Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > W drużynie był potencjał, który nie został wykorzystany

W drużynie był potencjał, który nie został wykorzystany

fot. archiwum

Ostatni sezon nie był udany dla UMKS-u Łańcut, mimo że u jego progu nastąpiła zmiana trenera, a do zespołu weszły nowe zawodniczki. To nie wystarczyło, by uchronić się przed spadkiem do II ligi. O minionym sezonie oraz przyczynach słabej postawy zespołu, mówi kapitan Monika Bartnicka.

Na początku sezonu 2006/2007 radziłyście sobie dosyć dobrze. Później wasza postawa była troszeczkę słabsza. Z czego wynikała nierówna forma łańcuckiego zespołu w tym sezonie?

 

Przede wszystkim, był to zupełnie nowy zespół, nowe osobowości. Musiałyśmy się nauczyć ze sobą grać. Ponoć, w drużynie był potencjał, tylko nie został on wykorzystany. W pierwszej rundzie miałyśmy do dyspozycji Klaudię Czubek, która pomagała nam w grze blokiem. Stąd chyba miałyśmy więcej wygranych meczów w pierwszej rundzie. Druga część sezonu przyniosła ze sobą więcej porażek. Jednak były także niespodziewane zwycięstwa. Myślę tu o zwycięstwie nad drużyną z Chorzowa oraz o dobrym meczu z Wisłą Karków. W końcówce grałyśmy bez Klaudii, co miało wpływ na naszą grę. Do tego dysponowałyśmy dosyć wąską kadrą, stąd niedyspozycja dnia którejś z nas i nie było dziewczyny, która mogłaby wejść z ławki i pociągnąć grę.



 

A młode zawodniczki, jak Paula Rauch, która radziła sobie dosyć dobrze w ostatnich meczach?

 

One nie miały ogrania, bo żadna z nich nie grała wcześniej nawet w drugiej lidze. Paula Rauch od tego sezonu debiutowała w pierwszej lidze i był to dla niej udany sezon. Do zespołu przyszła także Żaneta Baran, dla której, gra w UMKS-ie, to początek przygody z siatkówką. Angelika Bryjka, natomiast, przyszła z drużyny trzecioligowej. Wszystkie te dziewczyny są więc bardzo młode.

 

Na początku sezonu zaszły kolosalne zmiany, nowy trener, nowe zawodniczki…

 

To miały być wzmocnienia. Gdyby ktoś stanął z boku i popatrzył na dziewczyny, które do nas dołączyły, stwierdziłyby, że są to dziewczyny, które dobrze się prezentują, są zbudowane, wysokie i miały być wzmocnieniem. Ale, jak się później okazało, brakowało im ogrania. Gosia Plebanek przyszła dopiero się ogrywać. W Mielcu była ona zawodniczką rezerwową, tak jak Agnieszka Seta, która przyszła z Wisły Kraków. Klaudię Czubek pozyskaliśmy z AWF Warszawa i trzeba przyznać, że ona grała najrówniej. Wszystkie przyszłyśmy tak naprawdę się uczyć. Każda z nas miała swoje wady i gorsze dni. W ostatecznym rozrachunku sezon wyszedł, jak wyszedł. W stosunku do zeszłego, straciliśmy. Była wtedy z nami Benia Podolec, Kasia Walewander, które miały więcej doświadczenia w grze.

 

Zespół po trenerze Dudku przejął Roman Murza. Jak oceni Pani jego pracę z zespołem?

 

Wydaje mi się, że trener Dudek miał łatwiejsze zadanie do spełnienia, bo dysponował składem, który znał się od czterech lat. My wiedziałyśmy, jak mamy grać, znałyśmy się, wywalczyłyśmy razem pierwszą ligę. W tym sezonie pojawiły się nowe zawodniczki, przyszedł nowy trener, który nie znał środowiska, nie znał nas. My też nie wiedziałyśmy czego się spodziewać, więc była to mieszanka wybuchowa.

 

Czyli przyczyną waszej słabej postawy w tym sezonie był brak zgrania w zespole?

 

Tak. Brak zgrania to była przyczyna. Jednak w tamtym roku była w zespole Kaśka Walewander, która ciągnęła grę. W tym sezonie nie było takiej osoby, która wzięłaby ciężar gry na siebie. I tego właśnie nam brakowało.

 

W ostatnich meczach rundy zasadniczej pokazałyście, że potraficie wygrać w trzech setach z Sokołem Chorzów, ale także przegrać wygrany mecz z TPS-em Rumia. Jak wspomina Pani te ostatnie spotkania w I lidze?

 

Szczerze mówiąc, nie pamiętam przebiegu meczu z Rumią, wiec trudno mi go komentować. Mecz z Chorzowem faktycznie stał na bardzo dobrym poziomie. Wychodziło nam wszystko i udało nam się wygrać. Z końcówki sezonu pamiętam mecze decydujące o naszej przyszłości w I lidze z Policami. Do końca życia będę pamiętać niedzielne spotkanie, które miałyśmy wygrać, a przegrałyśmy. Prowadziłyśmy w czwartym secie 23:18 i nie potrafiłyśmy zdobyć dwóch punktów, które dałyby nam zwycięstwo. Natomiast drużyna Chemika zdobyła te potrzebne i w ten sposób nie uchroniłyśmy się przed spadkiem z I ligi.

 

Z Moniką Bartnicką rozmawiała Małgorzata Michno – Strefa Siatkówki

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2007-05-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved