Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Dorota Świeniewicz: Wciąż śnię o igrzyskach

Dorota Świeniewicz: Wciąż śnię o igrzyskach

Dorota Świeniewicz nie wyjechałą na turniej PŚ siatkarek do Japonii, jednak cały czas myśli o występie na IO w Pekinie. Z Dorotą Świeniewicz, siatkarką Icaro Alaro, rozmawiał dziennik Polska.

Jak się żyje na Majorce?



Dorota Świeniewicz: Niektórzy myślą, że jak w raju, a to jednak nie tak do końca. Wbrew panującej opinii nie przyjeżdża się tu po to, by wypoczywać i leżeć na słońcu. Jest ciepło, ok. 22 stopni, a w rezydencji obok jest basen. Nie miałam jednak jeszcze okazji, by się w nim wykąpać. Trenujemy ciężko dwa razy dziennie, a wolna jest tylko niedziela. I to też nie zawsze, bo przecież wszędzie musimy latać samolotami. A w sobotę po meczu czasem brakuje połączeń.

A Pani jeszcze za samolotami nie przepada.

To prawda, boję się latać niesamowicie, ale z synkiem Julkiem to co innego. Jest tak absorbujący, że nawet nie mam czasu, by pozwolić sobie na jakieś czarne, katastroficzne myśli.

Świat Doroty Świeniewicz w ogóle kręci się wokół Julka. To z jego powodu nie poleciała Pani na Puchar Świata do Japonii? Bo na przykład Jerzy Matlak uważa, że powód był inny. Że Marco Bonitta zbyt rzadko dawał Pani powąchać boisko.

Nic z tych rzeczy. Ja po prostu nie chciałam zabierać Julka w tak długą i męczącą podróż, a tym bardziej zostawiać go na tak długi czas samego. Nie chciałam raz jeszcze przeżywać tego, co spotkało mnie po powrocie z Grand Prix. Wtedy Julek zwyczajnie mnie nie poznał. To był dla mnie straszny stres i niesamowicie przykre przeżycie. Nie chcę wyjść na marudę, ale naprawdę nie jest łatwo to wszystko pogodzić.

Teraz macie dla siebie wystarczająco dużo czasu?

Mogę go wykąpać, a nawet zaśpiewać wieczorem kołysankę. Mały skończył właśnie osiem miesięcy, waży już 10 kg i kupujemy mu ciuchy na 80 cm. On już chodzi w chodziku, zaczyna otwierać szafki, robić w nich „porządki”. Na szczęście jest ze mną od 11 października. Niania, pani Małgosia, to była siatkarka, więc jest przyzwyczajona do podróży, a karierę musiała skończyć z powodu kontuzji. Nie miała wcześniej wielkich doświadczeń z dziećmi. Ale zaczyna się z Julkiem dogadywać.

Próbowała Pani konsultować z koleżankami decyzję o odpuszczeniu Pucharu Świata?

Nie było kiedy. Zresztą, nie chciałam zawracać im tym głowy po mistrzostwach Europy. Rozmawiałam o tym z Marco. Wiem, że niektórzy zdążyli już mnie obrzucić błotem, ale jedno obiecuję i podtrzymuję: nadal jestem do dyspozycji trenera i reprezentacji. Jeśli zajdzie taka potrzeba, stawię się na kolejnym zgrupowaniu.

A jeśli koleżanki nie wywalczą olimpijskich przepustek, to wtedy pożegna się Pani z reprezentacją?

Na razie o tym nie myślę. Wierzę, że dziewczyny przywiozą z Japonii te paszporty. A jeśli nie, to będziemy jeszcze miały jedną bądź dwie szanse.

Czego, lub kogo, brakuje teraz naszemu zespołowi? Bo jeśli przegrał już dwukrotnie, to znaczy, że brakuje.

Ciężko mi się wypowiadać, ponieważ nie widziałam jeszcze żadnego naszego spotkania. Ja tu po prostu nie mam dekodera Polsatu. Jestem tylko w kontakcie SMS-owym z Mileną Sadurek. Marek (Brandt, menedżer kadry i ojciec Julka) też przysyła mi SMS-y. A gdy rozmawiamy, to już o osobistych sprawach.

Pani koleżanki rozegrają w Japonii jedenaście spotkań w ciągu czternastu dni, co wydaje się morderczą dawką. Do czego to można porównać?

Do ciężkiej pracy w kamieniołomach. Proszę pamiętać, że do tego dochodzą jeszcze kilkugodzinne podróże i stres związany z przelotami. A nie wszystkie dziewczyny kochają samoloty. Wierzę jednak, że ta cała praca nie pójdzie na marne. Ja wciąż śnię o igrzyskach…

A cel pozasportowy?

Dobrze wychować Julka.

Na siatkarza?

O tym już on sam zdecyduje.

Rozmawiał: Wojciech Koerber

źródło: Gazeta Wrocławska

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2007-11-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved