Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Z Lozano to dopiero jest nuda

Z Lozano to dopiero jest nuda

Wspólny trening siatkarzy Polski oraz Brazylii nie wypalił, jednak przyjemne było i to, że mistrzowie świata sami wspólne ćwiczenia przed finałem Ligi Światowej Polakom zaproponowali.

Gdyby plany wypaliły, można by wręcz ogłosić narodziny nowej tradycji – obie drużyny sprawdzały się przecież także przed ostatnim mundialem i bardzo sobie tamte sparingowe odbijanie piłki chwaliły. Wówczas z inicjatywą wystąpił Raul Lozano, który prócz wielu trenerskich cnot ma jeszcze tę cechę, że jeśli chce o coś spytać wybitnego kolegę po fachu – w tym przypadku Bernardo Rezende – to po prostu pyta.

Niby nic, niby – jak mawia nasz premier – oczywista oczywistość, ale dla naszych trenerów drużyn narodowych jednak nie zawsze aż tak oczywista, choćby ze względów językowych. I nie myślę o siatkówce, lecz o wszystkich dyscyplinach. Paweł Janas właśnie wypłakiwał się w wywiadzie dla „Dziennika”, że przed piłkarskim mundialem organizowano mu „na siłę” bezwartościowe sparingi z Litwą, Wyspami Owczymi i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Zapomniał, że to on kierował reprezentacją, akceptował dobór rywali, przekonywał o szkoleniowej sensowności grania przeciwko nim. A uwiarygodniać strategię przygotowań podczas całej kadencji musiał niejednokrotnie, bo często wydawało się, że jej głównym celem jest dać zarobić na transmisjach firmie Sportfive (za egzotycznych rywali dostawała od TVP więcej pieniędzy).



Sparować się ze słabymi czasem trzeba, zwłaszcza testując dublerów poza terminami oficjalnych gier międzynarodowych, dlatego i za czasów Leo Beenhakkera piłkarze grali choćby z Emiratami Arabskimi. Zazwyczaj jednak na spotkania towarzyskie umawiają się przeciwnicy o zbliżonej klasie – mocarze z mocarzami, średniacy ze średniakami, słabi ze słabymi. Dlatego podejrzewam, że holenderski selekcjoner nie dopuści, by nasi futboliści dwa razy w ciągu kilkunastu miesięcy znęcali się – jak stało się to za Janasa – nad drużyną z Wysp Owczych, czyli rywalem o potencjale porównywalnym do potencjału reprezentacji polskich hydraulików, stolarzy bądź policjantów. Także dzięki swoim kontaktom. Jeśli w sierpniu Polacy spróbują się z Rosją, to m.in. dlatego, że Beenhakker może w każdej chwili zadzwonić do kumpla Guusa Hiddinka, trenera Rosjan.

Janas we wspomnianej rozmowie – dla mnie ostatecznym dowodzie, że kompletnie nie nadawał się do prowadzenia na mundialu innej drużyny niż Togo (tam działy się większe jaja) – pochlipuje również, że przed inauguracją mundialu piłkarzy zdekoncentrował Kazimierz Marcinkiewicz. Mamy kilka minut do wyjścia, pierwszy mecz na mistrzostwach, a tu wchodzi do szatni dziesięciu ochroniarzy, premier, minister. Nie mogłem do chłopaków nic powiedzieć, bo już trzeba było wychodzić na murawę. Można trenerowi wierzyć, premier swoim wypadem do szatni w newralgicznym momencie dał wyraz bezdennej głupoty, jego rozanielony uśmiech bez wątpienia kiepsko współgrał z groźnie zaciśniętymi szczękami Ekwadorczyków. Ja jednak pamiętam też, jak przed tym samym meczem niektórzy piłkarze, zamiast w skupieniu gotować się na twardy bój o wszystko, pstrykali sobie fotki stadionu w Gelsenkirchen.

A tydzień temu widziałem, jak aparatem – kamerą? – na sekundy przed inauguracją MŚ do lat 20 wymachiwał trener Globisz. Piłkarze ustawiają się na boisku, piłka czeka nieruchomo na pierwsze kopnięcie, na drugiej połowie stoją Brazylijczycy, dzieje się historia, świat przestaje istnieć, ważny jest tylko mecz. Nie dla selekcjonera. Selekcjoner pracuje nad albumem, który będzie z rozrzewnieniem wertował w emerytalnym fotelu.

Lozano sobie w tych wszystkich okolicznościach nie wyobrażam. Nie wyobrażam sobie, by dwie minuty przed diabelnie ważnym meczem wpuścił do szatni premiera, Dalajlamę czy nawet cesarza Akihito. By po hymnach filmował rozszalały katowicki Spodek. By zezwolił na to siatkarzom.

Młodym piłkarzom aparat trenera nie zaszkodził, Brazylię pokonali. Dorosłych piłkarzy ciut więcej zdrowego rozsądku premiera niekoniecznie by ocaliło, niewykluczone, że tak czy owak z Ekwadorem by przegrali. Nieważne. Istotne, że w wyczynowym sporcie o wyniku przesądzają niuanse, których zwykli kibice nawet nie zauważają. I kiedy nie zadba się o każdy detal, nigdy nie ma pewności, czy wynik nie mógł być lepszy. To niby wszystko – by wrócić do ulubionego zwrotu obecnego premiera – oczywiste oczywistości, ale niemal każdego tygodnia przekonujemy się, jak bardzo pozostają one nieoczywiste.

Nie mam pojęcia, jak wypadną siatkarze w Spodku. Są wicemistrzami świata, ale to był pojedynczy turniej, którego wyniki nie uprawniają do budowania trwałej hierarchii. Wygrali 22 z 23 ostatnich meczów, równie imponującej serii polska reprezentacja nie miała w żadnej grze zespołowej, ale Chińczycy i młodziutcy Argentyńczycy z samobójczą perfekcją niweczyli własny wysiłek. Niewiadomych jest wiele. Chyba wszyscy jednak mamy poczucie, że wszystko, co dało się zrobić, zostało wykonane. Że poczynaniami kadry kieruje logika, której niełatwo wytknąć słabe punkty.

Logicznie brzmią nawet wynurzenia Lozano, który uparcie przekonuje, że Polacy nie są faworytami, że należą do elity pięciu-sześciu czołowych drużyn świata, że ich atutem nie jest nawet własna hala. Te słowa mogą się niedobrze kojarzyć, bo w przeszłości wysłuchiwaliśmy już utyskiwań trenerów minimalistów zabezpieczających się przed krytyką po ewentualnym niepowodzeniu. Nadmierną ostrożnością irytowali, a późniejszą euforią po piątych miejscach doprowadzali do pasji, bo wówczas siatkarze potrzebowali pewności siebie. Dziś jest inaczej. Dziś sprawiają czasem wrażenie wręcz przesadnie przeświadczonych o swej wielkości. Kiedy rozmarzają się o rewanżu z Brazylią za porażkę w finale mundialu, razem z nimi zapominamy, że do Katowic zjedzie sześć świetnych drużyn i każda z nich mierzy co najmniej w podium.

Nic dziwnego, że Lozano chłodzi głowy rozpalone perspektywą boju z dream teamem, który od lat wygrywa wszystko. Na finał z „Canarinhos” trzeba zasłużyć, a zwycięstwa np. nad Rosją nie powinna być pewna żadna drużyna na planecie.

Stawianie siebie między Brazylią a resztą świata to kolejny etap rewolucji, jaka dokonała się w głowach siatkarzy. Po mundialu przestali szukać alibi na wypadek porażki, śmiało mówią o ambitnych celach, nie zadowalają się byle wygranymi z argentyńską młodzieżą, wręcz sami siebie – zwycięzców – surowo sądzą. Dlatego nie wierzę, że Lozano nie widzi w nich faworytów. Widzi i miejsce poza podium będzie traktował jak porażkę. Niezależnie od tego, co powie. Słowom żadnego trenera kibic nie powinien do końca ufać. Jedni się usprawiedliwiają, inni nawet w wywiadach prowadzą swoją politykę, wpływają na morale zespołu.

Morale reprezentacji Polski zdaje się wysokie. Przygotowania przebiegają zgodnie z planem, o czym najmocniej świadczy to, że wokół kadry jest – z medialnego punktu widzenia – przeraźliwie nudno. Treningi to żmudna, czasem monotonna harówka, więc ze zgrupowania bez skandali, konfliktów, kłopotów organizacyjnych, ciężkich kontuzji bądź incydentów zwyczajnie kuriozalnych, dla spragnionego newsów kibica musi zionąć nudą. I właśnie ta nuda – przeraźliwa nuda – każe sądzić, że w Spodku będzie pasjonująco.

Autor Rafał Stec – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2007-07-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved