Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Katarzyna Mróz: Na sukces i porażkę pracujemy wszystkie

Katarzyna Mróz: Na sukces i porażkę pracujemy wszystkie

fot. archiwum

Przed sezonem 2006/2007 faworyt do awansu do LSK był jeden - Wisła Kraków. Drużyna przeszła runde zasadniczą jak burza, doznając tylko jednej porażki. Awans nie został jednak wywalczony. O minionym sezonie Strefie Siatkówki opowiada Katarzyna Mróz.

Wreszcie wakacje, ale humor nie do końca taki dobry?

 

No tak, plany były inne i teraz jest niesmak. Wszyscy mieliśmy nadzieję na awans, ale stało się inaczej. Na początku sezonu różnie mogło być, ale kiedy zaczęłyśmy dobrze grać i wygrywać, wszyscy uwierzyliśmy w ten awans. Wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, a teraz szkoda, że się nie udało.



 

Przed sezonem pojawił się sponsor, do zespołu dołączyły nowe zawodniczki. Cel też został jasno postawiony: awans do LSK. Nie udało się i co teraz?

 

Zarząd nie robi z tego wielkiej tragedii i nie ścina głów. Co prawda wszyscy żałują, że nie udało się osiągnąć celu, ale jak powiedział prezes, to jest sport i są tu wzloty i upadki. Jesteśmy dobrej myśli i mamy nadzieję, że przyszłym roku awansujemy. Przykro, że nie udało się, ale trudno.

 

W zespole pojawiła się Magda Śliwa. Ten sezon nie był najlepszy w jej wykonaniu, a pomimo to wiele zawodniczek uważa ją niemal za pół drużyny.

 

Wisła to nie tylko Magda Śliwa. Jest nas na boisku 6, z libero 7, a cały zespół liczy 12 osób. Każda z nas ciężko pracowała na ten sukces, bo drugie miejsce to też dobry wynik, szkoda tylko, że bez awansu. Gdyby nam się to udało to byłby wielki sukces. Może i Magda była naszą »gwiazdą«, ale zarówno na sukces jak i porażkę pracujemy wszystkie.

 

W sezonie zasadniczym wygrałyście niemal wszystkie mecze, a jeśli straciłyście chociaż seta, mówiono o niespodziance. Z czego wynikała ta przewaga?

 

Też chciałabym to wiedzieć. Wydaje mi się, że za pewne byłyśmy tego jak gramy, bo grałyśmy naprawdę dobrze i wierzyłyśmy w ten awans. Nie potrafię powiedzieć co zadecydowało o naszej porażce. Może zabrakło sił albo koncentracji, nie wiem. Poza tym Dąbrowa była bardziej doświadczona bo już w zeszłym roku grały o awans. Dla większości dziewczyn były to pierwsze mecze o jakiś większy cel. Do tego doszła półtoramiesięczna przerwa, kiedy praktycznie nie grałyśmy.

 

Czy to była główna przyczyna porażki? Bo po tej przerwie zaczęły się schody: 3:2 w pierwszym meczu z Piastem Szczecin…

 

Te półtorej miesiąca chyba wybiło nas z rytmu, zarówno grania jak i trenowania. Przez ten czas nie rozegrałyśmy żadnego meczu, który wprowadzałby jakąś adrenalinę. Co prawda grałyśmy sparingi, ale do takiego meczu pochodzi się zupełnie inaczej niż meczu o stawkę. Do spotkania z Piastem też chyba podeszłyśmy bardzo pewne siebie, bo wygrałyśmy z nimi w lidze dwa razy po 3:0, a ostatni mecz trwał chyba 45 minut. I może właśnie to nas trochę uśpiło. Szkoda, że nie wygrałyśmy tego pierwszego meczu z Dąbrową, bo wyglądałoby to zupełnie inaczej.

 

No właśnie. Czy to one tak dobrze przygotowały się do tych meczów, czy wy byłyście tak pewne siebie i przegrałyście?

 

W sezonie przytrafiały im się różne wpadki, a my grałyśmy w miarę równo i przegrałyśmy tylko jeden mecz. A czy były lepiej przygotowane? Na to wychodzi, że tak. Poza tym miały doświadczenie z zeszłego roku i były świadome stawki. A my chyba wyszłyśmy zbyt pewnie po tych zwycięstwach.

 

Później były baraże. Mówiło się wtedy, że różnica między LSK a I ligą jest ogromna i innego wyniku jak 3:0 nie należy się spodziewać. Raz przegrałyście 3:0, ale dwa pozostałe mecze zakończyły się po tie–breaku. Czy rzeczywiście obie ligi dzieli przepaść?

 

W tym sezonie grałyśmy sparingi z Gwardią Wrocław. Przegrałyśmy 4:0, ale dla wielu dziewczyn to był pierwszy kontakt z zawodniczkami z LSK. Później były mecze z Muszyną i Kaliszem i gra wyglądała o wiele lepiej. Różnica z pewnością jest, ale raczej z tymi słabszymi zespołami I ligi. Nie wydaje mi się, żeby między nami, a Białymstokiem była taka duża różnica. Może gdybyśmy były bardziej konsekwentne w końcówkach setów, to wygrałybyśmy. W jednym meczu miałyśmy przecież cztery piłki meczowe.

 

W końcówce sezonu czterokrotnie zdarzyło się, że po dobrej grze i prowadzeniu 2:1, przegrywałyście 2:3. Z czego to wynika?

 

Nie potrafię tego wyjaśnić. Będąc na boisku, dajesz z siebie wszystko, a jednak przegrywasz. Nie wiem, może gdybym zobaczyła te mecze jeszcze raz mogłabym coś więcej powiedzieć.

 

Jak już powiedziałaś klub nie robi wielkiej tragedii z tego, że nie awansowałyście, ale szykują się pewne zmiany.

 

No tak. Odchodzi trener Litwin, ale szczerze mówiąc nie znam przyczyn i byłam bardzo zaskoczona kiedy się o tym dowiedziałam. Wydaje mi się jednak, że to jego własna decyzja, a nie konsekwencja tego, że nie wywalczyłyśmy awansu.

 

Z klubem żegnają się też Magda Piątek i Julia Barbaszewska

 

Zgadza się. Nie sądzę, żeby ktoś kogoś chciał wyrzucać. W przypadku Julii chodzi głównie o to, żeby się »ograła«. Z pewnością wiele nauczyła się przy Madzi (Śliwę – przyp. redakcja), ale gra to coś zupełnie innego. Z kolei nam przydałaby się bardziej doświadczona zawodniczka, mogąca zastąpić Madzię, która teraz będzie brała udział w przygotowaniach kadry i nie będzie jej dość długo z nami. Jeśli chodzi o Magdalenę Piątek, to chce spróbować gry w LSK i dlatego przechodzi do Dąbrowy. Z pewnością nie będzie jej łatwo, ale życzę jej powodzenia. Z tego co mi wiadomo karierę kończy Renata Kolendowski.

 

A kto w takim razie przyjdzie do Wisły?

 

Jeszcze nic na ten temat się nie mówi. Trener Litwin ma ważny kontrakt do końca lipca i ma się zająć doprowadzeniem wszystkich spraw do końca i pomóc w szukaniu następcy.

 

Zatem kogo Wisła potrzebuje, żeby nie powtórzyła się sytuacja z ubiegłego sezonu?

 

Na pewno prawoskrzydłowej na miejsce Madzi Piątek. Co prawda jest Madzia Żochowska, która z pewnością sobie poradzi, ale potrzebne są też zmienniczki. Na pewno musi przyjść rozgrywająca w miejsce Julii. Wydaje mi się, że przydałaby się nam jeszcze lewoskrzydłowa, która w końcówkach potrafiłaby skończyć decydujące piłki. Przyjęcie nie zawsze jest idealne i później nie można dobrze rozegrać. Brakło dziewczyny, która potrafiłaby skończyć akcję właśnie z takiej piłki.

 

Jakie cele zostały postawione przed klubem?

 

Cel ciągle jest ten sam – awans do LSK. To najwyższe o co możemy grać w I lidze, bo pewnie znowu okaże się, że nie będziemy mogły do końca występować w Pucharze Polski. Ten turniej planowany jest z myślą o LSK i zespoły z I ligi nie są w stanie pogodzić gry w Pucharze i lidze, więc trzeba z czegoś zrezygnować.

 

Życzę zatem powodzenia i awansu do LSK.

 

Rozmawiała: Marzena Czernek (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2007-07-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved