Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mirosław Zawieracz: My w to wierzyliśmy

Mirosław Zawieracz: My w to wierzyliśmy

24 maja 2007 siatkarze Płomienia Sosnowiec po raz trzeci 3:0 pokonali Jokera Piła i wywalczyli awans do PLS-u. Po roku nieobecności zespół wraca na salony, i to jak mówią działacze, tylko trochę zmieniony, bo trzon drużyny ma pozostać.

To wy wywalczyliście awans i to wam należy się w nagrodę gra w PLS-ie – zapewniał honorowy prezes klubu, Piotr Hałasik, na uroczystym „Powitaniu Mistrzów”.

Płomień w minionym sezonie przez I ligę szedł jak burza, ale łatwo wcale nie było. – Przed sezonem naszym celem było utrzymanie się i miejsce w pierwszej szóstce. Chcieliśmy trochę pograć i pokazać, że w Sosnowcu jest siatkówka. Nikt nie stawiał przed nami celu jakim jest awans – mówi trener Płomienia, Mirosław Zawieracz.



– Jednak wielu liczyło na wasz powrót do ekstraklasy.

Mirosław Zawieracz: Zgadza się, my także w to wierzyliśmy. Jak się dwa razy dziennie każdego dnia wylewa hektolitry potu, człowiek chce zajść jak najdalej. W lidze było pięć zespołów, które chciały awansować i ustawiliśmy się w kolejce. Piła i Gorzów na początku medialnie strasznie poszły do przodu. Wszędzie ich było pełno. Bałem się nawet, że jak otworzę lodówkę, to mi ktoś z Gorzowa lub Piły wyskoczy. A my cichutko robiliśmy swoje. Nie zatrzymaliśmy się w połowie drogi, dobrnęliśmy do końca i wywalczyliśmy awans.

– Taki sukces nie byłby możliwy bez pana.

Pamiętam jak w połowie lipca wahałem się, czy podjąć tu pracę. Córka poszła do pierwszej klasy, a ja nagle musiałem wyjechać do oddalonego o 500 km miasta, zostawić wszystko i poświęcić się komu innemu. To była trudna decyzja, ale rodzina pomogła mi ją podjąć.

– Przy obejmowaniu drużyny coś pana zaskoczyło?

Nie, ten zespół znałem już z wcześniejszego sezonu. Pracowałem jeszcze wtedy w Pile, ale Sosnowiec grał praktycznie tymi samymi ludźmi. Znałem ich i wiedziałem, że mają ogromny potencjał, poczynając od młodego libero Adriana Stańczaka, kończąc na najbardziej doświadczonym Rafale Legieniu. Niewiadomą było tylko to, czy uda się ten potencjał z nich wydobyć. Udało się. Znowu nasze miasto będzie się liczyć na mapie polskiej siatkówki.

– Można porównać rozgrywki w I lidze i w PLS-ie?

Nie. To przepaść, same różnice począwszy od organizacji, finansów, a na oprawie skończywszy. W PLS-ie są transmisje telewizyjne, reklamodawcy, a co za tym idzie – większe pieniądze. I liga jest traktowana jako zaścianek i tak rzeczywiście jest.

– Trudno więc było o mobilizację?

Trochę tak. Każdy był przyzwyczajony do kamer, zabawy na trybunach. A tu okazało się, że czegoś podobnego nie ma. Na mecze przychodziło mniej ludzi, nie było takiego boomu w mediach i nie mówiło się o nas wiele.

– Tylko cztery wasze porażki oznaczają, że liga jest taka słaba?

Nie można tego powiedzieć. My byliśmy trochę mocniejsi niż inni. Od sierpnia wzięliśmy się z mniejszymi lub większymi chęciami do pracy. Miesiąc był nam potrzebny na dotarcie się i zaufanie sobie. Chłopacy robili na maksa to co mieli i stąd tylko cztery porażki, z tego dwie z punktem. Zawodnicy są bardzo dobrzy. Nie wygrywali wcześniej, bo te kilkanaście indywidualności trzeba było posklejać. Znaleźć u każdego mocne strony, żeby mógł potem swoją cegiełkę na tym pomarańczowym placu dołożyć do zwycięstwa. I tak szliśmy. Były sety, które przegrywaliśmy nawet dziesięcioma punktami, ale wchodził ktoś następny, drużyna się otrząsała i potrafiła wygrać dwanaście akcji z rzędu.

– W 2006 roku Sosnowiec i Piła walczyły o utrzymanie i Piła była lepsza. Tym razem Sosnowiec wygrał wszystkie pięć meczów w lidze.

Styl gry tego zespołu się zmienił. Grają ci sami ludzie, ale są zupełnie innymi zawodnikami. Tuż po przyjściu do zespołu analizowałem jego grę. Nie było w niej taktyki. Starałem się wytłumaczyć siatkarzom, że punkt w siatkówce można zdobyć na dwa sposoby: broniąc się i atakując. Sześciu ludzi miało tworzyć całość, każdy miał brać udział w akcji.

– Ten poziom wystarczy na dobre starty w PLS-ie?

Samo właściwe myślenie to trochę mało. Ale jeśli zacznie się swoją pracę od takiego podejścia, to jest łatwiej. A wzbogacone o umiejętności daje znacznie większą szansę na pozytywne zaprezentowanie się nawet na najwyższym stopniu rozgrywek. A na ile to starczy, nie wiem. Ważne jest, żeby w PLS-ie chłopaki znów dali z siebie wszystko.

źródło: dzienniksport.com, wp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-06-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved