Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Osmar Pohl: Wierzę w ciężką pracę

Osmar Pohl: Wierzę w ciężką pracę

Nowy brazylijski trener białostockich akademiczek, Osmar Pohl, pomimo mnóstwa obowiązków i zajęć przed nowym sezonem, znalazł chwilę, aby porozmawiać z białostockimi kibicami.

Jest pan tutaj już około miesiąca. Jak podobają się panu Białystok i okolice?

Osmar Pohl: Myślę, że miasto jest piękne. Miło jest tutaj mieszkać: natura, mnóstwo drzew, przyjaźni ludzie, kolorowe budynki (śmiech).



Zdążył Pan zobaczyć wiele w tym czasie?

Problem polega na tym, że jestem tutaj, jak powiedziałeś, prawie miesiąc, a mamy tak wiele do zrobienia przed początkiem sezonu. Włączając w to planowanie, rozmowy z zarządem, załatwienie wszystkiego przed rozpoczęciem rozgrywek. Jest więc bardzo dużo do zrobienia i nie zostaje dużo czasu na zwiedzanie. Widzę jednak, że jest wiele ciekawych miejsc, do których można się udać, na przykład Filharmonia. Wydają się one ciekawymi miejscami do spędzenia czasu, gdy będę go miał.

Dlaczego zdecydował się Pan trenować akurat białostocką drużynę?

To jest długa historia. Zaczęła się w lutym. Szukałem nowych możliwości za granicą. Kilku trenerów z Brazylii powiedziało mi, że polska pierwsza liga szybko się rozwija i będzie to dobre miejsce, by poszukać nowego zespołu. Mam także polsko-niemieckie korzenie. Zdecydowałem się więc wysłać tu swoje podanie do kilku zespołów. Ekipie z Białegostoku spodobały się moje pomysły i referencje. Zdecydowali się zaprosić mnie na rozmowę w czerwcu. Po tygodniu postanowiono o moim zatrudnieniu. W ten sposób tutaj trafiłem.

Czy mógłby Pan zdradzić do jakich innych klubów złożył Pan podania?

Nie wybierałem konkretnego zespołu. Po prostu wybrałem kilka ekip z ekstraklasy i na kilka wiadomości nie otrzymałem odpowiedzi. Nie mam na ten temat dużo do powiedzenia. Zespół z Białegostoku był pierwszym, który zdecydował się zaprosić mnie na rozmowę, więc nie mogę powiedzieć zbyt wiele na temat innych zespołów.

Co Pan wie o siatkówce w Polsce?

Znam polską siatkówkę. Po pierwsze z powodu słynnego zespołu narodowego z 1976 roku, złotych medalistów z Montrealu. Byłem w Montrealu i ta drużyna dużo rzeczy robiła po raz pierwszy, jak serwis z wyskoku i atak z drugiej linii. Wielu trenerów, którzy widzieli tę ekipę uważało, że jest to najlepsza drużyna wszech czasów. To było moje pierwsze spotkanie z polską siatkówką. Potem, po wielu latach bez sukcesów na poziomie międzynarodowym, w ciągu ostatnich 4-5 lat znowu zaczęliście pojawiać się na czołowych lokatach rozgrywek międzynarodowych. Wydawało się, że ekipa rozwija się szybciej i widziałem wiele podobieństw do szkoły rosyjskiej: wysocy i silni zawodnicy. Ta charakterystyka rozwijała się bardziej w kierunku siły.

Jeśli natomiast chodzi o naszą ligę…?

O lidze wiem tyle, ile zdołałem się dowiedzieć, od kiedy zacząłem swoje badania. Także to, o czym wspomniałem wcześniej, że inni trenerzy z Brazylii powiedzieli mi, że liga rozwija się. Był też jeden menadżer z Hiszpanii, który dał mi do zrozumienia, że polska liga może aspirować do miana 3-ciej lub 4-tej w Europie. Zależy od tego, co będziemy oceniać. Jeśli chodzi o sponsorów i pieniądze, to Rosja i Włochy będą najlepszymi. Słyszałem jednak, że żeńska siatkówka w Polsce, jeśli chodzi o poziom, może być trzecia w Europie. To bardzo dobra opinia, bo przecież nie łatwo być trzecim w Europie: są przecież tak mocne ligi, jak rosyjska, włoska, hiszpańska, francuska…

To są same dobre strony. Słyszał pan coś złego o naszej lidze?

Raczej nie. Nic takiego, co bym pamiętał (śmiech).

Spotkał pan już wcześniej, lub widział, jakieś polskie zawodniczki?

Spotkałem, gdy rozmawiałem z tym menadżerem z Hiszpanii. Jeden z moich przyjaciół był asystentem trenera zespołu Murcii, w której były dwie polskie zawodniczki z reprezentacji: Małgorzata Glinka i Agata Mróz. Glinka gra w tym sezonie, ale Mróz ma chyba problemy ze zdrowiem… Ale wracając do tematu, odwiedzałem tych znajomych, oglądałem treningi, rozmawiałem trochę z tymi dwiema zawodniczkami. Wydały się bardzo miłe, przyjazne. Są oczywiście także wyśmienitymi zawodniczkami. Na pewno nasze dziewczyny powinny się nimi inspirować, bo osiągnęły one najwyższy poziom umiejętności, więc powinny być najlepszym przykładem spośród osób, które znam.

Jakie jest Pana pierwsze wrażenie odnośnie drużyny? Czy któreś z dziewczyn wydają się być bardziej utalentowane bądź pracować bardziej i wytrwalej, niż inne?

Widzę talenty, ciężko pracujące zawodniczki. Lubią pracować, osiągać wyższe cele, rozwijać się. Mają dobre nastawienie. Są też zdyscyplinowane, co lubię. Jeśli chodzi o treningi, to jest to dopiero początek. Zajmujemy się najprostszymi rzeczami, skupiamy się na aspektach przygotowania fizycznego. Mogę więc tylko powiedzieć, że mamy potencjał fizyczny i chyba także techniczny. Również dziewczyny starają się przykładać do tych małych rzeczy, które robiliśmy z taktyki. Dobrze dostosowują się do rygorów.

Część dziewczyn obecnie trenujących z Panem grało do tej pory w drugiej lidze, a część zespołu jest w rozjazdach: dwie zawodniczki z podstawowego składu są na zgrupowaniu kadry Białorusi…

Wiem, że część zawodniczek tutaj nie ma. Teraz skupiam się na tych obecnych i nawet, jeśli się do tej pory grało tylko w drugiej lidze, można się przecież rozwinąć. Tak samo, gdy osiągnie się poziom reprezentacji narodowej, ciągle można się uczyć. Wszystkie zawodniczki tutaj pracują, by się rozwijać. Staram się stymulować je, by walczyły korzystając z okoliczności, że innych dziewczyn tutaj nie ma i wykorzystały tę okazję, by się rozwinąć i walczyć o miejsce w składzie, nawet jeśli w tej chwili nie mają takich samych umiejętności. Wierzę w ciężką pracę, więrzę, że jest dobra nawet dla graczy z większym talentem i doświadczeniem. Dobrze jest też mieć innych zawodników, trenujących, pracujących, by być lepszymi, stwarzającymi konkurencję. Chcę, by wszyscy przepracowali ten początek przygotowań myśląc o rozwinięciu swoich możliwości i uzyskaniu miejsca w składzie. Nie każdy je dostanie, bo przecież można mieć tylko 12 graczy, ale sezon jest dość długi i wyczerpujący. Może się stać wiele rzeczy, więc nie mogę liczyć na wyłącznie 6 czy 7 utalentowanych zawodniczek. W niektórych ważnych momentach niektóre mogą być na zgrupowaniach kadry, czy mogą się pojawić problemy ze zdrowiem. Dlatego muszę mieć przynajmniej 12 dobrych zawodniczek, by móc myśleć o przystąpieniu do rozgrywek.

Już zapewne obejrzał Pan kilka spotkań z zeszłego sezonu. Mógł Pan wyrobić sobie jakieś zdanie na temat dziewczyn, które odeszły po poprzednim sezonie, jak Sylwia Pycia, Elżbieta Skowrońska, czy Marta Pluta…

Widziałem te dziewczyny na DVD, ale nie wiem o nich dużo i nie mogę o nich zbyt wiele powiedzieć. Odeszły więc uważam to za rozdział zamkniętym.

Po odejściu Marty pozostała nam jedna rozgrywająca z pierwszoligową przeszłością, która jest na zgrupowaniu kadry. Czy rozważał Pan ściągnięcie jakiejś zawodniczki do Białegostoku na wolne miejsce? Może na jakieś inne pozycje?

Skontaktowaliśmy się z kilkoma osobami, które mogą wypełnić to miejsce w ekipie. Dużym problemem jest, że nasza rozgrywająca [Olga Palczewska – przyp. red.] będzie jeszcze poza naszymi zajęciami przez przynajmniej 5-6 tygodni. Szukamy w okolicy, w całej Polsce i nawet za granicą, by znaleźć drugą.

Czy może nam Pan powiedzieć coś o Larissie i Isabelle? Czy pewne jest, że zostaną w Białymstoku?

Wolałbym pozostawić tę sprawę dyrektorom. Nie chcę rozmawiać o zawodnikach, gdy jeszcze ich tu nie ma. Nie wiem, czy mają podpisane kontrakty. Te sprawy są często powolnymi procesami i jako trener wolę rozmawiać o tych, którzy są już tutaj.

Czy jednak uważa Pan, że wniosłyby dużo do drużyny?

Nie znam ich osobiście. Widziałem je na kilku meczach i znam zespoły w których grają. Na tej podstawie mogę powiedzieć, że są bardzo utalentowane i mają duże umiejętności, szczególnie jeśli chodzi o przyjęcie i atak. Jednak wolę je najpierw zobaczyć tutaj, by rozwijać ten temat.

Właśnie przyjęcie było jedną z największych bolączek drużyny w poprzednim sezonie. Myślał Pan o wzmocnieniu tego elementu?

Tak, wiem. Widziałem to na DVD. Pracujemy nad tym bardzo ciężko. Mam nadzieję, że gdy przyjadą inne zawodniczki, będą mogły nam w tym pomóc.

Co jest „planem minimum”, a co chciałby Pan osiągnąć w najbliższym sezonie?

Z naszych rozmów z zarządem i zawodniczkami wynika, że chcemy spróbować zająć jedno z pierwszych pięciu miejsc. Dlatego, że to da nam miejsce w rozgrywkach międzynarodowych. Jest to bardzo dobre wyzwanie dla każdego. Zawodniczki mają świadomość, jak trudne to będzie i ile będzie wymagało nakładu pracy i poświęcenia.

Jakie są Pana oczekiwania wobec najbliższych rozgrywek, jak np. Akademickich Mistrzostw Polski?

To będzie bardzo trudne, ponieważ nasza ekipa jest dopiero w początkowej fazie przygotowania.

W zeszłym roku też tak było…

I wygraliście, więc… Widzę ten turniej jako pierwszy kontakt z zawodami i możliwość przetestowania zawodniczek, wyrobienia sobie opinii, co potrafią zrobić w prawdziwym meczu. Na chwilę obecną nie jestem pewien, jak dobrze mogą zagrać, więc za kilka tygodni zobaczymy. Jak powiedziałem, ciężko pracujemy, rozwijamy się z dnia na dzień. Za jakieś dwa tygodnie wydaje mi się, że będziemy gotowi, by wziąć udział w zawodach. Nie jestem pewien, czy możemy wygrać, bo nie znam innych ekip. Wiem, że jest jedna z ekstraklasy, ale nie wiem, jaki jest jej potencjał. Jak długo trwają jej przygotowania, czy mają nowych graczy… To jest nasz pierwszy test i musimy na to patrzeć jako na przygotowanie do właściwego sezonu.

Potraktuje Pan ten turniej ulgowo?

Profesjonalna drużyna stara się wygrać każdy mecz, ale wiemy, że nie jesteśmy w najlepszej kondycji. Musimy też patrzeć w przyszłość, myśleć o nadchodzącym długim sezonie. Nie możemy popełnić błędu starając się wygrać teraz i może tracąc zawodnika na ligę. Jak powiedziałem, na początku skupiamy się na sile i technice, więc jeśli będziemy się zbytnio spieszyć myśląc tylko o wygraniu tego turnieju, ktoś może złapać kontuzję i w ten sposób możemy głupio stracić gracza. Nigdy nic nie wiadomo, więc musimy być bardzo ostrożni przygotowując drużynę do gry. Gdyby na przykład dobra zawodniczka, która ma drobny uraz zdrowotny zagrała, mogłoby się to skończyć gorzej, a my moglibyśmy ją stracić na całe tygodnie, czy nawet tygodnie. Musimy z rezerwą myśleć o rozgrywkach, by nikogo nie stracić na ligę.

Będzie Pan starał się sprawić, by białostocki zespół grał typową brazylijską siatkówkę, pełną szybkich zagrań i kombinacyjnych akcji, pełną finezji?

Po pierwsze, każdy gracz powinien się rozwijać jak najbardziej potrafi. Styl jest czymś, co trzeba najpierw sprawdzić: jak dużo już umieją, jak potrafią grać, co jeszcze mogą osiągnąć? Czasami, jeśli utrzyma się ten sam styl gry, który zawodnicy posiadają, mogą się szybciej rozwijać i czuć się o wiele pewniej i być efektywniejszymi.Gdy próbuje się coś zmienić… Każda zmiana jest trudna. Na razie obserwuję, co dziewczyny już potrafią, zastanawiam się, co mogę dodać… Tak, jak powiedziałeś, może na przykład przyspieszyć trochę ich grę. Co mogę powiedzieć o brazylijskim trybie szkolenia, to że pracujemy bardzo długo i ciężko nad podstawowymi umiejętnościami, jak obrona i przyjęcie serwisu. Nie mamy takich wysokich zawodniczek, więc musimy więcej trenować. Gracze tutaj starają się osiągnąć to samo. Nawet jeśli są wyżsi, mogą dobrze grać w obronie i to może bardzo poprawić nasz atak. Nawet jeśli nie uda się osiągnąć szybkości, którą Brazylijczycy prezentują w ataku, mając lepszą obronę, grę w tylnym polu i przyjęcie, prawdopodobnie uda się wypracować więcej dogodnych sytuacji dobrymi podaniami by przeprowadzić akcję.

Rozmowę przeprowadzili: Krzysztof Lewczuk i Paweł Pacewicz z serwisu azs-bialystok.pl

źródło: azs-bialystok.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Siatkówki Kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2007-08-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved