Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Grzegorz Szymański i Michał Bąkiewicz po meczu z Francją

Grzegorz Szymański i Michał Bąkiewicz po meczu z Francją

fot. archiwum

Ich wejście odmieniło losy spotkania pomiędzy ekipami Francji i Polski. O pierwszym zwycięstwie kadry Lozano w finałach LŚ, opowiadają Michał Bąkiewicz oraz Grzegorz Szymański.

W dzisiejszym meczu zastąpiłeś Michała Winiarskiego. Spodziewałeś się, że tak długo pozostaniesz na boisku?

 

Michał Bąkiewicz: Nie myślałem nad tym, ile zostanę. Po prostu chciałem jak najlepiej wykonać swoją pracę.



 

Co pomyślałeś, gdy po trzech setach przegrywaliście 1:2?

 

To, że musimy walczyć i – mówiąc żargonem siatkarskim – przycisnąć ich.

 

Dlaczego przytrafiły Wam się w pierwszym i drugim secie tak długie przestoje?

 

Ciężko jest to ocenić na gorąco. Najważniejsze, że wygraliśmy nasz pierwszy mecz.

 

Michała Winiarskiego i Mariusza Wlazłego „chwytały” skurcze. To był efekt „duchoty” w Spodku?

 

Tak, złapały ich skurcze. Na pewno temperatura miała jakiś wpływ na to, że poczuli się tak, a nie inaczej.

 

Jaki element w dzisiejszym meczu był decydujący i pozwolił Wam zwyciężyć?

 

Przede wszystkim wierzyliśmy w to, że możemy pokonać Francuzów mimo ich prowadzenia i faktu, że do pewnego momentu dyktowali warunki gry.

 


 

Co sądzisz o przyznawaniu nagrody MVP tylko i wyłącznie na podstawie statystyk (w ten sposób wybierany jest MVP każdego meczu finałów LŚ 2007 – przyp. redakcja).

 

Grzegorz Szymański: Uważam, że jest to dobre wyjście. Wiadomo, że ten, który najwięcej haruje, powinien dostać nagrodę dla najlepszego zawodnika. Raczej nie należy się ona siatkarzowi, który wejdzie w trzecim secie i „smyrnie się” parę razy, a ludzie okrzykną go bohaterem.

 

Ale taki ktoś może pomóc drużynie wygrać mecz…

 

Pomoże, nie pomoże. Na wynik pracuje cała drużyna.

 

Czy przypomniał Ci się dzisiaj pamiętny mecz Polska – Rosja z mistrzostw świata w Japonii?

 

Pamiętam to spotkanie, ale kiedy jestem na boisku to nie wracam do niego. Koncentruję uwagę tylko nad tym co się aktualnie dzieje.

 

Kontuzja sprawiła, że przez kilka tygodni miałeś przymusowy rozbrat z siatkówką. Żałowałeś straconego czasu? A może nie był on dla Ciebie stracony?

 

Żałowałem z tego względu, że zbyt długa przerwa bardzo wybija zawodnika z rytmu. Już nawet tydzień, dwa tygodnie rozbratu z siatkówką są niekorzystne. Zapomina się wtedy o tym, co się dzieje na boisku. Miesiąc czasu to już jest bardzo długi okres. Wiedziałem, że jeżeli będę chciał wystąpić w finałach Ligi Światowej to będę musiał dać dużo z siebie na treningach. Starałem się jak mogłem. Raul Lozano mi zaufał. Na razie go chyba nie zawiodłem.

 

Powróciłeś w dobrym stylu…

 

To nie był wielki styl. Po prostu robiłem to co mogłem. Nie chcę tutaj prorokować na następne mecze. Na pewno będą bardzo ciężkie. Nie wiadomo co się stało z Mariuszem (podczas meczu Mariusza Wlazłego złapały skurcze – przyp. redakcja), może będę go musiał zastąpić. Nie jestem na tyle skuteczny jak on, on ciągnie grę w reprezentacji, a ja ją tylko jakoś tam podciągam.

 

Jak zareagowałeś na wieść o rezultacie spotkania Bułgaria – Brazylia, które zainaugurowało katowicki finał?

 

Porażka Brazylii to na pewno mała niespodzianka, chociaż Bułgarzy są bardzo dobrą drużyną, zdobyli brązowy medal mistrzostw świata. Ich zwycięstwo wchodziło w grę. W tamtym roku Brazylijczycy przegrali pierwszy mecz, a wygrali finały. Oni się tym charakteryzują, że w najważniejszych momentach potrafią się sprężać.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2007-07-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved