Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Andrzej Stanulewicz – trener do zadań specjalnych

Andrzej Stanulewicz – trener do zadań specjalnych

Przed rokiem utrzymał w lidze GTPS Gorzów zupełnie bez pieniędzy. Teraz wywalczył z Orłem Międzyrzecz awans do I ligi i chce nadal pracować z tą drużyną. - Jak się powiedziało "a", to trzeba powiedzieć "b" - mówi Stanulewicz.

We wrzesień 2005 roku Andrzej Stanulewicz, trener, który w gorzowskim klubie do tej pory zajmował się tylko drużynami młodzieżowymi, miał po raz pierwszy poprowadzić ekipę seniorską. Jak sam mówił, siatkówka młodzieżowa i seniorska to dwie różne książki.

Ciężko było mu się przestawić. Został wtedy wypuszczony na szerokie wody, bez żadnej merytorycznej pomocy ze strony doświadczonych szkoleniowców. Musiał uczyć się na popełnianych błędach i bardzo szybko wyciągać odpowiednie wnioski. Poradził sobie jednak z tym doskonale.



Zmobilizował GTPS w biedzie

Nie miał przy tym łatwo. To był dla gorzowskiej siatkówki sezon wyjątkowy, jeden z najcięższych w historii. Zespół GTPS targany problemami finansowymi i kadrowymi zdołał jednak utrzymać się na zapleczu ekstraklasy. To właśnie dzięki Stanulewiczowi zawodnicy zdecydowali się zostać przy drużynie w tym ciężkim okresie i oddali swoje serca na parkiecie, praktycznie za darmo. Trener mimo niewesołej sytuacji potrafił zmobilizować ich do heroicznej walki i razem z nimi stawił czoła wciąż pojawiającym się nowym problemom. Nie było pieniędzy na nic, a mimo to siatkówka w Gorzowie nie upadła. – Miałem ogromną satysfakcję, że przetrzymaliśmy te trudne chwile. Ale musieliśmy się zamknąć w swoim świecie, nie patrzeć na problemy, tak nastawiłem chłopaków. Inaczej na pewno byśmy tego nie przetrwali – mówił szkoleniowiec gorzowian.

Przed kolejnym sezonem działacze GTPS wysnuli jednak ambitny plan, znaleźli się sponsorzy i zrezygnowano ze Stanulewicza, który znów w gorzowskim klubie miał zajmować się młodzieżowcami. Z tego również niewiele wyszło, trener-ratownik został w końcu bez pracy.

Wyciągnął Orła z dna

Długo nie musiał jednak czekać na propozycje. Tak się złożyło, że fatalny początek sezonu w II lidze miał MOW Orzeł Międzyrzecz. Po czterech meczach ekipa prowadzona przez Jerzego Zwierkę wyraźnie dołowała, zajmowała ostatnie miejsce w lidze. I wtedy sięgnięto w Międzyrzeczu po Stanulewicza. W debiucie poległ ze słabym Sulechowem, ale to były złe miłego początki. Nowy trener miał tylko uratować zespół przed degradacją do III ligi, a dokonał cudu i wywalczył awans do I ligi! – Najpierw zacząłem budować atmosferę w zespole. To było najważniejsze, bo na dnie był nie tylko zespół, ale przede wszystkim każdy zawodnik z osobna był w dużym dołku – wspominał Stanulewicz.

MOW Orzeł to młody zespół, co jeszcze zwiększa wartość sukcesu. Najbardziej doświadczony Wojciech Wesołowski ma 34 lata, Marcin Karbowiak 26, a pozostali najwyżej 21 lat. – Grałem zawodnikami, którzy dopiero skończyli wiek juniora. To bardzo młoda ekipa, ale trzeba przyznać, że dobrze wyselekcjonowana. Wielu z nich trafiło do nas z juniorskiej ekipy Delic-Polu Częstochowa, dobra jest ta częstochowska szkoła siatkówki – cieszy się trener Orła.

Dotarł na szczyt II ligi

Z 10. miejsca gorzowianin wyciągnął swój zespół na czwartą lokatę przed play-off. Orzeł II-ligowy byt miał już zapewniony, ale Stanulewicz wiedział, że może pójść za ciosem. – W Międzyrzeczu trafiłem na grupę wyjątkowych ludzi – mówi. – Szybko się dogadaliśmy, bo to bardzo pracowici zawodnicy, których cechowała przy tym naprawdę duża doza powagi. Rzadko spotyka się taki kolektyw. Pracować z nimi to była przyjemność. Mieli świadomość ciężkiej pracy i celu, jaki sobie postawiliśmy. Mieliśmy się tylko utrzymać, ale przecież później nie mieliśmy już nic do stracenia.

W decydującej fazie ekipa z Międzyrzecza pokonała Zieloną Górę i Sulęcin, mimo że w sezonie zasadniczym przegrała z tymi drużynami wszystkie mecze. – Wiedziałem, że gra w play-off to może być zupełnie inna para kaloszy. I tak się stało. Odnieśliśmy ogromny sukces, nikt na nas nie stawiał, wszyscy mieli nas w play-off rozgromić, a my trzymaliśmy się mocno.

W finale Orzeł rywalizował z ekipą MKS MOS Będzin. Tutaj też było pod górkę. Drużyna Stanulewicza przegrała dwa pierwsze mecze na wyjeździe i na parkiecie musiała z nożem na gardle ratować serię. – Tu wyszła właśnie dojrzałość tych chłopaków – opowiadał trener. – Są młodzi, ale w głowach mają poukładane. Wygraliśmy dwa mecze z ogromnym ładunkiem presji i emocji. W ostatniej grze w Będzinie wszystko mogło się zdarzyć. Lepszego finiszu tego zwariowanego sezonu wymarzyć sobie jednak nie mogliśmy. Awansowaliśmy do pierwszej ligi po tie-breaku w ostatnim piątym meczu – mówił łamiącym się głosem Stanulewicz.

Chce tam zostać

Po takim sukcesie obsada trenerska w Orle pozostanie pewnie bez żadnych zmian. Sam Stanulewicz bardzo chciałby poprowadzić zespół z Międzyrzecza na parkietach I ligi. – Jak się powiedziało „a”, to trzeba powiedzieć „b”, taką mam zasadę – zaznacza Stanulewicz. – Wiem, jakim iść tropem, jak kontynuować pracę z chłopakami. Bardzo się z nimi zżyłem. Tu jest charakter, tu chcę zostać – zakończył ratownik Orła.

Autor tekstu: Kamil Siałkowski

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2007-05-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved