Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Maciej Dobrowolski: Jestem z siebie zadowolony

Maciej Dobrowolski: Jestem z siebie zadowolony

Zdobył mistrzostwo oraz wicemistrzostwo Austrii, mistrzostwo Polski i dwukrotnie puchar Polski ze Skrą Bełchatów. Specjalnie dla Strefy Siatkówki, Maciej Dobrowolski mówi o swoich siatkarskich początkach, karierze i... zainteresowaniu giełdą.

Danka Rękawica: Nie od razu chciałeś grać w siatkówkę, więc jak to się stało, że to ją wybrałeś?

Maciej Dobrowolski: No rzeczywiście nie od razu. Mój tata, jak i brat grali w koszykówkę i bardziej w tamtym kierunku byłem skłonny pójść. W Olsztynie wtedy jednak tylko siatkówka była na wysokim poziomie. W tym czasie olsztynianie zdobyli mistrzostwo i myślę, że te sukcesy pociągnęły mnie w stronę siatkówki.



A nie myślałeś jeszcze o jakimś innym sporcie, np. piłce nożnej?

Do piłki nożnej każdego tak naprawdę ciągnie. Jednak wtedy nie miałem w tej dyscyplinie żadnych możliwości rozwoju, bo zarówno piłka nożna jak i koszykówka w Olsztynie plasowały się na poziomie trzeciej ligi. Jeśli chciało się osiągnąć jakiś sukces i dojść do czegoś, trzeba było trenować w takiej dyscyplinie, która dawała taką szansę.

Zaczynałeś w Olsztynie i praktycznie ¾ swojej kariery tam spędziłeś. Z perspektywy czasu nie wydaje Ci się, że to było trochę za długo?

Z perspektywy czasu na pewno za długo. Będąc w tym zespole przeszedłem od drugiej ligi po pierwszą. Walczyłem o awans do tej najwyższej. Później pojawił się sponsor, z nim większe pieniądze a co się z tym wiąże większe wymagania wobec zespołu. Wtedy trzeba było poszukać sobie innego klubu.

Nie myślałeś wcześniej o zmianie klubu?

Myślałem o tym. Tak naprawdę przez trzy lata odchodziłem z Olsztyna. Miałem propozycje m.in. z Bełchatowa, z Jastrzębia. Trochę tych ofert było. W Olsztynie trzymały mnie studia, co także miało wpływ. Ja i moja żona studiowaliśmy, mieszkaliśmy razem w Olszynie i nie za bardzo chcieliśmy się przenosić przed zakończeniem studiów.

Po tak długim czasie spędzonym w jednym miejscu trafiłeś od razu do zagranicznego klubu. Nowy kraj, obyczaje, ludzie musiało być chyba ciężko…

Kiedy złożyłem już podpis pod kontraktem z zespołem wiedeńskim, miałem chwilę zastanowienia, czy warto podejmować takie ryzyko i wyjeżdżać. Jednak perspektywa gry w Lidze Mistrzów była dla mnie czymś zupełnie nowym, gdyż z Olsztynem przez cztery lata z rzędu walczyliśmy o piąte miejsce w lidze. Tam natomiast była walka o mistrzostwo Austrii i w europejskich pucharach. Także, jeśli miałem już wyjeżdżać to gdzieś, gdzie mam możliwość rozwoju i gdy wiem, że taki wyjazd ma sens. Teraz wiem, że był to dobry wybór.

Jak wspominasz te dwa sezony spędzone w Wiedniu?

Najmilej wspominam pierwszy sezon, kiedy to zdobyliśmy mistrzostwo Austrii. Wtedy grałem m.in. z Janne Heikkinenem i mieliśmy naprawdę dobry i zgrany zespół. Drugi sezon też był niezły, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie w drużynie, ale nie było już to samo, co w pierwszym. W zespole była bardzo duża mieszanka zawodników – Chorwaci, Serbowie, Fin, Polak, Czech Austriacy, więc dużo było nowych kontaktów, nowych znajomości. Nie wywalczyliśmy wtedy mistrzostwa Austrii. Przegraliśmy je podobnie jak we wcześniejszym sezonie wywalczyliśmy – w czterech spotkaniach – z zespołem, z którym przez cały sezon nie mogliśmy wygrać.

Jaka jest liga austriacka?

W lidze austriackiej są tylko dwa zespoły Hypo Tirol Innsbruck i Aon hotVolleys Wiedeń, które grają na poziomie zespołów polskich. Z zespołem z Wiednia toczyliśmy nawet ostatnio boje w Lidze Mistrzów, więc na pewno nie jest to zespół słaby. Gdy rozgrywaliśmy mecze w lidze praktycznie poza tym meczem z Innsbruckiem reszta to były bardzo łatwe spotkania. Przez to byliśmy skupieni tylko i wyłącznie na Lidze Mistrzów. Teraz się tam trochę chyba zmieniło. Innsbruck i Wiedeń grają w lidze środkowoeuropejskiej i tych cięższych spotkań mają trochę więcej.

Masz kontakt z kolegami z byłego klubu?

Do dzisiaj kontakt mam z Martinem Kopem, który ze mną grał, a później jak odszedłem został trenerem oraz z Darko Antunovicem, z którym byliśmy bardzo blisko. Podczas mojego pobytu mieszkaliśmy prawie drzwi w drzwi i się zaprzyjaźniliśmy. Z racji tego, że Janne [Heikkinen – przyp. Red.] wrócił do Polski utrzymujemy kontakt. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawia i przebywa, więc myślę, że będziemy utrzymywać ten kontakt przez najbliższe kilka lat.

Czemu wróciłeś do Polski?

Pierwszy powód był taki, że zmarł mój tata i stwierdziłem, że było by dobrze wrócić do Polski, ponieważ mój brat mieszka w Finlandii na stałe. Chcieliśmy także być bliżej Olsztyna. Dwa lata zagranicą to fajny okres, choć wszyscy mówią, że jest tak kolorowo zagranicą to jednak brakuje tam polskości, wszystkich rzeczy związanych z pobytem u siebie w kraju. Poza tym dostałem dobrą ofertę z Bełchatowa.

Miałeś jakieś inne oferty?

Rozmawiałem z Olsztynem, z Bełchatowem. Oferta Skry była konkretna. Doszliśmy do porozumienia z prezesem Piechockim i myślę, że po tych dwóch latach tutaj spędzonych jestem zadowolony, że wróciłem i uważam, że klub także nie może narzekać.

Które mistrzostwo – to w Austrii z hotVolleys, czy to w Polsce ze Skrą ma dla Ciebie większe znaczenie?

Każde mistrzostwo smakuje inaczej. Wiadomo, że będąc w Austrii zdobyłem swoje pierwsze mistrzostwo, pierwszy medal i z pewnością jest to niepowtarzalna chwila. Później do tego dołożyłem jeszcze srebro. Natomiast mistrzostwo zdobyte u siebie w kraju ma zupełnie inny wymiar.

Na początku sezonu w Bełchatowie nie mieliście czasu się nudzić…

Na pewno było ciężko i mecze z tamtego czasu mają przełożenie na spotkania w późniejszym okresie. Wiadomo, że wszystko się nakłada, czasu na odpoczynek nie ma. Można powiedzieć, że w pewnym momencie graliśmy jak wariaci, bo jeśli dobrze policzyć to zagraliśmy ponad pięćdziesiąt spotkań w odstępie czteromiesięcznym, więc wychodzi tych meczów naprawdę bardzo dużo. Dodatkowo większość z nich nie kończyła się tylko w trzech setach, były także ciężkie pojedynki cztero- i pięciosetowe. Liga polska przeplatana była cały czas Ligą Mistrzów. Dochodzą do tego mecze pucharu Polski, które rozgrywaliśmy także bez kadrowiczów. Wysiłek był ogromny, ale to, że mamy trzynastu zawodników na pewno się przydało.

Jesteś zadowolony z Waszego występu w Lidze Mistrzów?

Na pewno jakiś niedosyt pozostał. Liczyliśmy po cichu na więcej, bo była szansa awansu do Final Four. To, że odpadliśmy w pierwszej czy w drugiej rundzie nie ma tak naprawdę większego znaczenia, bo tego upragnionego celu nie osiągnęliśmy. Cieszy jednak, że wyszliśmy z grupy, że polski zespół kolejny rok z rzędu nie kończy rywalizacji na rozgrywkach grupowych i można powiedzieć, że jest w tej średniej klasie europejskiej. Natomiast brakowało tego jednego kroku, który trzeba było dołożyć by w tej czwórce się znaleźć. Przykładem może być tu zespół z Friedrichshafen.

Wielu się śmieje, że w siatkówkę grają wszyscy a wygrywa zawsze Skra. Jak Wy to robicie, że w ciągu całego sezonu przegraliście w Polsce [nie licząc przegranej w pierwszym meczu finałowym] jeden mecz?

Po pierwsze duże znaczenie ma to, że nie gramy tylko siedmioma zawodnikami. Druga sprawa jest taka, że jesteśmy odpowiednio przygotowani przez trenerów. Dodatkowym plusem jest atmosfera, jaka jest w Bełchatowie. Pozwala ona spokojnie trenować, spokojnie grać i nie martwić się o wszystkie inne sprawy pozaboiskowe. Poza tym jesteśmy grupą ludzi, która wyznaczyła sobie jakiś cel i do niego dąży.

Ten sezon, jeśli chodzi o Twoją grę jest bardzo udany. Ty osobiście zadowolony jesteś ze swojej postawy?

Jeszcze nie wiem jak się skończy sezon, ale jestem bardzo zadowolony. Zdrowotnie wytrzymałem cały sezon. Nie miałem żadnych większych problemów, poza skręceniem kostki, które może w siatkówce dopaść każdego. Myślę, że sam wynik mówi za siebie. Taka ilość wygranych kolejno spotkań, zdobycie pucharu Polski, niezły występ w Europie świadczy o tym, że mogę prowadzić ten zespół wysoko postawionych celów.

W Polsce jesteś jednym z czołowych rozgrywających. Pewnie chciałbyś by to doceniono i dano szansę gry w reprezentacji?

Z pewnością przewija się gdzieś w głowie myśl o reprezentacji, choć z roku na rok jest coraz bardziej wygaszona, gdyż mam trzydzieści lat a ciężko stawiać na trzydziestoletniego zawodnika. Jednak, jeśli będę dobrze grał i będę miał za sobą dobre sezony to zawsze jakaś szansa zawsze istnieje, żeby znaleźć się w tej szerokiej kadrze.

Jak oceniasz dotychczasową pracę z trenerem Castellanim?

Wiadomo, że przeważnie trenerów ocenia się po wynikach. Od tego się nie da uciec. Jeżeli wygrywamy wszystkie mecze, mamy dobrą atmosferę w drużynie i dobrze współpracuje się nam na treningach i na meczach, to znaczy to, że jest dobrym trenerem. Nigdy nie miałem problemów z trenerami i nie mogę powiedzieć złego słowa, bo u każdego szkoleniowca można się czegoś nauczyć. Uważam, że Daniel jest trenerem, który ma zupełnie inny sposób podejścia do zawodników i przygotowań do sezonu. U niego nie ma przyjętego w Polsce chodzenia po górach czy ogromnej ilości biegania. On od samego początku wprowadził trening siłowy i zajęcia z piłką.

Zdradzisz mi swoje plany na przyszłość? Po tym sezonie kończy Ci się kontrakt ze Skrą. Wybierasz się gdzieś czy zostajesz?

Szczerze Ci powiem, że nie wiem. Daliśmy sobie z prezesem czas do zakończenia ostatniego finałowego spotkania, bo teraz to finał jest najważniejszy i nikt nie chce mieć tutaj głowy zaprzątniętej innymi sprawami. Jakieś oferty się pojawiają i to mnie cieszy, bo trudno nie być zadowolonym, kiedy ma się szansę na wybór klubu. Ja się w Bełchatowie bardzo dobrze czuję i jeżeli klub będzie ze mnie zadowolony i będzie mnie widział w takiej roli, w jakiej jestem teraz to wydaje mi się, że problemów z porozumieniem nie będziemy mieli żadnych.

Kiedyś oprócz meczów w hali można było zobaczyć Cię na plaży. Grałeś dla rozrywki czy może był to trening przygotowujący do gry w hali?

Na piasku można mnie było zobaczyć jakieś siedem osiem lat temu. Był taki moment, że siatkówka plażowa pojawiła się w Polsce i stała się modna. Wtedy rzeczywiście prawie każdy zawodnik w przerwie wakacyjnej odbijał sobie piłkę na piasku, próbując urozmaicić sobie w ten sposób czas. Natomiast od kilku lat unikam tego. Jest wiele opinii na temat plażówki. Jedni mówią, że jest to dobre przygotowanie techniczne, część jednak uważa, że zdrowie trzeba szanować i jeśli jest jakakolwiek szansa na odpoczynek między sezonami to można spędzać czas aktywnie w inny sposób. Można oczywiście pograć w plażówkę rekreacyjnie dla przyjemności. Myślę, że dopóki będę grał w siatkówkę halową w żadnym turnieju siatkówki plażowej nie wystąpię, bo jest to po prostu zbyt duże obciążenie.

Odnosiłeś jakieś sukcesy na piasku?

Zdobyłem mistrzostwo województwa warmińsko – mazurskiego z Łukaszem Kadziewiczem.

Pozycja rozgrywającego to bardzo odpowiedzialny fach. Tak naprawdę to Ty kierujesz grą zespołu, jesteś jego mózgiem…

Na pewno nie jest to łatwe zadanie. Z czasem jednak przybywa doświadczenia i spokoju boiskowego, który także jest niezbędny do tego by jakoś się na boisku prezentować. Jeśli rozgrywający ma do dyspozycji zawodników pokroju Mariusza Wlazłego, Piotrka Gruszki, Krzyśka Stelmacha czy środkowych, jakich my mamy tutaj w Bełchatowie to ta gra na pewno wygląda dużo lepiej i przede wszystkim jest łatwiejsza. Z lepszymi zawodnikami na pewno łatwiej jest skorygować błędy. Tak samo jak my na rozegraniu staramy się poprawiać pewne błędy w przyjęciu, tak samo zawodnicy atakujący mając zaufanie do swojego rozgrywającego, starają się poprawiać jego błędy.

Jest ktoś, na kim się wzorujesz?

Nie, nie ma nikogo takiego. Kiedyś jako młody chłopak na pewno miałem jakieś wizje i kogoś do naśladowania. Teraz natomiast staram się trenować i dochodzić do swojego własnego wzorca.

Myślałeś już o tym, co będziesz robił po zakończeniu kariery siatkarskiej?

Jak na razie chcę jeszcze trochę pograć, aczkolwiek często już to pytanie słyszę. Mam nadzieję, ze jeszcze ładnych parę lat grania przede mną i to przede wszystkim grania na wysokim poziomie. Teraz też staram się tego pilnować. Natomiast, co będę robił, tego jeszcze nie wiem. W dziewięćdziesięciu procentach pewne jak na razie jest to, że będziemy chcieli zamieszkać w Olsztynie. To jest nasze miasto, tam budujemy dom, także tam będziemy chcieli spędzić pozostałe lata, które przyjdą po skończeniu kariery zawodniczej. Może się okazać, że będę trenerem i będę musiał dalej jeździć po Polsce, czy po Europie.

Jakie są Twoje plany na najbliższe miesiące? Pewnie jakieś zasłużone wakacje z rodziną…

Po tych dziewięciu miesiącach sezonu, który już niedługo będzie za nami będziemy starali się odpocząć. Z tego, co rozmawialiśmy z trenerem po ostatnich spotkaniach będziemy mieli kilka dni na załatwienie swoich spraw i zawodnicy mają wolne, żeby część przygotowała się na kadrę a reszta by mogła odpocząć po trudach sezonu. Nie będzie takiego typowego okresu roztrenowania, gdzie byśmy tak naprawdę stali i patrzyli się na siebie. Wydaje mi się, że te dwa czy trzy miesiące wolnego będę chciał spędzić aktywnie. Na pewno najpierw pojedziemy do Olsztyna i będziemy chcieli wykończyć nasz dom. Jak na razie to jest dla nas priorytetem, a później pomyślimy o wakacjach z dziećmi, bo na pewno są one bardzo ważną i potrzebną rzeczą.

Gdy nie grasz, nie trenujesz i jesteś w domu, co wtedy robisz najczęściej?

Skłamałbym, gdybym powiedział, że cały dzień zajmuję się dziećmi. Kacper chodzi do przedszkola, natomiast Wiktoria jest jeszcze bardzo mała i potrzebuje naszej opieki i uwagi. Często wychodzimy i spacerujemy. Spędzam też trochę czasu przed komputerem. Mam inne zainteresowania i one też pochłaniają trochę mój czas.

Właśnie, co Cię interesuje poza siatkówką?

Interesuję się giełdą. Jest to taka dziedzina, która wymaga, może nie tyle bezpośredniego i ciągłego śledzenia notowań, jednak zajmuje mi to trochę czasu. Staram się tak to wszystko pogodzić tak by poświęcić czas rodzinie.

Giełda to przede wszystkim ryzyko, adrenalina, lubisz to?

Bardzo lubię. Myślę, że gdybym nie lubił adrenaliny nie zajmowałbym się w ogóle sportem. Każdy mecz to wyzwanie, jakaś presja. Z tym się także wiąże wielka radość lub smutek po za kończeniu. Staram się rozsądnie wszystko robić, jednak to ryzyko zawsze jakieś jest.

Czego mogę życzyć Ci na koniec naszej rozmowy?

Standardowo jak chyba u każdego sportowca zdrowia. Zdrowie jest rzeczą kruchą. Jednego dnia można dostać kontuzji i dla sportowca, który poświęcił mnóstwo lat dla sportu życie może się zawalić. Z dnia na dzień człowiek musi odnaleźć się w innej rzeczywistości. Także każdy chciałby żeby życzono mu zdrowia. No i oczywiście zdrowia dla rodziny, bo ono także jest najważniejsze.

Tego więc życzę i dziękuję bardzo za rozmowę i poświęcony czas.

Rozmawiała Danuta Rękawica – Strefa Siatkówki.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-05-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved