Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Mariusz Wlazły: Rosną mi skrzydła

Mariusz Wlazły: Rosną mi skrzydła

fot. archiwum

- Gdy 12 tysięcy ludzi skanduje twoje nazwisko, czujesz, że żyjesz - mówi Mariusz Wlazły. Dzisiaj jego wielkim marzeniem jest zagrać z Brazylią w wielkim finale Ligi Światowej 2007.

Mariusz Wlazły nie ukrywa, że pokonanie "canarinhos" byłoby słodką zemstą za klęskę w ubiegłorocznych mistrzostwach świata. – Czuję, że to marzenie może się spełnić – uśmiecha się nasz atakujący. – Jesteśmy w dobrej formie .

 

Skasujecie kolejny milion dolarów za wygranie Ligi Światowej?



 

Przestańmy mówić o tych milionach. Z tego pierwszego drużyna dostała do podziału 140 tys. dolarów. Od kwoty wygranej otrzymujemy 70 procent. Taka jest umowa.

 

Pierwszy mecz z Francją. Staniesz oko w oko z przyszłym kolegą ze Skry Bełchatów – Stephanem Antigą. Czujesz respekt?

 

Nie, bo to fajny gość (śmiech). W reprezentacji nie miałem okazji grać przeciwko niemu. Ale spotkaliśmy się w ostatnim sezonie, w rozgrywkach Ligi Mistrzów (2:3 i 3:2, red.). Bacznie mu się przyglądałem. W kilku sytuacjach zachowałbym się inaczej niż on. Widać olbrzymie doświadczenie i ogranie. Ale lęku nie czuję.

 

Przed Amerykanami także?

 

W ubiegłym roku wygraliśmy z nimi cztery mecze w Lidze Światowej. Ale ciężko się z nimi gra. Strasznie zawzięty naród. Ale uwierz, że przed nikim nie drżymy.

 

– JCo czujesz, gdy 12 tys. kibiców skanduje: Wlazły, Wlazły!

 

To wspaniałe uczucie, rosną mi wtedy skrzydła i masz wrażenie, że jesteś w stanie zrobić wszystko. Ale przychodzi taki moment w meczu, że koncentrujesz się tylko na grze, taktyce, zagraniu i to wszystko, co dzieje się na trybunach jest jakby gdzieś z boku. Nie dociera do ciebie. Kibice chcą, byśmy grali jak najlepiej, i to staramy się robić. Na trybunach ma być show, na parkiecie dobry mecz. Każdy wie, co ma robić.

 

Czujesz się gwiazdą reprezentacji?

 

Jest dwunastu zawodników i każdy coś wrzuca do tego woreczka. Sam Wlazły nic nie zrobi. Nie jestem żadną gwiazdą. Zresztą nie przesadzałbym z tą popularnością siatkarzy. Kibice nas rozpoznają, chcą autografy, fotki, ale daleko nam do piłkarzy. Futbol zawsze był i będzie na piedestale. To sport numer 1.

 

Ale pewniakiem w drużynie Raula Lozano jesteś. Atakujący nr 1 to ty!

 

W tej chwili jestem w dobrej dyspozycji, ale nie czuję się tym "number one". Grzesiek Szymański i Robert Prygiel, z którymi rywalizuję, to znakomici zawodnicy.

 

Jak sobie radzisz z popularnością?

 

Nie mam z tym większych kłopotów. Rozmawiam z kibicami, staję do wspólnych fotek, daję autografy. Ale wiadomo, że przed meczem chcesz mieć trochę spokoju. Unikasz fanów, dziennikarzy. Wyłączasz się.

 

Jak się koncentrujesz?

 

Śpię. To mój najlepszy sposób. Gdy mi się nie chce spać, czytam gazety lub oglądam telewizję, ale leżąc w łóżku (śmiech).

 

Odbierasz wtedy telefony?

 

Nie. Rozpraszają mnie. Skupiasz się na meczu, koncentrujesz, a tu ci ktoś mówi, że na przykład interes padł. Przestajesz myśleć o meczu, a w głowie masz tylko swój problem. Przed spotkaniem myśli mają iść w jednym kierunku. Można oczywiście odbierać telefony, rozmawiać, być do dyspozycji nawet pół godziny przed meczem. Ale za dobre słowa punktów nie dostaniemy. Musimy je wywalczyć. I to jest dla nas najważniejsze. Tym bardziej że przyjemniej rozmawia się ze zwycięzcami niż z przegranymi.

 

Rozmawiał Paweł Rassek – Super Express

źródło: Super Express

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2007-07-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved