Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Podsumowanie sezonu 2006/07 – BOT Skra Bełchatów

Podsumowanie sezonu 2006/07 – BOT Skra Bełchatów

Trzy podwójne korony - taki właśnie bilans po sezonie 2006/07 ma BOT Skra Bełchatów. W tegorocznych rozgrywkach na bełchatowian nie było mocnych. Podopieczni Daniela Castellaniego bezsprzecznie rządzili na krajowych parkietach.

Transfery

Po zdobyciu drugiego mistrzostwa Polski Skrę opuściły takie gwiazdy jak Andrzej Stelmach, Robert Szczerbaniuk (obaj wybrali grę w AZS-ie Częstochowa) czy Michał Winiarski, który przeniósł się do bardzo silnej ligi włoskiej. Damian Dacewicz, który z powodu kontuzji praktycznie cały sezon spędził poza składem bełchatowskiego zespołu, zakończył karierę sportową, a z Kiktiewem i Sobczyńskim nie przedłużono umów. Po odejściu Winiarskiego mówiło się, że podobną drogę może obrać Mariusz Wlazły, jednak ten postanowił pozostać w Bełchatowie. Mimo, że odszedł filar zespołu (Stelmach, Szczerbaniuk Winiarski) działacze bełchatowskiego klubu nie zawiedli. Na środku pojawił się reprezentant Finlandii – Janne Heikkinen oraz były reprezentant Bułgarii – Ewgeni Ivanow, który po mistrzostwach świata w Japonii postanowił zakończyć reprezentacyjną karierę. W miejsce Winiarskiego ściągnięto z reprezentacji Kanady Dana Lewisa. Natomiast po rocznym pobycie w AZSie Olsztyn do Bełchatowa powrócił Piotr Gruszka. W miejsce Andrzeja Stelmacha do pierwszej drużyny powrócił młody rozgrywający, Bartłomiej Neroj, który poprzedni sezon grał w pierwszoligowych rezerwach Skry.



Na pierwszego rozgrywającego awansował więc Maciej Dobrowolski, który u boku młodszego z braci Stelmachów w poprzednim sezonie nie mógł „rozwinąć skrzydeł”. Popularny „Dobrowol” swoją klasę pokazał w końcówce sezonu 2005/2006, co bardzo dobrze rokowało na nadchodzące rozgrywki. Dużym zaskoczeniem w bełchatowskiej ekipie była zmiana trenera. Miejsce Ireneusza Mazura zajął argentyński szkoleniowiec, Daniel Castellani. Niejednokrotnie działacze BOT Skry Bełchatów udowadniali, że mają nosa do transferów. Tak było i w tym przypadku. Z trzynastu dorosłych mężczyzn, o tak naprawdę różnych charakterach nowy trener nie mówiący zupełnie w naszym ojczystym języku w krótkim czasie stworzył zespół. Zespół, który grać miał o najwyższe cele zarówno w Polsce jak i w Europie.

Daniel Castellani był nie tylko trenerem, który uczył i wymagał. Był także przyjacielem, który jako były zawodnik doskonale rozumiał swoich podopiecznych. Nie można zapomnieć także o drugim szkoleniowcu BOT Skry, Jacku Nawrockim, który związany jest z bełchatowskim klubem od naprawdę długiego czasu, dzięki czemu doskonale zna większość zawodników, wie ile można od nich wymagać i na co ich stać. Ta dwójka trenerska stworzyła jednolitą drużynę, w której wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nikt w zespole nie odstawał. Trzon zespołu, który składał się z Dobrowolskiego, Gruszki i Wlazłego uzupełnić mógł każdy z reszty graczy. I tak też było. Bełchatowski zespół nie miał żelaznej szóstki, która wychodziłaby w każdym spotkaniu. Gdy któryś z zawodników nabawił się kontuzji, bądź był w słabszej dyspozycji za niego wchodził następny, który godnie go zastępował, nie raz odwracając losy spotkania.

Po odejściu Stelmacha pierwsze skrzypce na rozegraniu grał Dobrowolski, który nie zawiódł. Gdy trzeba było jego zmiennik, Bartłomiej Neroj także prezentował się z bardzo dobrej strony, zbierając po meczach, w których grał pochlebne recenzje swojej gry. Bardzo duży wpływ na postawę Skry miał jej blok. Heikkinen, Wnuk i Ivanow spisywali się w tym elemencie wyśmienicie. W zespole nie było podstawowej dwójki blokujących. Gdy trzeba było Wnuk zmieniał Ivanowa, a Ivanow Wnuka. Przy słabszej dyspozycji Heikkinena para Wnuk- Ivanow bardzo dobrze sobie radziła.

Także w przyjęciu bełchatowski zespół miał mocną obsadę. Gruszka, który odrodził się po powrocie z Olsztyna, Krzysztof Stelmach, który według wielu jest jak wino – im starszy tym lepszy, Ignaczak – jeden z najlepszych libero w Europie, Lewis, który aż palił się do gry i nie raz ciągnął grę zespołu oraz Milczarek, który nie grał może zbyt wiele, ale gdy dostawał szansę gry spisywał się naprawdę dobrze. Bełchatowski atak to przede wszystkim najmocniejsza armata w Polsce, już teraz jeden z najlepszych atakujących na świecie – Mariusz Wlazły. Gdy Mariusz miał problemy ze zdrowiem bardzo dobrze prezentował się Paweł Maciejewicz, który wiele razy ciągnął grę, co było nawet zauważone. W jednym z meczów otrzymał nagrodę MVP. W grze Skry przez cały sezon widać było zespołowość. W Bełchatowie nie stawiano na pierwszym miejscu tego kto ma grać. Liczyła się wygrana zespołu i jego dobro – to przez cały sezon podkreślali zarówno zawodnicy jak i trenerzy zespołu. Właśnie dzięki tej zespołowości Skra mogła po raz kolejny rozpocząć batalię po najwyższe cele w Polsce, jak i w Europie.

Puchar Polski

Wydawałoby się, że walka o trzecie mistrzostwo Polski i europejskie puchary bez reszty pochłonie bełchatowian i w walce o puchar Polski BOT Skra „odpuści”. Nic bardziej mylnego. Początkowe rozgrywki o krajowy puchar to przede wszystkim gra młodych zawodników Skry grających w drugiej drużynie bełchatowskiego zespołu. Pod nieobecność kadrowiczów nimi uzupełniono skład. Na wyróżnienie tutaj zasługuje młody bełchatowski libero Zatorski, który być może już niedługo pokusi się walczyć o miejsce w pierwszej drużynie Skry.

W początkowym etapie rozgrywek pucharu Polski miały miejsce dwa ciekawe spotkania. Otóż do jednej grupy trafiła zarówno pierwsza jak i druga drużyna BOT Skry. Obydwa mecze odbyły się oczywiście w bełchatowskiej hali „Energia”. Dylemat mieli tylko kibice. Nie wiedzieli komu kibicować. Awans do rundy finałowej bełchatowianie uzyskali z drugiego miejsca w tabeli, za kędzierzyńskim Mostostalem. W turnieju finałowym podobnie jak na parkietach PLS-u na podopiecznych argentyńskiego szkoleniowca nie było mocnych. Skra wystąpiła oczywiście tam w swoim najmocniejszym składzie. W pierwszym meczu bełchatowianie odprawili z kwitkiem swoich grupowych rywali, Mostostal Kędzierzyn – Koźle, wygrywając 3:1. W tym czasie kędzierzyński zespół prezentował się bardzo dobrze w meczach PLS z Jastrzębskim Węglem i był bliski awansu do strefy medalowej mistrzostw Polski. W Kielcach nie był jednak w stanie nawiązać walki z bełchatowskim zespołem.

W półfinale naprzeciw Skry stanął Jastrzębski Węgiel, który nie sprawił obrońcom tytułu większych problemów. Bełchatowianie wygrali mecz 3:1 i mogli się cieszyć z awansu do finału. Podobno obronić trofeum jest znacznie trudniej niż zdobyć je po raz pierwszy. Skra obala tą teorię. W finale bez straty seta pokonała olsztyński AZS i po raz trzeci z rzędu bełchatowscy zawodnicy mogli cieszyć się kolejnymi meczami bez porażki oraz unieść do góry trzeci już puchar Polski.

Liga Mistrzów

Skra w tych elitarnych rozgrywkach z roku na rok prezentuje się coraz okazalej. Sezon w Lidze Mistrzów bełchatowianie rozpoczęli od wygranej. Po niezwykle zaciętym spotkaniu BOT Skra pokonała przed własną publicznością grecki Olimpiakos 3:2. Wyższość bełchatowian musieli uznać m.in. tacy gracze jak Elgueta, Roumeliotis czy Tsvetanov. W drugiej kolejce bełchatowskiej drużynie nie było już tak łatwo, co przełożyło się na wynik. Podopieczni Daniela Castellaniego ulegli w Belgii Knack Roeselare 1:3. Jak się później okazało także na swoim boisku Skra nie dała rady pokonać belgijskiego zespołu.

Po tej porażce bełchatowianie rozpoczęli serię zwycięstw. Najpierw w Bełchatowie pokonali Levski Sofia 3:1 a w następnej kolejce pokusili się o sprawienie dużej niespodzianki pokonując naszpikowaną gwiazdami światowego formatu włoską Lube Banka Macerata. Gorycz porażki musieli przełknąć m.in. tacy gracze jak Miljkovic, Geric, Rodrigao czy Corsano. Atutem bełchatowskiego zespołu w tym meczu były zimna krew i determinacja. Zwłaszcza w trzecim secie, w którym Skra przegrywała 24:20. Wtedy bełchatowianie zdołali doprowadzić do remisu, by ostatecznie wygrać tego seta 26:24. Kolejne dwa zwycięstwa Skra odniosła nad austriackim Aon hotVolleys Wiedeń. Najpierw w Bełchatowie mistrzowie Polski wygrali 3:2 a następnie takim samym stosunkiem setów pokonali hotVolleys w Wiedniu. W meczu tym nie zagrał Ivanow, który w pierwszym meczu z wiedeńczykami skręcił kostkę. Bardzo dobrze zastąpił go Radosław Wnuk.

Po meczu w Wiedniu Skra spuściła z tonu. Gra bełchatowskiego zespołu nie wyglądała już jak przedtem. Srogi rewanż za porażkę u siebie wziął włoski zespół Lube Banka Macerata, który nie pozwolił w Bełchatowie ugrać Skrze nawet seta. Na boisku próżno było wtedy szukać głównego bombardiera bełchatowskiego zespołu, Mariusza Wlazłego, który ze względów zdrowotnych musiał pozostać w kwadracie. Dobrze zastąpił go Paweł Maciejewicz, który niejednokrotnie ciągnął grę zespołu. Także Levski zrewanżował się bełchatowianom za porażkę w trzeciej kolejce Ligi Mistrzów. Zespół, w którego składzie można było zobaczyć m.in. Bojana Yordanova czy Krasimira Gaydarskiego, a na ławce trenerskiej szkoleniowca reprezentacji Bułgarii, Martina Stoyewa pozwolił Skrze ugrać jedynie seta. Po zaciętym pięciosetowym pojedynku Skra musiała po raz drugi uznać wyższość belgijskiego Roeselare.

Na koniec rozgrywek grupowych podopieczni trenera Castellaniego pokonali łatwo 3:0 w Grecji Oympiakos. BOT Skra Bełchatów z drugiego miejsca w grupie awansowała do dalszych rozgrywek, gdzie trafiła na hiszpański Portol de Majorka. Rywalizacja między tymi zespołami była niezwykle zacięta. W pierwszym meczu na Majorce górą byli gospodarze. W Bełchatowie wygrała Skra. Obydwa spotkania zakończyły się wynikiem 3:2. W tej sytuacji awansowała drużyna z lepszym stosunkiem punktowym. Była to Majorka, która pokonała Skrę w małych punktach 221:209. Tym samym Skra Bełchatów zakończyła w tym sezonie przygodę z Ligą Mistrzów.

Polska Liga Siatkówki

Po raz kolejny w sezonie 2006/2007 Skra przystąpiła do rozgrywek PLS by bronić mistrzowskiego tytułu. Poczynione transfery nie wskazywały by dwa lata rządów Skry na polskich parkietach znudziły się bełchatowianom. Skra do nowego sezonu przystąpiła z kilkoma nowymi zawodnikami, nowym trenerem, a także z nową halą, która nazwana została „Energia”. Bełchatowski zespół po dwóch owocnych latach i w tym sezonie nie zawiódł oczekiwań. Po zwycięstwie w pierwszej kolejce nad beniaminkiem PLS Jadarem Radom, bełchatowianie pojechali do Olsztyna. Tam przegrali z AZS-em prowadzonym przez byłego szkoleniowca bełchatowskiego zespołu, Ireneusza Mazura.

Jak się okazało, była to jedyna przegrana BOT Skry przez bardzo długi czas. Skra nieświadomie zaczęła szlifować rekord – ilość meczów bez porażki. Jej hegemonia na polskich parkietach nie podlegała dyskusji. W czasie zniżki formy bełchatowianie pozwalali jedynie na urwanie sobie dwóch setów. Po jednym punkcie w czasie rundy zasadniczej zdołał ugrać Jastrzębski Węgiel – w drugiej kolejce oraz AZS Częstochowa – w trzynastej. Bełchatowianie dominowali nad wszystkimi. Skuteczny blok, mocny atak zespołu nie pozwalały na wiele przeciwnikom. Także przyjmujący nie pozostawali gorsi i w polu zagrywki Skra radziła sobie wyśmienicie. W tym elemencie bardzo dobrze spisywali się Wlazły i Heikkinen, jednak gdy sytuacja wymagała dobrej zagrywki bądź asa reszta zespołu nie pozostawała w tyle.

Nie było innej możliwości jak awans do rundy play–off z pierwszego miejsca w tabeli. Przeciwnikiem Skry w kolejnej rundzie okazała się warszawska Politechnika. Stołeczni w żaden sposób nie mogli zagrozić mistrzom Polski, którzy skutecznie dążyli by tytułować ich tak jeszcze przez przynajmniej rok. W dwóch pierwszych meczach w Bełchatowie warszawianie zdołali wygrać jedną partię. W rewanżu w Warszawie Skra nie zagrała tak błyskotliwie jak dotychczas, choć i tak pozwoliła gospodarzom na wygranie jedynie jednej partii. Walka w kolejnej rundzie była już cięższa. Bełchatowianie trafili w niej na częstochowski AZS. Po pierwszym zaciętym meczu Skra wygrała na własnym terenie 3:2. Drugiego dnia było już trochę łatwiej i mistrzowie Polski wygrali 3:1. Pod Jasną Górą częstochowianie postawili wszystko na jedną kartę i byli bardzo blisko odniesienia sukcesu i złamania serii wygranych BOT Skry. Tak się jednak nie stało. Po raz kolejny w bełchatowskiej ekipie dała o sobie znać determinacja i zespołowość. Bełchatowianie zakończyli rywalizację z częstochowskim zespołem po trzech meczach, wygrywając w Częstochowie 3:2.

W finale, podobnie jak przed rokiem, Skrze przyszło się zmierzyć z Jastrzębskim Węglem, który mimo problemów w meczach z Mostostalem dotarł do finału. Wcześniejsze problemy jastrzębian minęły i już w pierwszym spotkaniu finałowym podopieczni Tomaso Totolo niespodziewanie pokonali Skrę, nie pozwalając jej wygrać nawet w jednej partii. Podrażnieni porażką bełchatowianie dzień później pokonali wicemistrzów Polski 3:1. Wiele emocji budziły mecze w Jastrzębiu. Obydwie drużyny chciały już tam zakończyć rywalizację. Po pierwszym meczu bliżsi tego byli bełchatowianie, którzy wygrali 3:1. Jastrzębianie nie dali jednak za wygraną i w kolejnym meczu rozgromili Skrę 3:0.

Walka przeniosła się więc do Bełchatowa. Po raz pierwszy w historii Skra mecz decydujący o mistrzostwie Polski rozgrywała we własnej hali. Niesieni dopingiem swoich kibiców szybko i gładko bełchatowianie wygrali 3:0 i po raz trzeci z rzędu sięgnęli po złotą koronę mistrzostw Polski. W meczu ponownie pokazali, że są drużyną z wielką wolą walki, wygrywając seta, którego wysoko już przegrywali. Szczęściu w Bełchatowie tego dnia nie było końca. Zawodnicy Skry, aby obwieścić swojemu miastu tą cudowną dla niego wiadomość przejechali na motorach ulicami miasta – miasta potrójnych mistrzów Polski. Jak będzie w przyszłym sezonie? Wszystko zależy tylko i wyłącznie od bełchatowskiego zespołu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-07-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved