Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Eleonora Dziękiewicz: Odkrycie Marco Bonitty

Eleonora Dziękiewicz: Odkrycie Marco Bonitty

- Wiem, że wszyscy mówią: za stara, za mała, niedoświadczona. To wszystko nieprawda - mówi Eleonora Dziękiewicz, środkowa reprezentacji siatkarek, która przebojem wywalczyła miejsce w podstawowej szóstce.

Eleonora Dziękiewicz ma 29 lat, ale pierwsze powołanie do reprezentacji Polski wysłał jej dopiero niedawno Marco Bonitta. Nowy selekcjoner kadry postawił na środkową Winiar Kalisz, mimo że nikt wcześniej nie zwrócił na nią uwagi. Dziś Dziękiewicz jest podstawową zawodniczką Złotek, w cyklu Grand Prix zajęła pierwsze miejsce wśród najlepiej blokujących.

Kadra Bonitty wznowi w tym tygodniu treningi, 20 września rozpocznie w Belgii i Holandii mistrzostwa Europy. Rywalami w grupie B są Bułgaria, Czechy i Hiszpania. Do drugiej fazy grupowej awansują trzy drużyny.



Przemysław Iwańczyk: Wyjeżdżała pani na finał Grand Prix jako solidna ligowa zawodniczka, wraca – jako najlepsza blokująca.

Eleonora Dziękiewicz: W lidze jakoś szło, ale reprezentacja to przecież zupełnie inna półka – inny poziom, inne wyzwania. Sama obawiałam się, jak sobie poradzę, zastanawiali się również ludzie, którzy kadrę powoływali. Niekoniecznie wierzyli, że wszystko tak dobrze pójdzie.

Zadebiutowała pani w kadrze w wieku 29 lat. Nie za późno?

Ten argument często pada. Że jestem za stara, że za późno na debiut. Do tego jeszcze mam 185 cm wzrostu, a więc nie za wiele jak na środkową, bo znam rozgrywające, które są wyższe. To wszystko powody, przez które nie dostawałam powołań. Trener Andrzej Niemczyk uznał, że nie jestem materiałem na reprezentacyjną środkową, poza tym miał wiele utalentowanych i młodych dziewczyn na tę pozycję – Agatę Mróz czy Kasię Skowrońską.

Ma pani żal?

Nie, bo nigdy nie myślałam poważnie, że ktoś przyjdzie i powie: „Lena, jedź na kadrę”. Nie jestem też zawodniczką, o której wszyscy muszą mówić „och i ach”, nie chodzi mi o zaszczyty na międzynarodowym poziomie, mnie tylko zależy na grze w siatkówkę.

Raul Lozano, trener kadry mężczyzn, pracuje przede wszystkim z tymi zawodnikami co jego poprzednicy. Marco Bonitta, mimo że w Polsce jest kilka miesięcy, nie zawahał się sięgnąć po debiutantki.

Też byłam zaskoczona, choć jestem pewna, że selekcjoner wróci także do dziewczyn, które zdobywały złoto na mistrzostwach Europy, a teraz nie ma ich z nami.

Pani pierwszy kontakt z Bonittą…

Krótki, trener mówił, jak ma wyglądać zgrupowanie, jak będziemy pracować.

A pani co wcześniej słyszała o tym trenerze?

Muszę odpowiadać? Dotarło do mnie, że jest tytanem pracy, że nie uznaje taryfy ulgowej w treningach. Wszystko się potwierdza. Na zajęciach nie ma miejsca na okazywanie słabości czy zmęczenia.

Włoska kadra zbuntowała się przeciwko Bonitcie.

Słyszałam o tym, ale może trener zmienił się, przychodząc do nas. Bonitta nie jest katem, choć – jak mówiłam – trenujemy ciężko. Prywatnie to normalny spokojny człowiek, a my wiedziemy spokojne życie bez większych rygorów. Oczywiście obowiązują zasady, że noc spędza się w hotelu i trzeba do niego przyjść przed godz. 23. Trener nie stosuje jakiś dziwnych zakazów. Nie zabiera nam telefonów komórkowych i nie odcina nas od świata w pokojach hotelowych.

Co zrobił Bonitta, że drużyna prowadzona wcześniej przez Niemczyka lekką ręką zaakceptowała jego surowy reżim?

Reżim tak, ale tylko na treningach. I każdy go zaakceptuje, jeśli widzi, że są efekty. Jeśli metody będą dla nas uciążliwe, jesteśmy ludźmi i zawsze możemy porozmawiać o tym, co nas boli. Nawet z Bonittą.

Co najbardziej zainteresowało panią w filozofii siatkówki Bonitty?

Najbardziej zaskoczyła mnie hierarchia i struktura, jaka teraz obowiązuje w kadrze. Marco nie interesuje się tym, co robimy na siłowni, co na rozgrzewce, a co po treningu, kiedy czas na rozciąganie. To jest rolą drugiego trenera, a Marco mu ufa. W polskich klubach, gdzie jeden trener jest od wszystkiego, to niespotykane.

Czy wierzy pani, że Złotka znów mogą być na ustach całej Polski?

Wiara w sukces jest u mnie ogromna. Być może więc na ME obronimy mistrzowski tytuł. Porażką będzie miejsce poza pierwszą trójką. Nasz zespół podczas tegorocznej World Gran Prix potwierdził, że jest blisko światowej czołówki. Nie ma więc podstaw, by obawiać się konfrontacji z europejską czołówką. Porównania do drużyny sprzed dwóch lat mają ograniczony sens. Po pierwsze zmienił się skład, po drugie trener, a po trzecie czasami o wynikach na tego typu imprezach decydujący niuanse. Dlatego jak mogę wzbraniam się od ocen w stylu jesteśmy mocne jak zawsze, albo słabe jak nigdy. Zaczynamy ostatni etap przygotowań do finałów ME i mam nadzieję, że na turnieju będzie widać, że w Szczyrku nie próżnowałyśmy.

Ile znaczy dla reprezentacji powrót Małgorzaty Glinki?

O jej klasie można się było przekonać już wiele razy. Na pewno będzie dla nas wielkim wzmocnieniem. Brakowało nam siły na skrzydle, zwłaszcza w meczach z wyżej notowanymi ekipami. Glinka jest znakomitą siatkarką. Formę budowała podczas indywidualnych treningów w Chinach. Jestem przekonana, że na ME będzie w optymalnej dyspozycji.

Czy śledzi pani ruchy transferowe w klubach i jak pani ocenia zmiany kadrowe w kaliskim zespole?

Przyznam szczerze, że nie miałam jeszcze czasu na dogłębną analizę potencjału poszczególnych drużyn. Wiem jedynie, że na potęgę zbroi się Muszynianka. W innych klubach też się sporo działo. Winiary nie były wcale pasywne. Słyszałam, że nie będzie u nas Amerykanki. Ma za to pojawić się Brazylijka. Na pewno będziemy miały mocny skład. Cieszę się, że została Milada Spalova, bo jej odejście byłoby dużą stratą. W obieg spraw klubowych wejdę w październiku. Na razie liczy się tylko reprezentacja i… rodzina, z którą niestety brakuje mi kontaktu, ale takie jest życie sportowca.

źródło: gazeta.pl, Głos Wielkopolski

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2007-09-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved