Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Raul Lozano: Nie boimy się nikogo

Raul Lozano: Nie boimy się nikogo

fot. archiwum

Najbardziej cieszy, że kadra nie składa się z podstawowej szóstki i szóstki rezerwowych, lecz z kilkunastu ludzi, którzy w każdym zestawieniu wygrywają. Kibice myślą, że zawodników uważanych za gwiazdy dzieli od reszty ogromna różnica. To nieprawda - mówi trener Lozano.

Proszę powiedzieć szczerze: pan też był zdumiony nieprawdopodobną serią 12 kolejnych zwycięstw w Lidze Światowej, które reprezentacja odniosła w bardzo niesprzyjających okolicznościach?

 

Raul Lozano : Trudno, żebym był zdumiony sukcesami drużyny, z którą już trochę pracuję. Ale przyznaję: robi ogromne wrażenie wygrywanie między lotami międzykontynentalnymi, pomimo rotacji w składzie i konieczności wysłania najważniejszych graczy na krótki urlop. Biorąc to wszystko pod uwagę, zawodnicy zdołali utrzymywać nadzwyczajnie wysoki poziom. Choć na mundialu grali lepiej. Najbardziej cieszy mnie jednak, że kadra nie składa się z podstawowej szóstki i szóstki rezerwowych, lecz z kilkunastu świetnych ludzi, którzy w każdej konfiguracji wygrywają. Ludzie myślą, że zawodników uważanych powszechnie za gwiazdy dzieli od reszty ogromna różnica. To nieprawda. Różnice są minimalne. Owszem, tak jak w 2005 roku najlepszy w Lidze Światowej był Gruszka, a w 2006 – Świderski, tak teraz wyśmienicie radził sobie Winiarski. Ale kiedy go zabrakło w ostatnich meczach, właściwie tego nie poczuliśmy. Przyjęcie mogło czasem funkcjonować słabiej, ale generalnie poziom gry się nie obniżył .



 

Nie pamiętam, kiedy reprezentacja Polski w jakiejkolwiek dyscyplinie miała równie wspaniałą passę – od początku jesiennych mistrzostw świata wygraliście 22 z 23 meczów. Przeżył już pan coś takiego?

 

Być może, nie jestem pewien, ale to dla mnie kompletnie nieważne. Cieszę się z radości kibiców, tak pięknego rekordu się nie spodziewałem, ale cenię sobie co innego. W zeszłym roku mimo plagi kontuzji wygraliśmy aż dziewięć spotkań i też byliśmy pierwsi w grupie. Podobnie dwa lata temu. Razem to już trzy sezony z rzędu! To właśnie trzeba podkreślić. Tylko my i Brazylia zachowujemy tak równą wysoką formę. Inni miewają wahania albo – jak Włosi – coraz boleśniejsze wpadki .

 

U nas zmiana polega na tym, że w zeszłym roku szukałem właściwej szóstki, a teraz mogę żonglować nazwiskami, bo dobrze grają wszyscy. Trzymam się reguły: kto osiągnął wyższą formę, gra, a kto jest zmęczony albo chory, idzie na ławkę. Osiągnęliśmy następny, bardziej zaawansowany etap.

 

Po zdobyciu wicemistrzostwa świata mówił pan, że teraz najważniejsze będzie zachowanie pokory i zdolność do jeszcze większego poświęcenia się katorżniczej pracy. Kiedy skończyła się liga, wyrażał pan niepokój, że nie wszyscy zawodnicy – jak wynikało z obserwacji meczów – zareagowali na sukces właściwie. W kadrze wciąż wszyscy harują, jak trzeba?

 

Tak, jest bardzo dobrze, choć oczywiście trudno porównywać obecne treningi z tymi sprzed mundialu. Zawodnicy fizycznie by pewnych nie znieśli, bo organizmu nie oszukasz – jeśli lecisz na drugi koniec świata i trenujesz o czwartej rano czasu polskiego, to raczej nie będziesz skakał na miarę maksymalnych możliwości. Mogliśmy właściwie ćwiczyć tylko raz w tygodniu, czego zresztą bardzo żałuję, bo w innych warunkach bylibyśmy dziś w wyższej formie. W każdym razie siatkarze wszelkie trudy znosili cierpliwie i z pokorą .

 

Ktoś pana zaskoczył na plus?

 

Tak, ale nie wymienię żadnych nazwisk. Nie chcę nikogo wpędzać w dodatkowy stres ani wywoływać zainteresowania mediów jego osobą .

 

Dwunastkę na turniej finałowy Ligi Mistrzów trzeba jednak wybrać. Ile ma pan jeszcze wątpliwości? Bo obsada niektórych pozycji jest pewna. Rozgrywać bez wątpienia będą Zagumny i Żygadło, który jako jedyny nie opuścił żadnego meczu grupowego.

 

Racja, ale generalnie wszyscy jeszcze mają szansę. Dysponujemy np. czterema klasowymi środkowymi, których dzieli niewielki dystans. I nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte. Wiele zależy też od zdrowia, czy wyleczy się atakujący Szymański etc .

 

Jeśli się nie wyleczy, weźmie pan Prygla czy młodziutkiego, lecz bardziej wszechstronnego, mogącego grać również na przyjęciu Kurka?

 

Zostawmy te pytania, wszystkie decyzje podejmę w ostatniej możliwej chwili, a zgłaszać kadrę można do przyszłego wtorku [dzień później, 10 lipca, w katowickim Spodku rozpocznie się turniej]. Bardzo ważny będzie poniedziałek, bo umówiłem się z trenerem Rezende, że znów, tak jak przed MŚ, będziemy ćwiczyć z Brazylijczykami. Z góry zastrzegam jednak, że trening będzie zamknięty .

 

Jakby pan opisał naszą reprezentację? Coś czyni ją wyjątkową? Wskazałby pan jej słabości?

 

Bez wątpienia powinniśmy popracować nad obroną w polu. Poprawić można też blok, i pod względem technicznym, i taktycznym. Nie twierdzę, że te elementy opanowaliśmy kiepsko, ale zawsze trzeba szukać w łańcuchu słabszych ogniw i je wzmacniać. Jak w tenisie – nie wystarczy być świetnym na czerwonej cegle w Paryżu, jeśli chcesz wygrać także Wimbledon i planujesz być najlepszym na świecie. Moi siatkarze mocni są natomiast w ataku – tu nic się nie zmieniło .

 

Chcę jednak mocno przestrzec przed myśleniem, że do finału Ligi Światowej i w ogóle tego sezonu przystępujemy jako drudzy na świecie. Drudzy byliśmy w 2006 roku, teraz z grupą silnych drużyn zaczynamy od zera. Różnice są minimalne, kto będzie trenował lepiej i intensywniej, ten wygra. Podkreślam to, bo nie chcę, by Polaków zgubiło zarozumialstwo. Trzeba pracować więcej, nie mniej. Inaczej już niczego nie osiągniemy .

 

Jednego pan nie uniknie – wicemistrzowie świata, którzy grają we własnej, pełnej niesamowitych fanów hali, muszą uchodzić za faworytów. Oczywiście obok Brazylii.. .

 

Nie zgadzam się. Własna publiczność to poważny atut w piłce nożnej, a nie w polskiej hali siatkarskiej. Nasi kibice są fantastyczni, gorąco przyjmują wszystkich rywali, wszystkim gra się tak samo dobrze. Dosłownie – wszystkim, wszyscy nam zawsze gratulują i dziękują. Gospodarzom fani pomagają np. w Grecji – tam są agresywni i brutalni, dla wszystkich gości bardzo nieprzyjemni. W Polsce jest zupełnie inaczej, dlatego trudno szukać korzyści z powodu grania w Spodku. Co nie jest oczywiście wyrzutem – możecie być dumni z waszej kultury kibicowania. Poza tym nigdy nie wystarczy być gospodarzem, niech Pan spojrzy na Japonię, która organizuje wszystko, a nie wygrywa niczego…

 

Nie chcę siać defetyzmu, będziemy chcieli wygrać każdy mecz i nikogo się nie obawiamy. Próbuję tylko przedstawić racjonalną analizę sytuacji. Sądzić, że sukces z jesieni czyni nas automatycznie faworytami, to po prostu nierozsądne .

 

Racjonalnie pan analizuje, ale być może też próbuje łagodzić presję, która będzie towarzyszyć siatkarzom. To nieuniknione, oni wiedzą, że kibice spodziewają się teraz samych rewelacyjnych wyników. I sami są sobie winni, bo wygrywają bez opamiętania. Wytrzymają presję?

 

Spokojnie, wytrzymają. Dodatkowej presji rzeczywiście nie ma co kreować, ale ja naprawdę przedstawiam logiczną ocenę sytuacji. Brazylia jest dziś najlepsza, a bazuje nie tylko na ostatnich miesiącach, lecz pięciu latach nieustannych zwycięstw. Potem są drużyny złożone, nazwijmy to, ze zwykłych ludzi .

 

Rosja, która ma nowego trenera i pała żądzą rewanżu za ostatnie niepowodzenia, oraz Francja, USA, Włochy, Bułgaria, Polska. Różnice między nami są minimalne, hierarchia z MŚ może się w każdej chwili wywrócić do góry nogami. Włosi byli niedawno najlepsi na świecie, teraz nawet nie awansowali na finału. Ja tylko przestrzegam przez arogancją i pychą, które ich zgubiły .

 

Z Raulem Lozano rozmawiał Rafał Stec – Gazeta Wyborcza.

źródło: Gazeta Wyborcza

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2007-07-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved