Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Marco Bonitta: Nie jestem katem

Marco Bonitta: Nie jestem katem

- Nie jestem nikim. Jestem Marco Bonitta, trener, który odnosił sukcesy - mówi nowy trener polskich siatkarek. - Czas na młode zawodniczki, niech pokażą, na co je stać - dodaje selekcjoner.

Przemysław Iwańczyk: Dwukrotne mistrzynie Europy przegrały poprzedni sezon z kretesem. Reprezentacja Polski ma problem?

Marco Bonitta: Pokazały to ostatnie mistrzostwa świata. Nie wiem jeszcze, w czym tkwi problem, bo dopiero poznaję zespół. Czy w sferze sportowej, czy mentalnej. Rozmawiać, przebywać na co dzień to klucz do odpowiedzi. Kadra kobiet, zwłaszcza Polski, jest szczególnym przypadkiem. W poprzednich latach odnosiła wielkie sukcesy, ale też poniosła zaskakujące porażki. Dlatego najważniejsza sprawa to utrzymać poziom bez wpadek.



I Pan ma być na to lekarstwem? Trener z łatką kontrowersyjnego.

Nie muszę nikogo do niczego przekonywać. Chcę, by w nowej pracy moje siatkarki pozostały sobą i ich zdanie o mnie wynikało z naszej pracy oraz tego, jaki jestem, a nie z opowieści. Nie mam żadnych obaw i wydaje mi się, że po krótkich rozmowach wiele dziewczyn zdążyło już zmienić opinię na mój temat.

Ale generalnie jest to opinia zamordysty. I jeszcze konflikt z drużyną, po którym odszedł Pan z reprezentacji Włoch.

Nie dostrzegłem żadnego konfliktu, więc proszę pytać dziewczyny. Odszedłem, bo nie widziałem szans, by nasz zespół funkcjonował na mistrzostwach świata tak jak cztery lata wcześniej, kiedy sięgaliśmy po złoto. Nie było dobrej aury między nami. Owszem, zwracałem się czasem do zawodniczek w mocnych słowach, ale nigdy ich nie obrażałem. Są sytuacje, w których trzeba wstrząsnąć drużyną. Przecież nie pójdę wtedy do kwiaciarni i nie kupię im bukietów. Każdy trener ma prawo, a nawet obowiązek obudzić ambicje drużyny. Podsumowując ten wątek, sześć lat pracy z jednym zespołem to naprawdę dużo i nie czuję, bym poniósł porażkę. Nie jestem katem. Teraz ja zadam pytanie: jest pan zadowolony, że pracuję w Polsce?

Odpowiem Panu za rok, po mistrzostwach Europy, które mogą dać Polsce awans na igrzyska w Pekinie.

Widzi pan, czeka pan na rezultaty mojej pracy, a nie feruje wyroki na podstawie zasłyszanych informacji.

W Polsce przyjdzie Panu mierzyć się z mitem Andrzeja Niemczyka, twórcy i legendy Złotek.

Ktokolwiek byłby na moim miejscu, musiałby się z tym mierzyć. Darzę szacunkiem pracę Niemczyka, ale ciężaru nie czuję. Nie jestem nikim, jestem Marco Bonitta, który odnosił sukcesy, a zwycięstwa także nad Niemczykiem. Nie wyobrażam sobie, by przy pierwszym potknięciu dziennikarze pisali, że poprzedni trener był lepszy. Praca z kadrą nie jest płaskim odcinkiem autostrady. To ciągłe kłopoty, wyzwania. Jestem na nie gotowy. Z pewnością kibice docenią, jak drużyna walczy.

Jaka jest Pana filozofia siatkówki?

Najważniejsze są szczegóły. W siatkówce nie ma większej filozofii, bo mecze wygrywa się szybką wystawą i szybkim atakiem. Rozegranie – wysoka czy niska piłka – to absolutnie kluczowa sprawa. Blok, obrona są ważne, ale kiedy te elementy zadziałają, trzeba jeszcze zrobić punkt. Co to oznacza? Musi zagrać każdy szczegół, by akcja zakończyła się powodzeniem.

Do tego trzeba mieć inteligentną rozgrywającą.

Nie zawsze. Weźmy ostatnie mistrzostwa świata. Rosjanki to wielka siła ataku, ale niezbyt szybka rozgrywająca. Brazylia ze świetną wystawiającą, z poukładaną grą blok – obrona. Kto był mistrzem? Rosja. Bo lepiej atakowała. Obie drogi prowadzą do sukcesu. Polska to właśnie coś między Rosją, z której wziąłbym atak i zagrywkę, a Brazylią z superorganizacją, techniką i taktyką. Mamy dobre atakujące, ale musimy poprawić się taktycznie.

Dotychczasowa liderka Małgorzata Glinka pomoże reprezentacji?

Uszanuję każdą jej decyzję. Jeśli zdrowie jej pozwala, świetnie. Jeśli nie, szkoda. Trwa właśnie zgrupowanie w Szczyrku i lada dzień Glinka musi odpowiedzieć. To wszystko co mam do powiedzenia w jej sprawie.

Trener Niemczyk pozwalał Glince trenować indywidualnie, z dala od reszty zespołu. Pójdzie Pan na takie ustępstwa?

Nie wiem, jakie były warunki współpracy Glinki z Niemczykiem, i nie bardzo mnie to interesuje. Jeśli jest zdrowa i chce być w kadrze, niech trenuje jak pozostałe zawodniczki.

Anna Barańska, jedna z gwiazd ligi, od razu odmówiła współpracy. Dlaczego?

Nie jestem w stanie nikogo zmusić do gry w kadrze. Nie siedzę w jej głowie, nie wiem, co nią kieruje, ale naprawdę nie widzę problemu z powodu nieobecności Barańskiej.

Zagraniczni selekcjonerzy prowadzący polskie reprezentacje powtarzają: nie tylko umiejętności się liczą, biorę tych, którzy pasują mi charakterem. Pan też?

Absolutnie, tak to powinno wyglądać. Was to dziwi? Najlepszy indywidualnie, w drużynie najlepszy być nie musi.

A Pan ma drużynę? Nie ma Glinki, z różnych powodów brakuje też Izabeli Bełcik, Agaty Mróz, Sylwii Pyci, a Dorota Świeniewicz dopiero wznowiła treningi po urodzeniu dziecka.

Czas na młode zawodniczki, niech pokażą, na co je stać. Z tych, które pan wymienił, prędzej czy później część wróci, więc się nie obawiam.

Czy polski związek kazał Panu uczyć się języka, oglądać na żywo mecze ligowe i spędzać w Polsce określony czas? Raul Lozano takich warunków kontraktu nie miał, co jest powodem wielu nieporozumień.

Nie mam tego w kontrakcie, ale uczę się polskiego. Obecność na meczach to czysta przyjemność, więc nie trzeba mnie zmuszać. Każde spotkanie muszę obejrzeć dwa razy, bo statystyka to nie wszystko. Ona nie powie, na której z zawodniczek spoczywa atak w decydujących momentach meczu. Z arkusza statystyk nie dowiem się, do kogo rywal kieruje piłki i gdzie zaatakuje. Naprawdę dobrze bawię się, wykonując swój zawód, a w Polsce będę tyle czasu, ile będzie wymagała sytuacja. Podejrzewam, że dziennikarze policzą to co do dnia. W kontrakcie mam jedynie zapis o szkoleniach, które przeprowadzę dla polskich trenerów. Dla nich drzwi na moich zgrupowaniach są zawsze otwarte. Mogą nawet przebrać się w dres i razem ze mną prowadzić zajęcia.

Pytał Pan Raula Lozano, na co uważać w pracy z Polakami?

Nie musiałem tego robić, nie miał mnie przed czym ostrzegać.

A przed polskimi trenerami, którzy mogą rzucić się do gardła zagranicznemu konkurentowi?

To akurat zdarzało się także we Włoszech, kiedy np. pracował u nas legendarny Argentyńczyk Julio Velasco. Liczę się z tym, że i mnie się to w Polsce przytrafi.

Rozmawiał: Przemysław Iwańczyk – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2007-06-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved