Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Piotr Gruszka: Faworytem jest Brazylia

Piotr Gruszka: Faworytem jest Brazylia

Polscy siatkarze w środę zagrają w pierwszym meczu finału Ligi Światowej w Katowicach. Kibice "biało-czerwonych" wierzą w nasze zwycięstwo. - Faworytem jest Brazylia. Chcę, by Polska wskoczyła na podium - mówi Piotr Gruszka, kapitan naszej kadry.

Doczekał się pan. W swoim dziesiątym starcie w Lidze Światowej jesteście wreszcie faworytem…

Zaczęliśmy dobrze, 10 lat temu w rosyjskim Lipiecku sensacyjnym zwycięstwem nad Rosją. Potem bywało różnie. Stać nas było na pojedyncze sukcesy, kilka niespodzianek, ale nie na wygranie ligi. Byliśmy wtedy młodymi, głodnymi wilkami, szukającymi kontaktu z wielką siatkówką. Uczyliśmy się nie tylko walki z rywalami, ale też z samymi sobą, z podróżami, ze zmianami czasowymi i brakiem treningów. Lata jednak upłynęły zanim na dobre uwierzyliśmy, że możemy coś osiągnąć. Wieloletnia praca mogła przynieść efekty już w dwa sezony temu, ale fatalnie przegraliśmy z Serbią w wygranym już, wydawałoby się, półfinale Ligi Światowej.



Po tamtym meczu można było stracić w was wiarę.

Dziękujemy tym, którzy jednak wierzyli. Nas ta porażka tylko zmobilizowała do dalszej pracy, której ukoronowaniem były mistrzostwa świata w Japonii.

Teraz czas dodać sukces w Lidze Światowej. Polska wygra tę edycję?

Każdy o tym marzy, ale ja przede wszystkim chcę wskoczyć na podium. Przez tę dekadę byliśmy już bardzo blisko medali, ale nigdy nie udało się żadnego zdobyć.

Liga Światowa kojarzy się panu bardziej z długimi podróżami czy z halami pełnymi widzów?

Z tym i tym. Klucz losowania jest przecież tak skonstruowany, by grać w różnych stronach świata. A kibice są wspaniali. Tym bardziej, że zaczęli chyba bardziej przychodzić teraz do hal dla nas, a nie po zabawę. Kiedyś liczyło się głównie widowisko, teraz ważny dla każdego jest końcowy wynik. I to cieszy, bo pokazuje, że kibice dojrzewali wraz z nami. A co do podróży… Odkąd w piątek wróciłem ze zgrupowania w Spale, jestem cały czas z rodziną. Marysia, moja córka, jest bez przerwy obok mnie. Gdy jestem poza Polską widzi mnie tylko w ekranie komputera, czasem nawet udaję, że ją karmię dzięki komunikatorowi internetowemu…

Ostatnio jednak nie przegrywacie.

I nadal chcemy wygrywać mecz za meczem. Ale w katowickim finale poziom będzie niesamowicie wysoki. Faworytem jest Brazylia, ale w Spodku wszystko może się zdarzyć. Będą tam nieobliczalni Francuzi i Amerykanie, Rosja, o której wyjątkowo mało tym razem wiadomo i Bułgaria – na pewno silniejsza niż w fazie grupowej.

Zaczniecie z Francją, z którą różnie bywało.

Kojarzę Francję z igrzysk olimpijskich i z przegranych w Łodzi eliminacji mistrzostw świata. Ciężko się z nimi gra, bo bronią w polu bardzo dużo piłek, są świetnie przygotowani taktycznie. Musimy być cierpliwi.

Antiga mówił też w wywiadzie dla Dziennika, że może zaszkodzić wam presja?

Możemy mówić, że się nią nie przejmujemy, ale… ona jest gdzieś w głowie. Każdy przecież chce zwycięstwa. Gdzie się teraz nie pojawimy, nie możemy opędzić się od kibiców, non stop dzwonią dziennikarze. Człowiek stara się myśleć o wszystkim, tylko nie o meczu. Ale to się zmieni od poniedziałku. Zrobimy wszystko, by nie mieć sobie nic do zarzucenia, gdyby coś nie wyszło.

Marzy pan o finale z Brazylią?

Nie musimy wcale grać z Brazylią, ważne byśmy zagrali w ostatnim meczu turnieju. Z kim byśmy się tam nie zmierzyli, będzie to wielka drużyna. A okazji do rewanżu z Brazylią za zeszłoroczny finał mistrzostw świata nam nie zabraknie.

Zgrupowanie w Spale pomogło wrócić do formy po fazie grupowej i tych długich podróżach?

Mogliśmy wreszcie normalnie potrenować – dużo i dobrze. Pomogła nam nawet pogoda, bo nie sprzyjała spacerom. Liczyła się tylko siatkówka i treningi. Fizycznie czujemy się więc naprawdę dobrze.

Psychicznie też będziecie silni, mając wsparcie tysięcy ludzi w Spodku.

Siatkówka stała się w Polsce trendy, jak to się mówi. Na naszych meczach wypada bywać. Na okrągło pokazuje nas telewizja, wszyscy się z naszą reprezentacją utożsamiają. Gra w Spodku w tej sytuacji to ogromna motywacja, ale trzeba skupić się na sobie i na meczu, a nie kibicach. Oni oczywiście mogą nas uskrzydlić, dodatkowo nakręcić, wybić przeciwnika z rytmu, ale jeśli nie będziemy dobrze przygotowani fizycznie, nie damy rady zrobić z tego użytku. Wszystko jest w naszych głowach.

Rozmawiał Żelisław Żyżyński

źródło: dziennik.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2007-07-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved