Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Konrad Piechocki: Praca w Skrze to moja pasja

Konrad Piechocki: Praca w Skrze to moja pasja

W 2006 roku, w plebiscycie Strefy Siatkówki, Konrad Piechocki został wybrany Siatkarskim Działaczem Roku. Podczas finałowego weekendu w Jastrzębiu opowiedział nam o swojej pracy, którą wykonuje z całkowitym oddaniem, a także o planach transferowych klubu.

– Jak rozpoczęła się Pańska przygoda ze Skrą Bełchatów?

Konrad Piechocki: Przyjechałem do Bełchatowa w 1990 roku. Jestem absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego w Szczecinie. Rozpocząłem pracę w szkole, ale praktycznie po roku już zacząłem pracować w klubie, gdzie prowadziłem grupy młodzieżowe. W międzyczasie zrobiłem studia podyplomowe na kierunku menedżer sportu. Klub po pierwszym awansie do ligi ogłosił konkurs na menedżera. Wystartowałem w nim, napisałem pracę i wygrałem konkurs. W momencie utworzenia Sportowej Spółki Akcyjnej i wydzielenia grup seniorów wszedłem w skład zarządu jako wiceprezes klubu.



– A co Pana motywuje, żeby ciągle być przy Skrze?

K.P: – To co podkreślam cały czas, czyli nowe wyzwania, które można sobie stawiać. Oba tytuły mistrzowskie, które zdobyliśmy smakowały inaczej. Chęć wygrywania jest w nas wszystkich, bo każdy sezon jest inny. Zawsze trudniej jest coś obronić niż zdobyć. Liga z roku na rok jest coraz mocniejsza, dlatego zdobywanie tytułów też staje się trudniejsze. Naszą ambicją jest także pokazanie się z jak najlepszej strony w Europie. Zasmakowaliśmy tego grania przez dwa sezony, ale przy tym trzeba być realistą. Nie oznacza to jednak, że zadowalamy się wszystkim co zdobywamy. Final Four jest naszym marzeniem.

– Skoro już jesteśmy przy Lidze Mistrzów, to jak Pan podsumuje tegoroczny występ Skry w tych rozgrywkach?

K.P: – Po pierwszym naszym sezonie, kiedy odnieśliśmy sukces, zajmując miejsce w przedziale 5.-8., kibice naturalnie chcieli awansu do Final Four. To było jednak trudne, bo trzeba brać pod uwagę także specyfikę sezonu, zmęczenie kadrowiczów, zawężony terminarz. Zabrakło też sportowego szczęścia. Było trochę problemów, szczególnie związanych ze zmęczeniem zawodników, chociaż nie nazwałbym tego kryzysem. W moim odczuciu zagraliśmy porównywalnie jak sezon wcześniej. Mallorca była niezwykle wyrównanym i silnym zespołem, z takimi osobowościami jak Stefan Antiga. Nie było wstydem, w moim przekonaniu, odpaść w tej fazie rozgrywek. Także całość oceniam powiedzmy na czwórkę. Dużo pochwał zebraliśmy w Europie, w Polsce nieco gorzej to odebrano.

– Czy Pańskie życie podporządkowane jest Skrze?

K.P: – To jest moja pasja. Niewątpliwie jest tak, że jak się chce coś osiągnąć, trzeba się temu naprawdę oddać. Dla mnie jest to coś więcej niż tylko praca. Oczywiście prywatność na tym cierpi, bo klub jest mocno rozbudowany. Zadań organizacyjnych w trakcie sezonu przy samym pierwszym zespole jest bardzo dużo. A przecież oprócz tego są jest dwa seniorskie zespoły. Również współpracuję przy koordynowaniu grup młodzieżowych. Jest co robić i na nudę na nie mam czasu.

Jak widać pracy ma Pan mnóstwo. Czy w związku z tym ma Pan jeszcze czas na hobby?

K.P: – W trakcie sezonu niestety bardzo trudno jest znaleźć wolny czas. Liczne zadania i kontakty z ludźmi sprawiają, że jak już znajdę chwilę, to wolę się wyciszyć i spędzić czas w wąskim gronie rodzinnym.

– Sukcesy Skry spływają także na Pana. Praktycznie wśród działaczy jest Pan najbardziej rozpoznawalny. Odczuwa Pan tą popularność jakoś szczególnie?

K.P: – Wynika to z tego, że praktycznie jestem w klubie jedynym człowiekiem na etacie, bo inni pracują w Elektrowni. To, że jestem rozpoznawalny wynika też z obowiązków, które na mnie spoczywają. Do mnie trafia najwięcej osób, gdyż jestem najbliżej drużyny. Kiedy zostałem wybrany Siatkarskim Działaczem Roku ktoś to tak ładnie nazwał, że jestem „ustami Skry”. Tak to już jest, że jak klub odnosi sukcesy, to moja osoba też w tym uczestniczy. Coraz więcej osób rozpoznaje mnie na ulicy.

– A jak wygląda taki typowy dzień pracy w klubie?

K.P: – Szczerze mówiąc każdy dzień jest inny. Na tym też polega satysfakcja z tej pracy, że nie ma monotonii. Mam kontakt z wieloma ludźmi i praktycznie każdy dzień niesie coś innego. Wbrew pozorom najwięcej pracy mam do wykonania w okresie przed organizacją sezonu, kiedy trzeba doprecyzować przygotowania, uściślić obozy. Stresujący jest gorący okres transferowy. W okresie sezonu, kiedy gramy w Polsce i na parkietach europejskich, tej pracy jest bardzo dużo. Dlatego właśnie ciężko jest opisać taki jeden dzień z życia klubu. Zaczynam go od 8, planując wcześniej wszystkie zadania. Zazwyczaj muszę to robić z wyprzedzeniem i z reguły staram się go przygotować od razu na cały tydzień. Pewna sztampa jest w okresie kiedy gramy w PLS, ale kiedy dochodzi do tego Liga Mistrzów to opisanie dnia godzinowo jest bardzo trudne.

– Często przy okazji turniejów siatkarskich Pan również gra towarzysko. To tylko obecna forma rozrywki czy pozostałości z wcześniejszych lat?

K.P: – Grałem wyczynowo w piłkę nożną w Pogoni Szczecin. Na pewno mnie ciągnie do sportu. To dobry sposób, aby odreagować i odstresować się. Mnie ruch bardzo pomaga. Bardzo często właśnie widać działaczy Skry Bełchatów, którzy lubią się poruszać i pograć. Narzuciliśmy sobie nawet w tym sezonie, że w każdy poniedziałek po treningu drużyny seniorów, wchodzimy na parkiet i gramy.

Niedługo rozpocznie się okres transferowy. Czym się klub kieruje wybierając potencjalnych zawodników?

K.P: – Najistotniejszą rzeczą jest poziom sportowy zawodnika, bo od kilku lat gramy o najwyższe cele. Również bardzo ważny jest dobór mentalny, by zawodnicy tworzyli zgraną grupę nie tylko na boisku, ale i poza nim. Myślę, że nam od paru lat udaje się stworzyć drużynę, która jest ze sobą bardzo mocno związana, zintegrowana. A trzeci argument to oczywiście pieniądze.

– A jaki wpływ ma Pan na transfery?

K.P: – To jest praca w kolektywie, wszystko musi polegać na partnerskich relacjach ze sztabem szkoleniowym. Jesteśmy otwarci na wzajemną wymianę zdań. Zawsze budowałem to na relacjach partnerskich, czy to z trenerem Mazurem czy obecnie z trenerami Castellanim i Nawrockim. Rozmawiamy, wymieniamy poglądy i po takiej burzy mózgów ustalamy dwa, trzy warianty.

– Czy klub ma już jakieś plany transferowe?

K.P: – Na tą chwilę jesteśmy w trakcie poszukiwań zawodnika na skrzydło, gdyż praktycznie przesądzone jest odejście Dana Lewisa. Jesteśmy z niego bardzo zadowoleni, ale rozbudowany system przygotowań reprezentacji Kanady do preeliminacji olimpijskich powoduje, że zawodnik mógłby się w Europie pojawić dopiero w styczniu. Przekreśla to podjęcie rozmów. Z pozostałymi zawodnikami będziemy rozmawiać. Obaj rozgrywający mają ważne kontrakty. Jeśli chodzi o środek to kończy się umowa Wnukowi i Ivanovowi. Podobnie jest z Janne Heikkinenem, ale podjęliśmy już z nim rozmowy i w zasadzie wszystkie sprawy zostały już domówione. Można powiedzieć, że Janne pozostanie w Bełchatowie. Z pozostałych zawodników Piotrek Gruszka ma ważny kontrakt. Umowa kończy się Krzyśkowi Stelmachowi, Michałowi Chadale, Robertowi Milczarkowi i Krzyśkowi Ignaczakowi. Wiadomo najwięcej emocji budzi sprawa Mariusza Wlazłego, z którym jesteśmy po kilku rozmowach. Myślę, że sprawa jego pozostania w Bełchatowie rozstrzygnie się w ciągu mniej więcej tygodnia. Na ten moment nie przesądziliśmy jednoznacznie, którzy z zawodników pozostaną w Bełchatowie. Na pewno ze wszystkimi usiądziemy do rozmów. Sprawą otwartą jest również możliwość zakończenia kariery przez Krzyśka Stelmacha.

– Ile jest prawdy w tej historii na temat Pańskiego sms-a do zawodników po pierwszej porażce w finale?

K.P: – Po tym pierwszym meczu tak trochę dla przekory napisałem do chłopaków, nie żebym chciał zdyskredytować sms-a, którego wysłał pan Totolo. To był sms potwierdzający to co zawsze mówię, że wygrywamy i przygrywamy grupą. Miał on podtrzymać wszystkich na duchu. „Chłopaki teraz to my jesteśmy w piekle. Tylko od nas zależy czy z niego wyjdziemy”. Tak się zaczynał.

W pierwszym meczu w Jastrzębiu na hali było niezwykle gorąco. Bardziej z emocji czy z braku klimatyzacji?

K.P: – No niestety było bardzo gorąco. Ja rozmawiałem o warunkach z działaczami z Jastrzębia, oni wiedzą, że pewnych spraw nie mogą przeskoczyć. Przede wszystkim to jest duży dyskomfort dla zawodników, bo piłka jest mokra i śliska i nierzadko są problemy z przyjęciem. Chociaż emocje też podniosły wszystkim temperaturę.

*Rozmawiały Bianka Żak i Danuta Rękawica – Strefa Siatkówki

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-05-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved