Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Paweł Woicki: Mały chłopaczek, który został mistrzem świata

Paweł Woicki: Mały chłopaczek, który został mistrzem świata

Wśród rozgrywających wyróżnia go nie tylko nieszablonowa gra ale przede wszystkim wzrost. Na swoim koncie ma już tytuł mistrza świata juniorów i brąz MP z AZS-em Częstochowa. O minionym sezonie PLS oraz występach w kadrze opowiada Paweł Woicki.

– Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z siatkówką?

Paweł Woicki: Moja przygoda z siatkówką rozpoczęła się dość dawno temu, w Tomaszowie Mazowieckim. W czwartej klasie szkoły podstawowej trafiłem do klasy o profilu siatkarskim.



– Czy zawsze chciałeś zostać siatkarzem?

Nie. Nigdy nie byłem chłopakiem wyróżniającym się wzrostem. Mój pierwszy trener, Krzysztof Filipowicz, coś we mnie zauważył i postawił na mnie. Przez cały czas byłem „małym chłopaczkiem”, trenowałem, aż wreszcie mogłem przyjść do Częstochowy i tutaj zaczęło się profesjonalne granie w siatkówkę.

– Dlaczego zostałeś rozgrywającym? Zawodnicy na tej pozycji przeważnie są wyżsi.

Zawsze byłem malutki, a w czasach kiedy zaczynałem przygodę z siatkówką nie było pozycji libero, więc siłą rzeczy zostałem skazany na rozegranie. Później, w rozgrywkach juniorskich, byłem próbowany na libero. W perspektywie poważniejszego grania, nikt nie brał mnie na poważnie i jeśli chodzi o rozgrywki seniorskie, jakoś tak przypadkiem udało się przebić.

– Niemal przez cały sezon siedziałeś na ławce, jednak w pierwszej rundzie play-off miałeś możliwość pokazania się. Trzy mecze, dwa razy MVP spotkania, a zawodnicy Resovii przyznali, że przez to, że grałeś było im bardzo ciężko.

Bardzo miło coś takiego słyszeć. Na pewno wejście i zagranie po niemal całym sezonie na ławce rezerwowych zaspokoiło choć trochę głód siatkówki. Cieszę się bardzo, że mogłem zagrać w najważniejszym etapie rozgrywek. Fajnie, że wygraliśmy te mecze… i tyle, co tu więcej mówić?

– Jak sądzisz, dlaczego trener Brokking nie dał Ci więcej szans na grę?

Po prostu koncepcja trenera. Ja muszę trenować i tyle mogę powiedzieć.

Jesteś w zespole cztery sezony, ale tylko w jednym byłeś pierwszym rozgrywającym. Dla wielu marnujesz się na ławce…

No nie wiem. Taka była wizja trenerów, działaczy w naszym klubie i trzeba było się z nią pogodzić. To też uczy, przede wszystkim pokory. Myślę, że wyjdzie mi to na dobre, może nie sportowo, ale nauczy mnie czegoś i wyciągnę z tego wnioski na przyszłość

– W jakiej drużynie chciałbyś zagrać?

Nie mam takich marzeń, po prostu chciałbym czuć przyjemność z gry.

– Jak oceniasz pracę z trenerem Brokkingiem?

Bardzo ciężko pracowaliśmy, zwłaszcza przed sezonem. Trener prowadził bardzo ciekawe zajęcia. Nie udało nam się osiągnąć niczego wielkiego. Wszyscy zaufaliśmy trenerowi, ale niestety czegoś brakowało. Akurat winą obarczono trenera, został zwolniony…

– W ostatnich spotkaniach zespół prowadził trener Panas. Czy miało to jakiś wpływ na waszą postawę?

Trener Panas cieszy się ogromnym szacunkiem w drużynie. Wielu z nas miało z nim okazję grać na boisku, ale zawsze pamiętamy go jako bardzo mądrego i rozsądnego faceta. To, że obejmie schedę po trenerze Brokkingu było dla nas oczywiste. Z pewnością staraliśmy się grać także dla niego, nie tylko dla siebie, dla kibiców. Niestety nie udało nam się niczego ugrać, ale z pewnością zagraliśmy walecznie.

– Zakończony sezon był Twoim czwartym w drużynie AZS. Jak oceniasz zmiany, które zaszły w tym czasie w tym zespole?

Myślę, że w takie oceny mogą się pobawić dziennikarze, trenerzy, działacze, kibice. Zawodnicy są od tego, żeby grać.

– Jaki jest, według Ciebie, poziom naszej ligi?

Na pewno wysoki. W tej chwili większość wicemistrzów świata gra w naszej lidze, to samo mówi za siebie i świadczy o poziomie ligi. W przyszłym sezonie pewnie się to zmieni bo większość chłopaków wyjedzie za granice, czego trzeba im życzyć.

– Kto znalazłby się w Twojej szóstce sezonu.

Na rozegraniu na pewno Paweł Zagumny, po przekątnej dałbym Grzegorza Szymańskiego, na środku zostawiłbym środkowych z Jastrzębia, Kadziewicza i Plińskiego, a na przyjęciu… Dawid Murek i Marcin Wika.

– Masz na swoim koncie występ w kadrze seniorów. Jak go wspominasz? Od razu zostałeś wrzucony na głęboką wodę…

No tak, moja przygoda z reprezentacją była bardzo ciekawa. Cieszę się, że kiedykolwiek udało mi się zagrać, bo wszedłem na boisko na Mistrzostwach Europy. Było to niesamowite przeżycie. Mam nadzieje, że to nie ostatni raz, bo bardzo chciałbym jeszcze zagrać… no ale zobaczymy.

– Ale to nie był Twój pierwszy występ w barwach narodowych. Wcześniej grałeś w kadrze juniorów na m.in. Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata. Jak wspominasz te imprezy?

Super, w szczególności Mistrzostwa Świata, gdzie jechaliśmy jako średnia drużyna, a udało nam się wygrać Mistrzostwo Świata. Z meczu na mecz budowaliśmy się i w końcu udało nam się zdobyć tytuł. Wielu zawodników z tej drużyny gra teraz w pierwszej reprezentacji, jak na przykład Mariusz Wlazły czy Michał Winiarski.

– Jak oceniasz pracę trenera Lozano? Ciężko było?

Na pewno z każdym trenerem jest na początku ciężko. Trener Lozano jest bardzo wymagający, ale taki musi być. Chłopaki zdobyli wicemistrzostwo świata i pokazali, że pomimo iż jest ciężko można się dogadać i dobrze współpracować. Najważniejsze w tym wszystkim jest wzajemne zaufanie. Oni zaufali i wszystko gra jak trzeba.

– Nie byłeś jednak w kadrze zbyt długo. Wiele mówiło się o Twoim konflikcie z trenerem.

To tylko plotki, nie było żadnego konfliktu. Trener postanowił przesunąć mnie do drugiej reprezentacji. To była decyzja trenera. Dobrze to na mnie wpłynęło, bo przeszedłem do kadry B, gdzie ciężko trenowaliśmy. Później pojechałem na Uniwersjadę, a potem, przypadkiem bo przypadkiem, udało mi się załapać na Mistrzostwa Europy. Naprawdę duże przeżycie.

– Sezon ligowy się zakończył wiec teraz wakacje?

Wakacje… teraz czekają mnie zgrupowania kadry B. Nie mogę się tego doczekać. Nareszcie potrenuje, pogram i mam nadzieję, że trochę odżyje. Trenowanie z naprawdę dobrymi chłopakami, pod okiem dobrych szkoleniowców na pewno dużo daje, także czekam na to z utęsknieniem.

– Jaki mecz w dotychczasowej karierze najbardziej zapadł Ci w pamięć?

Chyba mecz półfinałowy na Mistrzostwach Świata, w którym udało nam się wygrać z Bułgarami, podobnie jak chłopakom w półfinale Mistrzostwach Świata w Japonii. Ciężko było. Ten mecz z pewnością będę długo pamiętał.

– Jaki jesteś prywatnie?

O to lepiej zapytać moją narzeczoną, ona najprędzej będzie znała odpowiedź i pewnie długo mogłaby się na ten temat wypowiadać

– Czy masz swój siatkarski autorytet?

Daleko szukać nie trzeba. Paweł Zagumny na naszym „podwórku”, najlepszy rozgrywający na świecie i ciężko byłoby kogoś innego wskazać.

– Jak spędzasz czas wolny?

Czas wolny najbardziej lubię spędzać w domu. To moje ulubione zajęcie. Nie mam zbyt dużo czasu, ale staram się go spędzać właśnie tam.

– Studiujesz?

Tak. Jestem na czwartym roku zarządzania na Politechnice Częstochowskiej. To bardzo fajny kierunek. Nie mam problemów z nauką. Pomimo, iż gram zawodowo, studia są dla mnie bardzo ważne.

– Jak udaje ci się pogodzić studia i grę?

Bardzo pomagają mi wykładowcy. Ogólnie cała uczelnia jest bardzo przyjaźnie nastawiona do sportowców i nie utrudniają, a raczej pomagają.

– Na zakończenie, czego możemy Ci życzyć?

Przede wszystkim zdrowia i skończenia studiów.

Tego więc Ci życzymy. Dziękujemy za rozmowę.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-05-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved