Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Ryszard Plichta: Gwardia zawsze miała „czarny PR”

Ryszard Plichta: Gwardia zawsze miała „czarny PR”

- Na początku trzeba rozmawiać o pieniądzach, a potem o zawodnikach. Trzeba wiedzieć, na co możemy liczyć. Na dziesięć, pięć czy dwa miliony? A za te pieniądze, które mieliśmy w minionym sezonie, mogliśmy tylko spaść. Nic więcej - mówi były prezes sekcji siatkarzy Gwardii Wrocław, Ryszard Plichta.

Jakub Michalak: Czy przez ostatnie cztery lata we Wrocławiu była szansa na wielką siatkówkę?

Ryszard Plichta, były prezes sekcji siatkarzy Gwardii: Nigdy takiej szansy nie było. Powód jest prozaiczny. We Wrocławiu interesuje się tą dyscypliną bardzo mało osób. Właściwie poza grupą sympatyków, którzy skupieni są wokół Gwardii, klub nie dorobił się sympatyków z prawdziwego zdarzenia. Mimo że miał przecież tradycje w przeszłości, ale to było dawno temu i nikt już o tym nie pamięta. Kibice byli „wychowani” na hali Gwardii przy Krupniczej, w której mieści się maksimum trzysta osób. Potem, gdy mecze zostały przeniesione do Orbity, okazało się, że sala świeci pustkami… A jak nie ma widowni, to nawet potencjalni sympatycy są tylko wirtualni. Mówienie o tradycji, na bazie której można zbudować silną drużynę i zaplecze sponsorskie, jest tylko mitem. To smutne, ale Wrocław nie potrafił dorobić się wiernej siatkarskiej widowni.



Poza tym Gwardia zawsze miała „czarny public relations”, kojarzyła się ze starymi strukturami jeszcze z minionej epoki. Jak zacząłem angażować się w pomoc dla tego klubu, ciągle słyszałem od ludzi: Po co ci to, przecież tam kiedyś esbecja rządziła?.

I co Pan im odpowiadał?

A co ja mam z tym wspólnego, zawsze byłem przecież apolityczny. A teraz chcę dla tego klubu dobrze – mówiłem. Choć, gdy przychodziłem do Gwardii cztery lata temu, nie przypuszczałem, że sytuacja finansowa jest tak fatalna. Trudno jednak mówić o winie działaczy, skoro strategiczny sponsor – operator 1044 – wymówił umowę, najpewniej nie wytrzymując obciążeń finansowych. Potem zaczęło się szukanie nowych sponsorów, chodzenie po firmach, taka żebranina. Ten obiecał 100 tysięcy, tamten 200 i jakoś ciągnęliśmy ten wózek. Było ciężko, bo musieliśmy tworzyć dwa budżety. Jeden na normalne funkcjonowanie, a drugi na spłatę długów.

Kilka razy do klubu pukał komornik…

Tak, ale na szczęście udało nam się uniknąć blokady konta. Biegaliśmy po sponsorach, organizowaliśmy wciąż nowe spotkania. Ale sam bym niczego nie załatwił. Działacze Gwardii naprawdę są oddani sprawie i tak naprawdę nie zgadzam się z tym, co powiedział w waszej gazecie Kuba Markiewicz. Gdyby rzeczywiście tak było, ten klub by padł. Stefan Fiedorow zrobi wszystko dla Gwardii, a Staszek Łopaciński nawet przez pół roku nie brał wypłaty, więc nie można ich oskarżać o działanie na szkodę klubu.

A jak to było z pozyskiwaniem sponsorów w tamtym czasie? Mówił Pan: „Jestem Ryszard Plichta z Gwardii i proszę o wsparcie”?

Pan żartuje… Mówiłem, że jestem Ryszard Plichta, prezes KGHM Metale albo członek zarządu Invest Banku, albo były prezes Wrozametu. Wtedy ze mną rozmawiano. Dopiero potem tłumaczyłem, że współpracuję z Gwardią, jestem sympatykiem siatkówki. Namawiałem ich: „Wejdźcie, pomóżcie, jesteście przecież z tego miasta”. Ale słyszałem wciąż: „No tak, ale to nie jest biznesowe, my tu mamy inne wydatki”. Albo: „Nasz marketing ma inną strategię”. A jak opowiadałem, że w innych miastach firmy wchodzą w siatkówkę, to zwykle padała odpowiedź: „Tak, ale to są małe miejscowości, tam są inne układy. Władze miasta są bardziej zainteresowane”. W takich rozmowach można było zyskać jednorazowo pieniądze na imprezę, która będzie transmitowana w telewizji. To było wszystko.

We Wrocławiu władze miasta nie były zainteresowane losem Gwardii? Jak układały się wasze relacje?

Trudno mówić o relacjach, skoro ich nie było. To były relacje zerowe, przynajmniej na moim szczeblu. Rzeszów, Częstochowa, Bydgoszcz, tam wszyscy żyją tym sportem. A we Wrocławiu wszystko tylko upada. Z ligi spadli piłkarze ręczni Śląska, nie ma już siatkarzy w PLS-ie i siatkarek w LSK. Niech pan popatrzy, mieliśmy dwie drużyny siatkarskie w najwyższej lidze. I kogo to interesowało? Nikogo. Poza – tak krytykowanymi – działaczami Gwardii.

W połowie ubiegłego roku długi zostały właściwie spłacone. Zajęliście szóste miejsce w PLS. Przy umiejętnym wzmocnieniu składu ten zespół mógł spokojnie powalczyć o miejsce w środku tabeli, a nawet sporadycznie zagrozić najlepszym.

Ostatnie długi rzeczywiście spłaciliśmy dziesięć miesięcy temu. Klub wychodził na finansową prostą, ale w lecie trzeba było zbudować nowy budżet. Pojawiły się problemy, bo w EnergiiPro zmienił się zarząd, nie byliśmy pewni, czy uda się podpisać z nimi umowę. Zawarliśmy ją dopiero w listopadzie. Osobiście bałem się podpisywać kontrakty w ciemno, bez zabezpieczenia finansowego. Nie chciałem znów wpuścić klubu w długi. Dlatego w lecie odeszli Markiewicz, Szczurowski, Poskrobko i Chudik. Nie byliśmy w stanie przebić m.in. kontrofert finansowych Trefla Gdańsk.

Potem słyszałem głosy, że mieliśmy budżet przekraczający dwa miliony złotych. Kolejny mit. Dysponowaliśmy kwotą nieco większą niż 1,5 miliona złotych. Na lepszy skład po prostu nie było pieniędzy. Myśleliśmy nawet o sprzedaniu miejsca w lidze. Stawki chodziły wysokie… Ale jakbyśmy tak postąpili, to co byście pisali? Że ja z prezesem Fiedorowem boimy się. Nie poradzimy sobie itd. To co mieliśmy zrobić? Zaryzykowaliśmy i drużyna wystartowała w PLS.

Czy taki zespół był w stanie coś osiągnąć? Właściwie jeszcze przed startem sezonu skazany był na spadek.

Moim celem było utrzymać tę drużynę. Wyniki z pierwszej rundy były optymistyczne. W tym czasie wciąż biegaliśmy za pieniądzem. Myśleliśmy o wzmocnieniu, ale nie mogliśmy pozyskać sponsora. Nie mieliśmy żadnej rezerwy budżetowej.

Jakub Markiewicz twierdzi, że mogliście zaryzykować budowę mocniejszego składu, a wtedy na fali grudniowego wicemistrzostwa świata kadry Lozano we Wrocławiu koniunktura na siatkówkę nakręciłaby się sama.

To są kolejne mity. Kobiety dwa razy zdobyły mistrzostwo Europy, i co z tego? Pojawił się mocny sponsor strategiczny w sekcji kobiet? Nie. Więc nie ma sensu opowiadać, że na kanwie sukcesu reprezentacji znajdą się sponsorzy. Zresztą proszę popatrzeć, kto finansuje w Polsce najsilniejsze kluby siatkarskie. Spółki skarbu państwa: BOT w Bełchatowie, Jastrzębska Spółka Węglowa w Jastrzębiu. Z nimi nie mieliśmy szans się mierzyć. We Wrocławiu nie znalazłem firmy, która chciałaby wejść na rynek poprzez sport.

To może za słabo się staraliście, by pozyskać nowych sponsorów?

Ja miałem energię do chodzenia po firmach przez cztery lata, więc niech mi pan nie zarzuca, że siedziałem z założonymi rękami. Bo tak nie było.

To dlaczego w kwietniu odszedł Pan z klubu?

Bo pomimo tej energii nic mi nie wychodziło. Końcówka ligi był zła. Ja też trochę się wypaliłem, byłem podminowany. Przestałem już wierzyć w utrzymanie. Poza tym miałem swoje problemy zdrowotne. Teraz chciałbym podziękować trenerom Grabowskiemu i Jaroszowi, że się w to bawili, mimo tak słabego składu. Decyzja o zatrudnieniu tego drugiego podyktowana była chęcią wstrząśnięcia drużyną, to miała być terapia szokowa. Zresztą uważam, że pan Jarosz ma dużą wiedzę na temat siatkówki.

A nie odnosi Pan wrażenia, że w Gwardii potrzebni są nowi ludzie?

Dlatego odszedłem… Ten klub potrzebuje prezesa wywodzącego się z kadr sponsorskich. Wówczas taki człowiek będzie właściwie kontrolował wydatki i zarządzał Sportową Spółką Akcyjną. Teraz sponsor nie da pieniędzy, jeśli nie ma jasnego układu właścicielskiego. Musi być wiodący inwestor i konkretni akcjonariusze. Rada nadzorcza spółki powinna liczyć dziewięć, minimum pięć osób. Ci ludzie muszą reprezentować firmy, które chcą wspierać siatkówkę. To muszą być konkretni akcjonariusze.

Najpierw trzeba rozmawiać o pieniądzach, a potem o zawodnikach. Trzeba wiedzieć, na co możemy liczyć. Na dziesięć, pięć czy dwa miliony? A za te pieniądze, które mieliśmy w minionym sezonie, mogliśmy tylko spaść. Nic więcej.

Jaką widzi Pan przyszłość przed Gwardią?

Mimo wszystko jestem optymistą. Wierzę w takich ludzi, jak prezes Nowakowski i Eugeniusz Szumiejko z EnergiiPro, oni naprawdę są bardzo zaangażowani w los Gwardii. W najbliższym czasie we Wrocławiu odbędzie się narada środowiskowa, na którą przyjadą m.in. Ryszard Bosek i Tomasz Wójtowicz. Chcemy zbudować grupę nowych ludzi. Odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteśmy w stanie zmontować silną drużynę, która wróci w tym sezonie do PLS-u? Na pewno będę wspierał tych ludzi, ale już nie w roli prezesa.

A może wyjściem z sytuacji jest rozwiązanie zespołu siatkarek i mocne wejście finansowe w drużynę siatkarzy?

To niech pan to powie dziewczynom i ludziom, którzy chodzą na ich mecze.

Ale Pan na co by postawił?

Ja nie stanę już przed takim wyborem. Ale postawiłbym na mężczyzn.

Rozmawiał Jakub Michalak – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, Tauron Liga

Więcej artykułów z dnia :
2007-06-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved