Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Wyboista droga do Pekinu

Wyboista droga do Pekinu

Zamiast medalu, jest klęska, zamiast rozmów o sukcesie - cisza oraz brak rzeczowej analizy. Dlaczego musiał się przytrafić najgorszy start polskiej drużyny w historii mistrzostw Europy?

Trzeba zadać najprostsze pytanie, kto ponosi odpowiedzialność za to, co się stało w Moskwie – zawodnicy czy sztab szkoleniowy.

Polscy siatkarze od początku turnieju sprawiali wrażenie, że mają wszystkiego dość, a Raul Lozano po meczu z Finlandią, który przekreślił nasze nadzieje na medal, powiedział, że przygotowania były takie same jak do mistrzostw świata w Japonii, gdzie dotarliśmy do finału. Przypomniał jednak, że tamte trwały osiem tygodni, a te zaledwie trzy. Czyli nie były takie same, różniły się zasadniczo.



Dwa lata temu, po pięciu miesiącach pracy Argentyńczyka w Polsce, siatkarze jechali na mistrzostwa Europy do Rzymu bez czterech podstawowych zawodników – Pawła Zagumnego, Krzysztofa Ignaczaka, Łukasza Kadziewicza i Andrzeja Stelmacha. Wtedy też wracali do domu w piątek, gdy najlepsi przygotowywali się do meczów na szczycie. Ale w Rzymie Polacy przegrali tylko z Rosją i Włochami.

Pozostałe spotkania wygrali, zajęli piąte miejsce i zakwalifikowali się do kolejnego turnieju. Co więcej, ich pozycja w statystykach była znacząca. Polski zespół był najlepszy w ataku i drugi w zagrywce, indywidualnie Sebastian Świderski prowadził w klasyfikacji atakujących, Mariusz Wlazły był drugi wśród serwujących, a Łukasz Żygadło (wówczas trzeci nasz rozgrywający po Zagumnym i Stelmachu) w gronie czołowych zawodników na tej pozycji. Po zakończeniu drugiej fazy mistrzostw w Moskwie próżno szukać Polaków na takich listach.

Lozano i drugi trener Alojzy Świderek tłumaczą, że problem tkwi w głowach. Ich zdaniem pierwsza, nieoczekiwana porażka z Belgią stłamsiła morale zespołu, który do końca już się nie dźwignął. Lozano daje przykład tenisisty psującego pierwszy serwis, który zwykle go nie zawodzi, i w efekcie przegrywającego mecz ze słabszym przeciwnikiem. Argentyńczyk jednak doskonale wie, że tenisista ma jeszcze drugi serwis, którym może spotkanie rozstrzygnąć na swoją korzyść. Polski trener też miał kilka możliwości, których nie wykorzystał.

Atakujący Robert Prygiel, powołany w trybie awaryjnym po kontuzjach Piotra Gruszki i Wlazłego, mógł przecież pomóc drużynie w znacznie większym stopniu w przegranych meczach z Belgią, Rosją i Finlandią. W ostatnich dwóch spotkaniach, z Bułgarią i Włochami, gdy dostał wreszcie szansę, to jej nie zmarnował. Ani minuty nie zagrał Żygadło, nawet wtedy, gdy Zagumny był gorzej dysponowany. Oczywiście każdy trener ma swoją koncepcję, do niego należą ostateczne decyzje, ale nie zawsze musi mieć rację. Lozano sam mówi o sobie brutalnie: – Jestem wicemistrzem świata, który zrobił g… wynik w mistrzostwach Europy.

Bohater turnieju w Japonii winę bierze na siebie, ale nie wie lub nie chce powiedzieć, co tak naprawdę było przyczyną słabej gry polskiego zespołu. Niepokoi tylko, że zapytany, co będzie, gdy po powrocie zechcą go zwolnić, odpowiada chłodno: – Muszą mi zapłacić. Po mistrzostwach w Rzymie też przebąkiwano, że Lozano miał ponoć powiedzieć w wywiadzie dla włoskiej prasy, że nie wie, czy wytrwa w Polsce do igrzysk w Pekinie.

Ostatnio za pośrednictwem mediów dziwił się, że władze Polskiego Związku Piłki Siatkowej (PZPS) nie proponują mu podwyżki. Prezes Mirosław Przedpełski uspokaja wprawdzie, że nikt nie zamierza zwalniać trenera, bo jest znakomitym fachowcem, chyba że sam zechce odejść, ale przyznaje, iż niektóre słowa Lozano były niepotrzebne.

Zawodnicy cały czas mówili jednym głosem o znakomitej atmosferze w zespole. Po kolejnych przegranych meczach dowodzili, że są w bardzo dobrej formie, ale tak naprawdę tylko oni wiedzą, jak było. Syndrom oblężonej twierdzy – to określenie najlepiej oddaje sytuację reprezentacji. Na zewnątrz nie ma prawa prześliznąć się nawet słowo prawdy o tym, co dzieje się w środku. Kiedy sukces goni sukces, ta metoda się sprawdza, ale gdy przychodzi porażka, sami przegrani zaczynają szukać winnych. Lozano twierdzi, że przyczyna słabej gry jest złożona, ale nie wyjaśnia, co ma na myśli. Z pewnością brak Wlazłego i Gruszki osłabił psychicznie zespół, tym bardziej że nie wszyscy zawodnicy zdrowotne kłopoty Wlazłego uznali za wystarczający powód, by odmówić gry w Moskwie.

Nie po raz pierwszy okazało się, że polscy siatkarze najlepiej grają na fali sukcesu, znacznie trudniej natomiast wygrzebują się z kryzysów, gdy dodatkowo ciąży na nich presja zwycięstwa. Sukces w Japonii wcale ich nie wzmocnił, tylko sprawił, że stali się wrażliwsi na ciosy. Teraz zobaczymy, czy moskiewska klęska rzuci ich dłużej na deski, czy też wyzwoli chęć rewanżu i pokazania, że naprawdę potrafią grać w siatkówkę.

Nikt trzeźwo myślący nie ma wątpliwości, że potrafią, pokazali to choćby w przegranych meczach z Rosją i Włochami. Problem w tym, że trzeba umieć wygrywać, gdy wszyscy na to liczą. A teraz będą musieli jeszcze udowodnić, że potrafią się podnieść po klęsce i znów wejść na górę, którą w Japonii prawie zdobyli. Pierwsza nazywa się Pekin i droga do niej jest dużo bardziej wyboista, niż oczekiwaliśmy.

Autor tekstu: Janusz Pindera

źródło: rzeczpospolita.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2007-09-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved