Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Podsumowanie sezonu 2006/07 – PZU AZS Olsztyn

Podsumowanie sezonu 2006/07 – PZU AZS Olsztyn

Dwunastego maja siatkarze PZU AZS Olsztyn rozegrali swój ostatni mecz w sezonie 2006/2007. Rok ten był dla nich ciężki - występy w Pucharze CEV, Pucharze Polski i w lidze. Łącznie zawodnicy trenra Ireneusza Mazura rozegrali 49 spotkań.

Jedne mecze należały do udanych, drugie do mniej. Przed sezonowe zakupy dawały nadzieję na wielkie sukcesy. Jak jednak zakończył się ten sezon? Czy był on udany? Czy może ponownie przyniósł rozczarowanie? Przyjrzyjmy się dokonaniom podopiecznych duetu Mazur- Sordyl po kolei, impreza po imprezie.

Puchar CEV



Nowy sezon, nowy trener i zmiany w składzie drużyny sprawiły, że kibice PZU AZS Olsztyn podeszli do europejskich rozgrywek z większymi nadziejami i wymaganiami. Sami zawodnicy i trenerzy podchodzili z rezerwą i ostrożnością do turnieju, co podkreślali tuż przed wyjazdem. Nie ukrywali jednak, że zależy im na zwycięstwie i awansie do 1/8 finału.

Już na początku stycznia olsztynianie, osłabieni nieobecnością Sinana Tanika, który miał problemy z uzyskaniem wizy, udali się do Sofii, gdzie odbyła się druga runda kwalifikacji do turnieju Europejskiej Konfederacji Siatkówki. Pierwszym zespołem, z którym przyszło się zmierzyć podopiecznym trenera Mazura był turecki Belediyespor Istambuł. Olsztynianie bez większych problemów, pomijając 3 set, który przegrali do 24, poradzili sobie z przeciwnikami wygrywając spotkanie 3:1 (25:21, 25:16, 24:26, 25:22). Kolejnym zespołem, z którym mieli walczyć siatkarze z Warmii i Mazur był Crwena Zwezda Belgrad. Akademicy potrzebowali ok. 90 minut, by pokonać rywali. Polacy od początku spotkania zaczęli dyktować warunki gry i tylko chwilami zapominali się, dając Serbom możliwość na zmniejszenie punktowej różnicy. Ostatecznie Warmiacy wygrali spotkanie 3:0 (25:15, 25:21, 25:18). Ostatni mecz olsztynianie mieli rozegrać z gospodarzem turnieju – SCKA Sofia. Niestety poziom gry w ostatnim spotkaniu nie zachwycał. Na szczęście w siatkówce nie liczy się początek a koniec spotkania, które akademicy wygrali 3:1 (22:25, 15:25, 25:22, 23:25). Wygrana ta zapewniła podopiecznym trenera Mazura awans do 1/8 finału.

Zespołem, z którym miał się zmierzyć PZU AZS Olsztyn w walce o przejście do ćwierćfinału okazał się Jastrzębski Węgiel. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy – dwa polskie zespoły miały stanąć naprzeciwko siebie w rozgrywkach CEV. Pierwsze spotkanie przebiegało bardzo burzliwie i było pełne emocji, co najczęściej ma miejsce przy pięciosetowych meczach. Zarówno kibice, jak i zawodnicy mogli być zadowoleni, choć więcej powodów do radości mieli podopieczni trenera Boska. Początek drugiego meczu należał do akademików. Nie pomogła jednak własna hala i publiczność. Po raz kolejny podopieczni trenera Mazura musieli uznać wyższość jastrzębian. Siatkarze znad Łyny odpadli w 1/8 finału CEV. Zarówno zawodnicy, jak i trenerzy nie ukrywali rozczarowania swoją grą. Kibice również spodziewali się, że niesieni dobrą passą w lidze akademicy wygrają dwumecz z Jastrzębiem. Rzeczywistość okazała się inna – nadszedł czas, by skupić się na rozgrywkach ligowych i Pucharze Polski.

Puchar Polski

Początek października był początkiem rozgrywek PP. Olsztynianie trafili na silną grupę, w której przyszło im się zmierzyć z Wkręt-Metem Domex Częstochową, Jadarem Radom oraz J. W. Construction Politechniką Warszawa. Dzięki nowym przepisom mówiącym, że zespół awansuje od razu do ćwierćfinału, jeżeli w swoich szeregach ma co najmniej trzech kadrowiczów, olsztynianie znaleźli się w 1/8 finału PP. Sytuacja ta nie zmieniła nastawienia akademików do gry – mimo osłabionego składu olsztynianie podchodzili do każdego meczu zmobilizowani i z zamiarem wygrania.

Pierwszymi rywalami byli podopieczni trenera Luksa. Mimo bardzo osłabionego składu – w zespole z Olsztyna zabrakło 5 podstawowych graczy, których zastąpili zawodnicy z „drugiej” szóstki, akademicy pokonali radomian 3:1 (25:19, 22:25, 25:22, 25:16). W drugim starciu zespół Jadaru podniósł olsztynianom poprzeczkę. We znaki dał się akademikom Sebastian Pęcherz i Grzesiek Kokociński. Jednak te utrudnienia nie stanęły na przeszkodzie, by po zaciętym tie-break’u zwycięstwo odnieśli gospodarze.

Następnym zespołem, z jakim przyszło się zmierzyć olsztynianom, była drużyna trenera Felczaka, która miała na koncie porażki z częstochowianami. Wynik pierwszego meczu był sporą niespodzianką – gospodarze ulegli gościom 3:0 (17:25, 21:25, 19:25). Przegrana ta spotkała się z dezaprobatą kibiców, którzy zaczęli opuszczać halę pod koniec trzeciego seta. Drugie spotkanie było powtórką pierwszego. Warszawianie po raz drugi wygrali z PZU AZS’em Olsztyn 3:0 (15:25, 22:25, 23:25). Na taki stan rzeczy na pewno miała wpływ kontuzja Kucińskiego, jak i słaba forma Sinana Tanika. Na osłodę tych porażek pozostawała jedynie dobra gra młodego Stańczuka. Kolejnym przeciwnikiem trenerskiego duetu Mazur – Sordyl byli akademicy spod Jasnej Góry. Derby AZS’ów jak zwykle były emocjonujące zakończyły się wynikiem 3:1( 23:25, 24:26, 25:19, 19:25) dla olsztynian. Następnego dnia to gospodarze byli górą. Częstochowianie pewnie wygrali 3:0 ( 25:14, 25:18, 25:22).

Mecze rewanżowe przeplatane były sukcesami i porażkami więcej lub mniej spodziewanymi. Pierwszy mecz w Radomiu zakończył się sukcesem podopiecznych trenera Luksa, którzy wygrali po zaciętym spotkaniu 3:2 ( 25:17, 15:25, 22:25, 25:21, 15:13). Następnego dnia to akademicy z Olsztyna odnieśli zwycięstwo 3:0 ( 23:25, 21:25, 15:25). Dwumecz z Politechniką, mimo iż zakończony podwójnym wynikiem 3:0, rozłożył się na oba zespoły. Pierwsze spotkanie rozstrzygnęli na swoją korzyść podopieczni trenera Mazura, następny mecz wygrali warszawianie. Ostatnie spotkania olsztynian w rundzie grupowej przyniosły zespołowi trenera Mazura jedno zwycięstwo i jedną porażkę. Grający ze zmiennym szczęściem Warmiacy zajęli 3 miejsce w grupie i przeszli do rundy finałowej. W meczu ćwierćfinałowym olsztynianie ponownie spotkali się z drużyną Felczaka. Grający w pełnym składzie razem z Zagumnym, Grzybem i Bąkiewiczem siatkarze znad Łyny byli typowani do awansu do półfinału. Nikt się jednak nie spodziewał, że mecz ten będzie tak emocjonujący – niewiele brakowało by doszło do nie lada sensacji, którą byłby awans „inżynierów”. Zacięta walka, punkt za punkt, set za set…i na tablicy wyników pojawił się wynik 2:2! Kibice czekali do ostatniego gwizdka z napięciem tym większym, że to podopieczni trenera Felczaka prowadzili w tie-break’u. Jednak błąd Marcka Siebecka na zagrywce przy stanie 13:13 i udany blok Zagumnego zadecydowały o zwycięstwie olsztynian. W meczu półfinałowym podopieczni trenera Mazura ponownie spotkali się ze znanym sobie z rundy grupowej zespołem spod Jasnej Góry. Po raz kolejny szczęście dopisało akademikom z północy, gdyż po ciężkim i zaciętym pięciosetowym boju, to olsztynianie awansowali do finału. Awans został przypłaconym ciężkim zmęczeniem, gdyż po raz drugi Warmiacy rozegrali ok. 2,5 godzinny mecz pełen emocji i nerwów. Równie dobrze można by nazwać Warmiaków mistrzami tie-break’a. Przegrywając już 7:10 w piątym secie zdołali przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę, w dużej mierze dzięki dobrej grze Sinana Tanika, który zdobył ostatni punkt meczu o finał. Po tych dwóch spotkaniach zaczęto się obawiać o formę akademików, gdyż jako jedyni rozegrali aż 10 setów. Pierwszy set meczu o Puchar Polski nie rozpoczął się dla nich dobrze, gdyż Skra dość szybko objęła wysokie prowadzenie 6:1. Końcówka pierwszej partii również nie należała do łatwych. Olsztynianie zdołali zdobyć 23 punkty, a bełchatowianie prowadzili już 1:0 w meczu. Druga odsłona pojedynku była najbardziej wyrównana i emocjonująca. Liczne obrony, kontry, ataki….Jednym słowem uczta dla oka każdego siatkarskiego kibica. Na parkiecie toczyła się prawdziwa walka o każdy punkt. Mimo najszczerszych chęci i wysiłków Warmiacy ponownie musieli uznać wyższość zawodników bełchatowskiej Skry, przegrywając drugiego seta do 26. W trzeciej, jak się okazało ostatniej partii spotkania drużyna trenera Castellaniego bardzo szybko objęła prowadzenie, którego olsztynianie nie byli wstanie zniwelować, nie mówiąc już o wyrównaniu, czy objęciu prowadzenia. Akademicy zmęczeni po wcześniejszych ciężkich meczach zdołali zdobyć jedynie 17 punktów. Tym samym Puchar Polski po raz trzeci trafił w ręce bełchatowian, a olsztynianom nie udało się zrealizować kolejnego celu w tym sezonie. Po nieudanym stracie w Pucharze CEV nie zdołali odzyskać Pucharu Polski, który ostatni raz gościł w Olsztynie 15 lat temu. Na pocieszenie pozostało wyróżnienie dwóch zawodników – Pawła Zagumnego (najlepszy rozgrywający) oraz Richarda Lambourna (najlepszy libero).

PLS

W inaugurującej PLS kolejce olsztynianie zmierzyli się z podopiecznymi trenera Kubackiego. Akademicy typowani na zwycięzców nie rozczarowali kibiców i pewnie wygrali 3:0. Mecz ten był początkiem jeszcze niejednej wygranej. Zawodnicy PZU w kolejnych spotkaniach poradzili sobie z Delectą Bydgoszcz, wygrywając również do 0. Jedynie w trzecim secie, bydgoszczanie sprawili kłopot gościom (set zakończył się wynikiem 33:31), którzy mimo cięższych warunków pokonali gospodarzy. Kolejne trzy spotkania olsztynianie również rozstrzygnęli na swoją korzyść. Co więcej, były to mecze z dwoma zespołami z „wielkiej czwórki” – Skrą Bełchatów, akademicy wygrali we własnej hali 3:1 (25:23, 23:25, 25:20, 32:34) oraz z Jastrzębskim Węglem. Podopieczni trenera Mazura odnieśli zwycięstwo w „kurniku”, pozwalając gospodarzom na zdobycie jednego seta. Kolejne spotkanie akademicy rozegrali z Jadarem Radom, który również nie sprawił im problemu – gospodarze wygrali 3:0. Pierwszy zimny prysznic zawodnicy z Olsztyna otrzymali w derbach azs’ów w meczu z siatkarzami spod Jasnej Góry. Częstochowianie wygrali 3:2 po bardzo zaciętym i emocjonującym spotkaniu. Mimo tej porażki olsztyńscy zawodnicy utrzymali prowadzenie w tabeli, które zdobyli już po pierwszej rundzie. Następny mecz to również bardzo dobra gra Warmiaków i kolejne zwycięstwa za 3 pkt. Drugiej porażki akademicy doznali na terenie rzeszowian, którzy okazali się siatkarskimi „Janosikami”, zabierając PZU AZS’owi Olsztyn 2 punkty. Na półmetku sezonu chłopcy Mazura spadli na drugie miejsce w tabeli, choć ich bilans punktowy był taki sam jak Skry Bełchatów – zaważyła liczba przegranych setów, których bełchatowianie stracili o jeden mniej. Mimo to, olsztynianie posiadali czteropunktową przewagą nad Resovią Rzeszów i Jastrzębskim Węglem. Pierwsze mecze drugiej odsłony rundy zasadniczej to kolejne zwycięstwa Warmiaków, którzy ponownie wygrali 3:0 z Mostostalem i Delectą Bydgoszcz. Jednak w rewanżowym meczu ze Skrą akademikom nie udało się już powtórzyć zwycięstwa z trzeciej kolejki. Bełchatowianie pewnie wygrali na swojej hali 3:0, dzięki czemu przewaga między zespołami wzrosła o 3 punkty. Następne spotkanie, tym razem z Jastrzębskim, ponownie zakończyło się wynikiem 3:0 dla olsztynian. Więcej wysiłku kosztowało akademików zwycięstwo w Radomiu (3:2) i w Częstochowie 3:1. Mecze z Warszawie i we Wrocławiu przyniosły trenerowi Mazurowi i jego zawodnikom 6 punktów. I zdawać by się mogło, że nic nie zakłóci tej siatkarskiej sielanki, gdyby nie ostatnia kolejka rundy zasadniczej. W ostatnim meczu Warmiakom przyszło się zmierzyć z „Janosikami”. Olsztynianie, którzy chcieli się zrewanżować za wcześniejszą porażkę (3:2), nie spodziewali się takiego obrotu sprawy. Podopieczni trenera Sucha postawili na mocną zagrywkę i wygrali na boisku przeciwnika 3:0. Wynik ten był zaskoczeniem dla wszystkich, jednak porażka ta nie odebrała akademikom 2 miejsca po rundzie zasadniczej.

Play- off

W pierwszej rundzie play- off przeciwnikami akademików z Olsztyna okazali się gracze Jadaru Radom. Podopieczni trenera Luksa nie sprawili gospodarzom zbyt wielu problemów, z wyjątkiem drugiego seta (29:27) i trzeciego, którego radomianie wygrali (25:19). Całe spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1 (25:15, 29:27, 19:25, 25:17). Drugi mecz w Olsztynie również zakończył się zwycięstwem gospodarzy, tym razem 3:0 (25:13, 29:27,25:10). Dwa zwycięstwa u siebie dały podopiecznym trenera Mazura prowadzenie 2:0, trzeci mecz w Radomiu miał być i był już tylko formalnością w pięciu się olsztynian do sfery medalowej. Ostatni mecz odbył się 6 kwietnia. Zawodnicy trenera Luksa ponownie byli w stanie ugrać przeciwnikom tylko jednego seta. Zespół PZU AZS Olsztyn wygrał 3:1(19:25, 23:25, 27:25, 24:26) i awansował do półfinałów. Wygrana ta przybliżyła akademików do medalu, ale także dała zawodnikom spokojne święta wielkanocne. Przeciwnikiem PZU AZS Olsztyn w drugiej rundzie okazał się Jastrzębski Węgiel, który wygrał zaciętą rywalizację z Mostostalem Azoty Kędzierzyn Koźle. Gdyby patrzeć na rywalizację między tymi zespołami, to stan wynosiłby 1:1. W PLS’ie to olsztynianie odnieśli dwa zwycięstwa, natomiast jastrzębianie wygrali rywalizację w Pucharze CEV. Podopieczni trenera Totolo zagrali 5 meczy, o 2 mniej niż akademicy, więc teoretycznie to oni powinni byli pokazać wyższą formę. Teoria teorią, praktyka praktyką. Gdy przyszło do pierwszego pojedynku między zespołami, zapowiadała się zacięta i wyrównana walka. Tak też wyglądał początek pierwszej partii spotkania. Niestety, tylko początki setów były wyrównane. Goście objęli prowadzenie 2:0. Trzecią partię wygrali gospodarze i na tym ich dobra gra się skończyła. Jastrzębski wygrał 4 partię do 20 i tym samym zakończył mecz wynikiem 3:1. Drugi mecz w Olsztynie wyglądał bardzo podobnie. Jedyną różnicą było to, iż siatkarze znad Łyny wygrali pierwszego, a nie trzeciego seta. Spotkanie ponownie zakończyło się wynikiem 3:1. Po tych dwóch przegranych olsztynianie nie mieli najlepszych humorów. Nastąpił ciężki okres przygotowań i treningów przed spotkaniem w Jastrzębiu. Ku zaskoczeniu kibiców, którzy już nastawiali się na przegraną swoich idoli, akademicy wygrali 3:0! Co więcej, trzeci set zakończył się wynikiem 25:14! Taka gra ponownie dała nadzieję, że AZS zdoła awansować do finału. Nadzieja ta okazała się jednak złudna. Czwarte spotkanie pomiędzy Jastrzębskim a PZU zaczęło się od objęcia prowadzenia przez gospodarzy, którzy nie wypuścili go do końca meczu. Błędy, które popełnili akademicy, a których na dobrą sprawę nie powinni popełnić oraz brak koncentracji w szeregach olsztynian, ułatwiły zawodnikom Węgla awans do finału. Po raz kolejny Warmiacy ulegli Jastrzębskiemu w ważnych rozgrywkach, w których walka toczyła się o awans. Czyżby zespół trenera Mazura zaczął cierpieć już nie tylko na syndrom Skry, ale i Jastrzębia?

W spotkaniach o miejsca 3-4 ponownie mieliśmy do czynienia z derbami azs’ów. Pierwsze mecze o brązowy medal sezonu 2006/2007 miały miejsce w Olsztynie w dniach 4-5 maja.

Mimo, iż piątkowe spotkanie wygrali gospodarze, nie było zbyt wielu powodów do radości. Pomijając fakt, że podopieczni trenera Mazura ponownie grali o trzecie miejsce na podium pod koniec sezonu (tak jak w zeszłym roku), to publiczność również nie dopisała. Cóż, po tak obiecującym początku, jaki mieli olsztynianie, nikt nie spodziewał się takiego końca. Warmiacy wygrali pierwsze spotkanie 3:1 (25:20, 21:25, 25:21, 25:21). Drugi mecz przysporzył akademikom znad Łyny więcej problemów. Częstochowianie postawili cięższe warunki. Choć wynik 3:0 może o tym nie świadczyć wystarczy spojrzeć na dwa pierwsze sety- 27:25 i 30:28 dla olsztynian. Trzecia odsłona spotkania zakończyła się dość szybko, gdyż gospodarz wygrali ją do 19, wykorzystując zmęczenie swoich przeciwników. Tym samym olsztynianie objęli prowadzenie 2:0 w ostatniej fazie play-off. Podopieczni trenera Mazura wyruszyli do Częstochowy w czwartek w bardzo bojowym nastawieniu i przeświadczeniu, że brąz mają już w kieszeni. Pięknie być nie mogło i w trzecim – w mniemaniu niektórych osób ostatnim meczu, olsztynianie ponieśli klęskę. Po zaciętym tie- breaku, to gospodarze cieszyli się z wygranej, mając nadzieję, iż sobotni mecz zakończy się również ich triumfem i tym samym wyrównają oni stan rywalizacji. Tak się jednak nie stało. Czwarty mecz między AZS’ami zakończył się na korzyść akademików z Olsztyna. Wygrali 3:0 (29:27, 22:25,22:25). Już po raz drugi z rzędu brązowy medal mistrzostw Polski trafił do Olsztyna.

Pewne jest, że nie był to medal z kruszcu, o którym marzyli zarówno zawodnicy, trenerzy, działacze, jak i kibice. Po bardzo dobrym sezonie, podczas którego Warmiacy nie zeszli poniżej drugiego miejsca w tabeli, na koniec usytuowali się na trzecim miejscu. Oczywiście, należy się cieszyć, że w ogóle udało się olsztynianom zdobyć jakiś medal. Po nieudanych występach w Pucharze CEV oraz w Pucharze Polski brąz jest pewnego rodzaju nagrodą pocieszenia. Co zawiniło i przyczyniło się do tak słabej, a może nawet bardzo słabej końcówki w wykonaniu PZU AZS Olsztyn? Czy było to zmęczenie? Tzw. zużycie materiału? Zwykły pech? Czy może zawodnicy, którzy już od kilku lat grają w tym samym składzie i w tej samej drużynie stracili zapał i chęć do gry? A może to przeświadczenie, że po tak dobrej grze mistrzostwo przyjdzie samo? Tego niestety się nie dowiemy. Wiemy jednak to, że wynik, który osiągnęli siatkarze PZU jest kiepski i rozczarował wielu. Nie pomógł nowy sztab trenerów, nie pomogli zagraniczni gracze, ani wicemistrzowie świata… Po raz kolejny w Olsztynie czuć niedosyt i zniesmaczenie… Może w siatkówce tak jak w życiu, prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym jak kończą, a nie po tym, jak zaczynają?

A co pozostaje kibicom? Cóż, zostaje im czekanie na zakończenie sezonu transferowego. Pozostaje im nadzieja, że zakupy jakich dokona zarząd przyniosą długo oczekiwane wyniki – te prawdziwe, a nie te na pocieszenie… Tych już wszyscy mają dość. Panowie, w przyszłości prosimy – w sezonie grajcie ze zmiennym szczęściem, jednak w play- off pokażcie pazura i to, że stać Was na więcej, niż na brąz.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-07-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved