Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > historia siatkówki > Dzisiaj srebro, jutro złoto – historia polskiej siatkówki, cz.1

Dzisiaj srebro, jutro złoto – historia polskiej siatkówki, cz.1

Polska reprezentacja siatkówki od lat była uważana za zespół o ogromnym potencjale. Wydawało się, że mamy wszystko potrzebne do osiągania sukcesów. Jednak medal na wielkiej imprezie był dla nas nieosiągalny od 1983 roku. Zmieniło się to dopiero za sprawą Raula Lozano.

Siatkówka trafiła do Polski już w 1919 roku, za sprawą Związku Młodzieży Chrześcijańskiej, czyli YMCA. Początkowo w naszym kraju uprawiano ją głównie w szkołach i nazywano „przebijanką”, „latającą piłką” czy „dłoniówką”. Jej popularyzacją w naszym kraju zajmowali się głownie instruktorzy YMCA. Przed II wojną światową siatkówka w naszym kraju, jak też i wszędzie na świecie, miała charakter stricte amatorski.

Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) powstała już po wojnie, w 1947 roku w Paryżu, z inicjatywy także i polskich działaczy. Jej wiceprezesem został Zygmunt Nowak. Debiut męskiej reprezentacji Polski na arenie międzynarodowej datuje się na 28 lutego 1948 roku. Wtedy to po wyrównanym pojedynku przegraliśmy 2:3 z silną Czechosłowacją. Osiem lat później, 30 czerwca 1957 roku, powstał Polski Związek Piłki Siatkowej



Przez długie lata siatkówka była bardzo popularna w środowisku akademickim. W latach 50. i 60. to właśnie zespoły z nim powiązane, jak AZS AWF Warszawa, stanowiły o sile polskiej reprezentacji. Na arenie międzynarodowej bardziej od mężczyzn liczyły się w tym okresie nasze siatkarki, które w 1964 roku w Tokio i w 1968 w Meksyku zdobywały brązowe medale olimpijskie. Polacy w tym czasie liczyli się w światowej czołówce, ale na Mistrzostwach Świata czy Europy przegrywali zwykle rywalizację z „bratnimi narodami” z Bloku Wschodniego – reprezentantami Związku Radzieckiego, Rumunami czy zawodnikami z Czechosłowacji. Pierwszym sukcesem męskiej kadry był brązowy medal wywalczony na Mistrzostwach Europy w Stambule w 1967 roku. W tamtym okresie czołowymi zawodnikami naszej reprezentacji byli Stanisław Gościniak, jeden z dwóch Polaków uhonorowanych miejscem w siatkarskiej „Galerii Sław”, Hubert Wagner, a także Zdzisław Ambroziak. Rok później nasz zespół zajął na Igrzyskach w Meksyku piąte miejsce.

Na Olimpiadę do Monachium (1972) Polacy jechali po medale. Niestety zawiedli, zajmując dopiero dziewiątą lokatę. Królowali wówczas Japończycy, trenowani przez wielkiego trenera Yasutakę Matsudairę. Ciekawostką jest fakt, że atakujący naszej ekipy Zdzisław Ambroziak był korespondentem tygodnika „Sportowiec”. Tak stawiał pierwsze kroki w dziennikarskiej karierze, która później pięknie się rozwinęła.

Najwspanialszy okres w historii Polskiej siatkówki to lata 1974-76. Pierwszym wielkim sukcesem kadry prowadzonej przez Huberta Jerzego Wagnera, jeszcze kilka lat wcześniej rozgrywającego narodowej reprezentacji, było wywalczenie Mistrzostwa Świata w roku 1974 w Meksyku po zwycięstwie w finale nad Związkiem Radzieckim. Czołowymi postaciami w polskim zespole byli wówczas Stanisław Gościniak, Tomasz Wójtowicz i Edward Skorek.

Dwa lata później tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi w Montrealu trener Wagner, zwany przez zawodników „Grubym”, powiedział otwarcie – „jedziemy po złoto”. Była to odważna deklaracja, wziąwszy pod uwagę klasę naszych rywali. Mistrzowie olimpijscy z Monachium Japończycy prezentowali siatkówkę, którą dziś, mimo upływu lat, mogliby zawstydzić niejedną silną drużynę. Z reprezentantami Związku Radzieckiego wygraliśmy co prawda w finale Mistrzostw Świata w 1974, ale na przestrzeni lat to oni częściej byli górą.

Wagner wiedział jednak czego chce i wszystko podporządkował nadchodzącym igrzyskom. Nie bał się odstawić od składu świetnego rozgrywającego, jakim był Gościniak. Wprowadził niesamowity reżim treningowy, siatkarze ochrzcili go „katem”. Mieli prawo go nie lubić, ale poszliby za nim w ogień. Stanowili drużynę, i w czasie turnieju olimpijskiego nie raz to udowodnili.

Podczas olimpiady Polacy nie raz pokazywali wielki charakter, wygrywając zdawałoby się przegrane mecze. Najpierw był dreszczowiec z Koreą Południową – rywale prowadzili już 2:0, ale następne trzy sety należały do biało czerwonych. Następnie łatwa wygrana z Kanadą i kolejny trudny mecz wygrany po tie-breaku, tym razem z Kubą. W ćwierćfinale z Czechami także nie było łatwo (3:1), a pojedynek o finał z aktualnymi mistrzami olimpijskimi Japończykami był kolejnym „horrorem” i prawdziwym testem wartości naszego zespołu. Wygraliśmy 3:2 i w wielkim finale mieliśmy zagrać z zespołem ZSRR. Jego trenerem był wówczas Jurij Czesnokow, a boiskowym przywódcą wielki rozgrywający, kto wie, czy nie najlepszy w historii, Wiaczesław Zajcew. Nasz zespół także był jednak bardzo mocny. W meczu o złoto tradycyjnie w tym turnieju doprowadził do tie-breaka. A piąte partie były specjalnością naszego zespołu. Przy stanie 7:7 nastąpił kapitalny zryw biało-czerwonych, którzy zdobyli osiem punktów z rzędu i wygrali 15:7. Zdobyli tym samym pierwsze, i jak do tej pory ostatnie, mistrzostwo olimpijskie w historii polskiej siatkówki.

Skorek, Wójtowicz, Łasko, Stefański, Sadalski, Rybaczewski, Bebel, Bosek, Karbarz, Lubiejewski, Zarzycki, Gawłowski i trener Hubert Jerzy Wagner – to komplet złotych medalistów olimpijskich z Montrealu, którzy przeszli do historii polskiej siatkówki. Główne role w tej drużynie odgrywali środkowy Tomasz Wójtowicz i rozgrywający Wiesław Gawłowski. Ważnym ogniwem był także „najlepszy rezerwowy świata” – Zbigniew Zarzycki.

źródło: wp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
historia siatkówki

Więcej artykułów z dnia :
2007-09-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved