Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Podsumowanie „Inżynierów” w sezonie 2006/2007

Podsumowanie „Inżynierów” w sezonie 2006/2007

Piąte miejsce w sezonie 2005/2006 rozbudziło apetyty władz klubu i kibiców. Po pozyskaniu nowego sponsora gwarantującego najwyższy w historii klubu budżet i dokonaniu spektakularnych transferów zapowiadano walkę o czołówkę. Tym czasem skończyło się na ósmym miejscu.

Skoro miało być tak pięknie, to czemu było tak źle? By przybliżyć się do odpowiedzi na to pytanie, prześledźmy perypetie J.W.Construction AZS Politechniki Warszawskskiej na przestrzeni całego sezonu 2006/2007.

Puchar Polski



Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu w PLS warszawskiej drużynie udało się awansować do Finału Pucharu Polski. W swojej grupie, w której zajęła drugie miejsce, za przeciwników miała akademików z Częstochowy i Olsztyna oraz Jadar Radom. Wygrane z teoretycznie silniejszymi rywalami mogły napawać dużą dawką optymizmu przed sezonem. W Finale rozegranym w połowie kwietnia w Kielcach stołeczna drużyna była bardzo blisko sprawienia niespodzianki i wyeliminowania w ćwierćfinale ekipy PZU AZS Olsztyn. W tie-breaku było już 13:13 i zaledwie dwie akcje zadecydowały o tym, że w półfinale zagrali jednak olsztynianie.

Runda zasadnicza

Sezon Politechnika zaczęła od wymęczonego zwycięstwa 3:2 na własnym boisku z Gwardią Wrocław. Po meczu środkowy bloku warszawskiej drużyny, Wojciech Jurkiewicz stwierdził: „Jeżeli chcemy walczyć o te najwyższe cele, to nie możemy sobie pozwolić na taką grę”. Ale następne dwa mecze- wyjazdowy z Resovią Rzeszów i z Mostostalem Kędzierzyn u siebie, przegrała gładko 0:3 i 1:3. Była to kropla, która przepełniła czarę i w ostatnim dniu 2006 roku dymisję złożył trener Krzysztof Felczak. „Zespół potrzebuje nowego. Takie powinno być moje odejście”- powiedział. Być może po trzech latach prowadzenia drużyny (przypomnijmy, że Felczak przejął zespół Politechniki w listopadzie 2003 roku po Lechu Zagumnym) przyszedł czas na zmianę. Wśród kandydatów wymienianych do objęcia po nim stanowiska wymieniano Wojciecha Drzyzgę i Grzegorza Wagnera, ale nowym szkoleniowcem ostatecznie został Edward Skorek, który w poprzednim sezonie prowadził akademików spod Jasnej Góry. Drugim trenerem pozostał Marcin Drabkowski. Pomimo zaaplikowania nowych metod treningowych i widocznej poprawy gry, w wyjazdowym meczu z Delectą Bydgoszcz warszawianie ulegli rywalowi 0:3 po zaciekłej walce. W składzie na pozycji libero zadebiutował Tomasz Drzyzga, dotychczas grający na przyjęciu z atakiem. Zagrał na tyle dobrze, że na stałe zastąpił na tej pozycji Radosława Maciejewicza. Sytuacja zespołu zrobiła się mało ciekawa, bo po czterech meczach mieli oni na koncie tylko jedną wygraną i 2 punkty, a w następnych kolejkach czekały ich mecze z „Wielką Czwórką”. I zgodnie z oczekiwaniami trzy pierwsze mecze „Inżynierowie” przegrali: u siebie ze Skrą Bełchatów 1:3 oraz z PZU AZS Olsztyn 1:3 i na wyjeździe z Jastrzębskim Węglem 0:3. Co gorsza, ze składu wypadł pierwszy rozgrywający, Pavel Chudik, który podczas meczu ze Skrą doznał skręcenia kostki, które wyeliminowało go z gry na ponad dwa miesiące. Była to pierwsza z serii kontuzji trapiących przez cały sezon warszawski zespół. Przełomowy okazał się mecz ósmej kolejki na wyjeździe z AZS Częstochowa. Warszawianie przełamali pasmo sześciu przegranych bez punktu meczów i wygrali 3:2 przegrywając w setach już 0:2. Niestety podczas tego spotkania urazu doznał kolejny czołowy zawodnik, Mark Siebeck. Z powodu naderwanego mięśnia łydki musiał pauzować prawie miesiąc.

Kolejne zwycięstwo, tym razem z Jadarem Radom u siebie 3:1, pozwoliło akademikom uciec ze strefy zagrożonej spadkiem i awansować na siódmą lokatę. Ten mecz trener gości określił jako „Rybak show” – wygrał go praktycznie jeden zawodnik. Zresztą był to nie pierwszy raz, kiedy Radosław Rybak decydował o wyniku spotkania swojej drużyny.

Rundę rewanżową podopieczni Edwarda Skorka zaczęli od przegranej 2:3 we Wrocławiu po zaciętej walce. Natomiast w następnym meczu u siebie zrehabilitowali się Resovii za porażkę w pierwszej rundzie 3:2. I znów bohaterem meczu był atakujący stołecznej drużyny. Kolejna wygrana, tym razem z Mostostalem, pozwoliła Politechnice umocnić się na szóstym miejscu w tabeli. W następnej rundzie „Inżynierowie” zrewanżowali się u siebie Delekcie Bydgoszcz za porażkę 3:2. Tę passę zwycięstw przerwała seria meczy z czterema czołowymi drużynami PLS. W żadnym z nich warszawianie nie odnieśli zwycięstwa (1:3 ze Skrą, 0:3 z Jastrzębskim Węglem oraz 0:3 w kiepskim stylu z AZS Olsztyn) i wizja baraży stała się bardzo realna. Dlatego tak ważne było zdobycie jednego punktu w meczu z AZS Częstochowa (2:3), gdyż będąc na ósmym miejscu z 14 punktami tylko o jedno „oczko” wyprzedzali dziewiątą w tabeli Delektę. O tym kto ostatecznie załapie się do fazy play-off, a kto będzie grał o utrzymanie zadecydowała ostatnia kolejka rundy zasadniczej PLS. Większe szanse na wygranie tego korespondencyjnego pojedynku miała stołeczna ekipa, gdyż jej przeciwnikiem był Jadar Radom, podczas gdy bydgoszczanie musieli zmierzyć się ze Skrą Bełchatów. Dzięki wygranej 3:2 i porażce Delekty 3:0 ze Skrą, podopieczni Edwarda Skorka dosłownie w ostatniej chwili zapewnili sobie ósme miejsce, uprawniające do dalszej gry o medale.

Play-off

Startując z ósmego miejsca po rundzie zasadniczej Politechnika natknęła się w pierwszej fazie play-off na lidera rozgrywek, czyli BOT Skrę Bełchatów. Po dwóch przegranych meczach w Bełchatowie (0:3 i 1:3) trudno było oczekiwać, że warszawianie sprawią u siebie niespodziankę. Tak też się stało i po porażce 1:3 pozostała stołecznej drużynie walka o piąte miejsce, dające w tym sezonie udział w europejskich pucharach. W drugiej rundzie akademicy zmierzyli się z Resovią. Po wygranej 3:1 u siebie, przegrali po wyrównanej walce w Rzeszowie 2:3. W decydującym, trzecim spotkaniu zagrali fatalnie i przegrywając 0:3 odpadli z rywalizacji o piątą lokatę. Po tej porażce została gra o przysłowiową pietruszkę czyli miejsce numer 7, nie premiowane w żaden sposób. Ich rywalem w tej rundzie play-off był beniaminek z Radomia, który po rundzie zasadniczej zajął siódme miejsce. Konfrontacja rozstrzygnęła się w dwóch meczach, obydwu wygranych przez Jadar stosunkiem setów 1:3. Ostatecznie więc „Inżynierowie” zajęli ósme miejsce w sezonie 2006/2007.

Podsumowanie

Warszawska ekipa szykowana do walki o czołową piątkę nie spełniła pokładanych w nią przed sezonem nadziei. Przyczyn należy upatrywać tu przede wszystkim w początkowym braku zgrania – jeśli przed sezonem wymienia się siedmiu zawodników, to trudno oczekiwać cudów. W pełnym składzie drużyna miała okazję trenować dopiero tydzień przed rozpoczęciem ligi, co odbiło się czkawką w pierwszych meczach. Te spotkania Politechnika grała z zespołami będącymi w jej zasięgu i traciła z nimi punkty. Stracone „oczka” trudno potem było nadrobić, co rzutowało na końcową pozycję stołecznej drużyny po zakończeniu rundy zasadniczej.

Drugą przyczyną kiepskich wyników była plaga kontuzji trapiących przede wszystkim graczy z podstawowej szóstki. Na dosyć długi okres od gry odsunięci byli Piotr Szulc, Pavel Chudik i Mark Siebeck, co zwłaszcza tym dwóm ostatnim nie ułatwiało zgrania z kolegami z drużyny. Przez pewien czas pauzować musiał także Anton Kulikowski. W decydujących o piątym miejscu meczach nie zagrał Radosław Rybak. Ławka rezerwowych zaś nie okazała się na tyle mocna, by kontuzjowanych graczy bezboleśnie zastąpić.

Jeżeli chodzi o ocenę zawodników, to zdecydowanie najjaśniejszym punktem drużyny był Radosław Rybak. Od jego dyspozycji wiele zależało, gdyż praktycznie w pojedynkę potrafił wygrywać mecze. Z biegiem sezonu coraz lepiej spisywał się nowy nabytek AZS-u, Anton Kulikowski. Początkowo wyśmiewany transfer, okazał się jednym z lepszych.

W obliczu długiej kontuzji podstawowego rozgrywającego, jakim miał być Pavel Chudik, ciężar rozegrania musiał wziąć na swoje barki młodziutki (zaledwie dwudziestoletni) Grzegorz Łomacz i trzeba przyznać, że wywiązał się z tego zadania całkiem poprawnie. Słowacki rozgrywający po nieszczęśliwym skręceniu nogi podczas meczu z Bełchatowem pauzował prawie dwa miesiące i nie mógł przez to w pełni pokazać swoich możliwości. Tak samo zresztą było w przypadku Marka Siebecka.

Drużyna dopiero pod koniec sezonu miała okazję grać pełnym składem i widać, że się podczas tych pięciu miesięcy „dotarła”. Jeśli w nowym sezonie szóstkowi zawodnicy zostaną i nie będą trapieni kontuzjami, Politechnika będzie mieć realne szanse na czołową piątkę.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-06-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved