Mam nadzieję, że dzięki temu, że są już wyższe ode mnie w lidze dziewczyny mniej atencji będzie poświęcone tym moim centymetrom – mówi siatkarka. – To nie zawsze było komfortowe, nie zawsze w pozytywny sposób ludzie wypowiadali się o moim wzroście. Odbierałam to na zasadzie, że mnie jest łatwiej, bo jak mam więcej centymetrów, to mam większe możliwości. I jak to może się zdarzyć, że ktoś mnie zablokuje! Kiedyś, podczas meczu, spiker za każdym razem, gdy była akcja z moim udziałem, strasznie to przerysowywał: „Dominika Kuczyńska, która ma 196 centymetrów, została zablokowana!” Nie czułam się wówczas fajnie, bo to mnie rozpraszało. Dlatego już po meczu podeszłam do niego wręcz z taką złością i zapytałam: „to może mi pan jeszcze raz powiedzieć, ile ja mam dokładnie tych centymetrów?!” Komentator był zaskoczony, więc zwróciłam mu tylko uwagę, że to nie zawsze jest miłe, szczególnie, gdy w grze coś nie wychodzi.

Dominika nie jest jednak zbyt pamiętliwą osobą. Gdy przyszła do Bydgoszczy i udała się z zespołem na zgrupowanie do Jarocina, spotkała tam właśnie tego samego spikera. Zakumplowała się z nim nawet szybko. – Tłumaczył mi, że wtedy podczas meczu, wydawało mu się, że to jest miłe, gdy jest się w centrum uwagi. Mam nadzieję, że teraz od tego odpocznę, choć za bardzo na to nie liczę. Zdecydowałam się też odejść po 6 latach z Gedanii do Bydgoszczy, bo w Gdańsku, nieważne czy mecze nam wychodziły czy nie, czy coś zrobiłyśmy dobrze, czułam jakby skupiano się na mnie, na mojej nieprzeciętności. Ważne, że ja byłam na boisku. Miałam wrażenie, że nie liczyło się w ogóle, czy zagrałam dobrze, miałam udany sezon. Ważne, że jakby czekano na moje potknięcia.

Rodzice Dominiki są też wysocy, mama mierzy 178 cm, tata aż 188 cm. Za to starszy o dwa lata brat jest niższy o 5 centymetrów. – Uczęszczaliśmy razem do szkoły średniej. Koledzy pytali Maćka czy przypadkiem go nie biję – wspomina Dominika z szelmowskim uśmiechem. – Mama była nawet zaniepokojona, bo ja „od zawsze” byłam taka wysoka. W „zerówce”, a potem w podstawówce zawsze wyrastałam ponad swoich rówieśników. Wymęczyła mnie wówczas trochę; prowadziła do różnych specjalistów – genetyka, endokrynologa, żeby niczego nie przeoczyć. Po kilku badaniach m.in. poziomu hormonu wzrostu okazało się, że mam go … niski.

Siatkówka, choć przy wzroście Dominiki wydawała się czymś naturalnym, nie była tak naprawdę w jej planach. I może dlatego zajmuje dziś w jej życiu tak ważne miejsce. – Nie byłam dzieckiem, które samo lgnęło do sportu. Zaczęłam późno, bo dopiero w 7 klasie „podstawówki”. Nauczycielka wychowania fizycznego powiedziała, że muszę wykorzystać swoje warunki fizyczne. Sama kiedyś grała w Polonezie Warszawa, znała trenera Teofila Czerwińskiego i zasugerowała mamie, by mnie do niego zaprowadziła. Pan Teofil pracował wówczas w Skrze, której jestem wychowanką. Mierzyłam wtedy… 186 centymetrów, więc trener, bez wahania, powiedział: „Niuńcia, ty musisz grać w siatkówkę”. Byłam przerażona. Miałam kompletnie inne zamiłowania. Mój czas pochłaniały wtedy zajęcia w pracowni ceramicznej w Pałacu Młodzieży w Warszawie, tzw. glinolepka, a jeszcze wcześniej konie. Uwielbiałam zajmować się nimi, jeździć i nawet trochę się już podszkoliłam. Zawładnęła mną jednak siatkówka. Mama już rok wcześniej chciała mnie zaprowadzić na treningi koszykówki, lecz tato stwierdził, że to nie jest dobry pomysł; dla kobiety to zbyt kontaktowy sport. Decyzję o siatkówce przyjął z wyraźną ulgą. Dziś trudno jest mi wyobrazić sobie bez niej życia. Na pewno było mi też łatwiej odnaleźć się w środowisku sportowym. Wysokie dzieci z reguły mają kompleksy, nie chcą tak się wyróżniać. Sama nigdy takiego problemu nie miałam, nie wstydziłam się swojego wzrostu. Odbieram to, jako atut. Nie musiałam nigdy zabiegać, żeby mnie zauważono, a siatkówka dodała mi pewności siebie i w znaczący sposób ukształtowała moją osobowość.

Autor: Jacek Drozdowski

Więcej w Gazecie Pomorskiej

źródło: Gazeta Pomorska

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Siatkówki Kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2007-12-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved