Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Siatkarskie piekło trenera Romana Palacza

Siatkarskie piekło trenera Romana Palacza

Trenerowi Romanowi Palaczowi nie udało się wprowadzić AZS PWSZ Nysa do PLS-u. Dziś jego przyszłość jest taka jak nyskiej siatkówki - czyli mocno niepewna. - Na razie musimy dokończy ten sezon z honorem - mówi nyski szkoleniowiec.

Michał Karbowiak: Czyja to wina, że AZS PWSZ odpadł z walki o Polską Ligę Siatkówki?

Roman Palacz: Jako trener biorę odpowiedzialność za tegoroczny wynik na siebie i chcę przeprosić kibiców, że nie udało nam się awansować. Dla mnie jako człowieka ambitnego to największa porażka w karierze. Z drugiej strony wiem, że dałem z siebie wszystko. To zawodnicy powinni zapytać siebie, czy oni też. Wszak sport to działalność zespołowa.



Jaki był Pana największy błąd?

Jeżeli chodzi o sferę sportową, to mogąc to zrobić jeszcze raz, poprowadziłbym zespół idealnie tak samo. Z zawodnikami rozmawiałbym jednak inaczej. Próbowałem motywować, używać górnolotnych słów. A trzeba było z nimi rozmawiać poprzez pieniądze, do niektórych trafia tylko ten argument – jak przegrają mecz albo się nie przykładają, to powinna być kara.

Czy ten zespół został źle zbudowany?

Zawsze jak coś tworzy się od nowa, można się pomylić. I teraz można powiedzieć, że w paru przypadkach pomyliliśmy się. Zabrakło nam spójności, tworzenia jedności na boisku i poza nim. Dodatkowo niektórzy zawodnicy po zwycięstwie z Sosnowcem za szybko uwierzyli, że reszta wygra się sama i tylko z Płomieniem trzeba będzie rywalizować o awans. Zabrakło im determinacji, czasami niektóre rzeczy robili tylko na pokaz. Niektórzy nie trenowali jak powinni, wydawało im się, że zmobilizują się podczas meczu i wszystko będzie dobrze. A tak nie było. Moja dewiza brzmi: „Jak trenujesz, tak grasz”. Pretensji o pracę na zajęciach nie miałem nigdy do Marcina Krysia, Pawła Szabelskiego i Adama Kuriana.

Dlatego w decydujących meczach z Piłą momentami kompromitowaliście się?

To, co się tam stało, jest irracjonalne. Testy medyczne, które robiłem, pokazywały, że drużyna jest dobrze przygotowana. A my robiliśmy niewytłumaczalne, masakryczne błędy. Miałem doświadczonych zawodników, a daliśmy się ograć jak dzieci.

Chyba sporo Pan zapłacił za realizację marzeń o prowadzeniu seniorskiego zespołu w Nysie?

Cena była bardzo wysoka. Momentami miałem tego wszystkiego dość. Ten rok bardzo wiele mnie kosztował. Cóż, czasami tak jest, że kilka piłek decyduje, czy jesteś w siatkarskim niebie czy piekle. Ja aktualnie jestem w siatkarskim piekle.

Odejdzie Pan po zakończeniu sezonu?

Nie wiem. Od siatkówki się nie odwrócę, bo poświęciłem jej całe dorosłe życie. Co do drużyny seniorów, wszystko zależy od profesora Ryszarda Knosali i działaczy. Jeżeli ktoś będzie chciał mi powierzyć jeszcze raz zespół, to być może się tego podejmę. Na razie musimy dokończy ten sezon z honorem.

Tym bardziej że w przyszłym może już nie być siatkówki w Nysie.

– Trudno mi to sobie wyobrazić. Mam nadzieję, że tak się nie stanie, znajdą się ludzie, którym dobro klubu leży na sercu, i siatkówka w Nysie przetrwa. Na dziś nie stać nas raczej na serię A, ale stać nas na to, żeby oprzeć zespół na młodzieży, stworzyć perspektywiczną ekipę i za 3-4 lata powalczyć o powrót do siatkarskiej elity.

Rozmawial Michał Karbowiak – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2007-05-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved