Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Krzysiek Ignaczak: Siatkówka to całe moje życie

Krzysiek Ignaczak: Siatkówka to całe moje życie

Krzysiek Ignaczak - jeden z najlepszych, jak nie najlepszy polski libero. W obszernym wywiadzie dla Strefy Siatkówki opowiada o początkach swojej kariery, reprezentacji, idolach, rodzinie i ... o swojej książce kucharskiej.

Danka Rękawica: Lubisz udzielać wywiadów?

Krzysiek Ignaczak: Powiem Ci, że czasami lubię, a czasami nie. Chociaż szczerze mówiąc wolałbym mieć święty spokój i nie udzielać wywiadów.



A co z autografami, zdjęciami i zainteresowaniem kibiców po każdym meczu i nie tylko po meczu?

Trzeba być wyrozumiałym. Jesteśmy osobami publicznymi i w wielu wypadkach jest tak, że Ci ludzie przychodzą by nas zobaczyć, płacą za to i należy im się szacunek za to, że przy chodzą i chcą nas dopingować. Dlatego wydaje mi się, że każdy sportowiec powinien poświęcić minimum to 5-10 minut kibicom, na rozdanie autografów czy zdjęcia.

Wyobrażasz sobie siatkówkę bez tego całego zamieszania, zainteresowania mediów i kibiców?

Wcześniej siatkówka nie była tak bardzo popularna w Polsce jak jest teraz i nie było tego zainteresowania tą dyscypliną, jakie się zrobiło teraz po Mistrzostwach Świata. Bywały okresy, że nie było tych wszystkich wywiadów tak dużo zainteresowania, w ogóle nie było mediów wokół siatkówki i jakoś przeżyliśmy ten okres. Teraz jest inaczej, siatkówka stała się dużo bardziej popularna , może trochę bardziej medialna, dlatego i więcej ludzi zaczęło się interesować tą dyscypliną. A czy wyobrażam sobie siatkówkę bez tego wszystkiego – oczywiście. Inne dyscypliny sportu nie mające takiego zainteresowania jak nasza jakoś istnieją i mogą się bez tego obyć. I myślę, że być może to zainteresowanie jest w siatkówce chwilowe, oby nie, oby trwało to jak najdłużej. No, ale nie będziemy narzekać kiedy przestaniemy być medialni.

Jak to się stało, że zacząłeś trenować siatkówkę? Pewnie duży wpływ na to miał Twój tata…

W moim życiu było tak, że od małego chłopca miałem styczność z piłką. Tata zabierał mnie na treningi. Gdzieś tam zawsze latałem i przeszkadzałem w jego treningach, ale ten kontakt z piłką był i to od naprawdę małego chłopca. Później zacząłem trenować z grupą, gdzie grali dwa lata starsi chłopcy ode mnie, ponieważ nie było mojego rocznika. Na początku było ciężko, ale dałem radę i chyba wyszło mi to na dobre, że zacząłem bardzo wcześnie trenować. Wszystkie jakieś warunki fizyczne w których przeważali moi starsi koledzy ja musiałem nadrabiać techniką, no i to się opłacało.

Można powiedzieć, że jeśli chodzi o zespoły, w których grałeś i grasz nadal to jesteś stały w uczuciach. Zaczynałeś w Wałbrzychu, później był Sosnowiec, Częstochowa, teraz Bełchatów…

Wiesz, to wszystko zależy od kontraktu jaki podpisujesz. Akurat ja mam to do siebie, że rzeczywiście podpisuje długoterminowe kontrakty, jeśli już się gdzieś wybieram, to na dłuższy okres czasu. Bardzo miło wspominam okres spędzony w Sosnowcu jak i w Częstochowie bo tam się wiele nauczyłem. Jednak największe sukcesy przyszły w Skrze Bełchatów. Tutaj sięgnąłem po raz pierwszy po Mistrzostwo Polski, po upragniony medal, a także po Puchar Polski. Wcześniej tych sukcesów nie było. A wracając do tego, że jestem stały w uczuciach to jest tak mówię, z tym jest jak w biznesie – jest popyt i podaż- ktoś potrzebuje zawodnika to rozmawiają i kupują go. Ktoś dostaje dobrą ofertę to na pewno z niej skorzysta. Bo to nie jest dla nas tylko przyjemność, a przede wszystkim nasza praca. My za to utrzymujemy nasze rodziny. Często jest tak, że kibice nie rozumieją tego, że gra się do trzydziestego piątego góra czterdziestego roku życia i później trzeba szukać nowego zajęcia i do tego czasu trzeba zabezpieczyć się finansowo i dlatego też te wędrówki zawodników z klubu do klubu tak wyglądają.

Od kilku lat jesteś etatowym libero polskiej reprezentacji. Czym są dla Ciebie występy w kadrze narodowej?

Jak dla każdego młodego chłopca jest to spełnienie marzeń. Od małego kiedy zaczynałem przygodę ze sportem było moim wielkim marzeniem wystąpić w reprezentacji. Na pewno każdy w dzieciństwie kogoś podziwiał i miał swoich bohaterów w każdej dyscyplinie sportu, czy to w lekkiej atletyce, czy koszykówce. Ja akurat związałem się z siatkówką i miałem kilka wzorców do naśladowania, kilku idoli siatkarskich za którymi starałem się podążać i ich naśladować. A teraz człowiek jakby poczuwa się, by godnie reprezentować barwy narodowe i jest to naprawdę dla mnie wielki zaszczyt, że mogę to robić.

A pamiętasz jak rozpoczęła się Twoja przygoda z reprezentacją?

Po zdobyciu mistrzostwa świata juniorów w Bahrajnie trener Mazur objął reprezentację seniorów i zadecydował, że wszyscy juniorzy, którzy grali w jego kadrze Mistrzów Świata automatycznie przejdą do kadry seniorów. I rzeczywiście tak było, z uzupełnieniem kilku starszych zawodników, gdzie w tamtym okresie prezentowali najwyższą formę. Później dzięki temu, że Ruben Acosta wprowadził pozycję libero, dzięki moim predyspozycjom, może nie ze względu na moje warunki fizyczne a raczej na to, że byłem szybki i miałem dobre przyjęcie i obronę trener postanowił postawić mnie na tej pozycji. Moim pierwszym takim przetarciem były Mistrzostwa Świata w Japonii, bodajże w 1997 roku. Z naszej strony był to niestety bardzo nieudany występ. Wszyscy zagraliśmy bardzo słabo. Mieliśmy świadomość, że stać nas na dużo więcej, jednak nasza młodość chyba nam przeszkodziła. Gdzieś w środku złapała nas straszna trema, która powiązała nam ręce i nogi. Na pewno dużo nas to nauczyło, dało dużo do myślenia, a przede wszystkim zmotywowało do dalszej cięższej pracy, bo odkryliśmy tam wszystkie nasze słabe strony.

Mimo, że całe życie jak na razie grasz w Polsce jesteś jednym z najbardziej rozpoznawalnych zawodników poza granicami naszego kraju, wiedziałeś o tym? I wiesz co miało na to wpływ?

Skąd Ty to wiesz? (śmiech). Nie mam pojęcia co na to wpłynęło.

Mistrzostwa Świata z Argentyny z 2002 roku. Jak je wspominasz?

Akurat wtedy zagrałem bardzo dobre zawody. Wtedy o mały włos, gdybyśmy awansowali do finałowej ósemki zostałbym może i najlepszym przyjmującym na pozycji libero, gdyż miałem naprawdę dobre statystyki w tym okresie i brakowało tylko tego by nasza drużyna awansowała. Niestety, przegraliśmy z reprezentacją Portugalii i to oni awansowali dalej. Rywalizację mógłbym wygrać, jednak nie wygrałem. Może i dlatego jestem kojarzony. Wiesz co, staram się utrzymywać czasami kontakt z innymi zawodnikami. Jestem otwarty na nowe znajomości. Jako, że znam trochę znam język angielski to staram się nawiązywać jakieś nowe kontakty. Nigdy nie jestem oschły wobec innych osób. Próbuję nawiązywać kontakty z zawodnikami grającymi w innych ligach, w innych krajach. Mam kilku znajomych z którymi utrzymuję kontakt więc może i to ma na to wszystko jakiś wpływ.

Wielu ma swoich idoli, wzory do naśladowania, wcześniej mówiłeś, że Ty także. Kto jest zatem Twoim idolem?

To był Samuel Pappi. Człowiek o podobnych warunkach fizycznych do mnie, który zawsze mi imponował swoją grą, umiejętnościami siatkarskimi. W późniejszym okresie, kiedy występowałem w reprezentacji, miałem przyjemność zagrać przeciwko niemu po raz pierwszy. Wiedziałem, że moje marzenia się w jakimś stopniu spełniły, że gra przeciwko takiemu zawodnikowi, który był dla Ciebie idolem znaczy bardzo wiele. Także przede wszystkim na nim się wzorowałem. Chociaż podpatrywałem także brazylijskich graczy kiedy zdobywali trofeum Ligi Światowej, wtedy grali Giovane Gavio czy Mauricio Lima, była to ekipa bardzo zgrana i wtedy też sięgali po największe sukcesy. Wracając do domu puszczałem kasetę, bodajże tysiąc razy z finałem Ligi Światowej i oglądałem jak natchniony te mecze. Oni też byli jakimiś moimi wzorcami. Starałem się wydobyć z ich gry to co najlepsze i przenieść to później na parkiet.

Nie zawsze grałeś na pozycji libero. Jak wspominasz czasy kiedy mogłeś sobie poatakować?

Wiesz co, teraz uważam, że to był dar od Boga, że Ruben Acosta wymyślił taką pozycję jaką jest libero, gdyż wydaje mi się, że praktycznie gdybym nie był zawodnikiem libero stanowiłbym tą średnią, można to określić jak szarość ligową. Grałbym gdzieś w Polsce i nie miałbym szans żeby wybić się gdzieś wyżej. Tendencje były takie, że znaczenie warunków fizycznych się zwiększyło i tylko rośli zawodnicy o bardzo dobrych warunkach fizycznych mieli prawo do gry w reprezentacji no i teraz tak jest, że warunki fizyczne predysponują niektórych zawodników do gry. Niestety ludziom o moich warunkach ciężko się jest przebić i grać w reprezentacji i grać na wysokim poziomie, ponieważ brakuje tego wzrostu.

Twój największy siatkarski sukces?

Mam nadzieję, że te największe sukcesy dopiero przyjdą. Jeden przeszedł mi już koło nosa. Chłopaki pojechali do Japonii i przywieźli stamtąd srebrny medal. Mogłem wziąć w tym udział. Niestety trener zadecydował tak a nie inaczej i wziął innego libero. Do tej pory z tego co osiągnąłem na arenie międzynarodowej to z pewnością największym sukcesem jest Mistrzostwo Świata Juniorów, które wywalczyliśmy w Bahrajnie oraz Mistrzostwo Europy Juniorów z Izraela. Także dwa Mistrzostwa Polski i dwa zdobyte puchary Polski na arenie krajowej są w jakimś tam stopniu dla mnie dużymi sukcesami.

Nie zabolało Cię że Raul Lozano zostawił Cię a do Japonii zabrał Piotrka Gacka?

To była decyzja trenera i teraz nie ma już co płakać nad rozlanym mlekiem. W głębi serca na pewno czułem żal, że to nie ja pojechałem tylko Piotrek, ale to była jego decyzja i nie można już tego komentować. Mi pozostaje teraz pracować jeszcze ciężej i udowodnić że jestem na tyle dobry by powrócić do reprezentacji.

Z pewnością musiałeś bardzo przeżywać, gdy oglądałeś chłopaków w telewizji…

No jasne. Włożyliśmy w to wszyscy bardzo dużo pracy nie tylko ta dwunastka co pojechała do Japonii, ale było w tym dużo więcej ludzi którzy pracowali na ten awans i te spotkania z pewnością mocno przeżywaliśmy tutaj w Polsce. Mocno trzymaliśmy kciuki za to żeby się udało, a sukces jaki osiągnęli jest dobry dla nich, dla nas jak i dla całej polskiej siatkówki.

Mówi się, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Dzięki temu że nie pojechałeś do Japonii mogłeś więcej czasu poświęcić rodzinie…

Jak zawsze są dwie strony medalu. Dzięki temu że nie pojechałem poświęciłem więcej czasu Iwonie i Sebastianowi. Jednak życie sportowca oparte jest przede wszystkim na walizkach i tutaj moja żona czy żony innych zawodników przyzwyczajają się, że nie ma nas zbyt często w domu. No ale mam nadzieję, że po zakończeniu kariery będę mógł jej to wszystko wynagrodzić.

Siatkówka pochłania strasznie dużo czasu, treningi, mecze, zgrupowania, w Twoim wypadku jeszcze kadra. Kiedy znajdujesz czas, żeby choć trochę pobyć z synkiem i żoną?

Praktycznie cały wolny czas poświęcam rodzinie. Poza siatkówką to rodzina jest na pierwszym miejscu i to im poświęcam tyle uwagi ile tylko mogę. Myślę, że najwięcej uwagi poświęcam Sebastianowi, każdy mój wolny czas, tudzież na zabawie czy nauce. Staram się też jak jestem w domu pomagać żonie we wszystkich pracach domowych, tak żeby nie została z tym wszystkim sama.

Czyli można powiedzieć, że Ty nie obijasz się, a ona się nie denerwuje…

Iwona zawsze była dla mnie oparciem. W tych najtrudniejszych chwilach jest zawsze ze mną i mnie mocno wspiera i ja jestem jej za to wszystko bardzo wdzięczny. A przede wszystkim za to, że potrafi wytrzymać z takim nie znośnym facetem jakim ja jestem i daje sobie ze mną radę. Za to wsparcie bardzo jej dziękuję.

Masz jakieś hobby? Słyszałam dużo o grach komputerowych…

Komputer to jest chyba taka nieodzowna rzecz w naszym życiu. Możemy przechowywać zdjęcia, oglądnąć jakiś film, pobawić się grami komputerowymi. Niektórzy bawią się już zdjęciami w photoshopie. Tak naprawdę chwilę wolnego czasu, którą mamy między treningami spędzamy przy komputerze. Często będąc bardzo zmęczonym nie chce się czytać żadnych książek, to taka bardzo prosta gra na komputerze może bardzo zrelaksować.

Słyszałam, że lubisz gotować, prawda to?

Prawda (śmiech). Generalnie to kupiłem sobie bardzo dobrą książkę kucharską z kuchnią włoską, bo kuchnia włoska bardzo przypadła mi do gustu. Bardzo lubię ich jedzenie, makarony wszelkiego typu. No i w tej książce są bardzo dokładnie opisane przepisy jak zrobić poszczególne dania i powolutku próbuję jakoś ją przerobić. Mam nadzieję, że do końca roku uda mi się ugotować już wszystko co w niej jest (śmiech).

Wesoły, żywiołowy, energiczny, zawsze zagrzewasz chłopaków do walki a kibiców do dopingu. Taki jesteś na boisku, a jaki jest prywatnie Krzysiek Ignaczak?

O to chyba byś musiała zapytać moich znajomych, rodzinę, bo ja sam siebie nie umiem oceniać. Wiesz na boisku ludzie mogą mnie tak postrzegać, jako żywiołowego człowieka. Staram się wykonywać moją prace i ta motywacja jaka we mnie drzemie i chęć wygrania spotkania powoduje to, że próbuję motywować moich kolegów na boisku.

Siatkarze grają tak jak mówiłeś do ok. 37 lat, zawodnicy libero jeszcze trochę dłużej. Ty myślałeś do kiedy chcesz grać?

Dopóki zdrowie pozwoli i dopóki będę prezentował wysoki poziom będę starał się grać. No i jeśli znajdzie się pracodawca, który będzie mnie chciał kiedyś tam zatrudnić to bardzo chętnie, Bo to jest coś co kocham, to jest mój zawód. Tak myślę, że do 45 lat (śmiech). Nie no żartuję. Tak do około 40 lat mam nadzieję, że zdrowie pozwoli i moje umiejętności będą na tyle dobre, że będę mógł reprezentować barwy jakiegoś klubu.

A później po skończeniu kariery zostajesz w siatkówce, czy zajmiesz się zupełnie czymś innym?

Mam nadzieję, że gra w siatkówkę pozwoli mi odłożyć na tyle pieniędzy żeby otworzyć jakiś własny interes, z którego będę czerpał jakieś korzyści, ale chciałbym też moje wszystkie wiadomości, doświadczenie jakie zdobyłem na arenach międzynarodowych i krajowych przekazać młodszym. Jeszcze się nad tym dokładnie nie zastanawiałem, ale fajnie by było poprowadzić jakąś szkółkę młodych adeptów siatkówki. Myślę, że bym potrafił przekazać tą wiedzę.

Co jest Twoją najmocniejszą stroną a nad czym musisz jeszcze popracować?

Wiesz, nie ma ludzi doskonałych, nie ma zawodników, którzy wszystko wykonują na sto procent i każdy ma swoje słabsze strony. I lepiej o nich głośno nie mówić bo przeciwnicy mogą to wykorzystać. Na pewno pod wodza nowych trenerów Raula czy Daniela zwrócono mi uwagę na moją grę i pracujemy przede wszystkim nad przyjęciem, bo tego nigdy za wiele i w tym elemencie można zawsze się polepszać. Wiem, że nie stoję w miejscu. Konkurencja goni, rozwija się i idzie do przodu i stara się grać co raz lepiej. Dlatego ja nie mogę próżnować i myślę, że ciężka praca na treningach przynosi efekty. Cieszę się, że robię jeszcze jakieś postępy.

W Bełchatowie grasz już od kilku lat, jesteś jednym z dłużej grających tutaj zawodników. Co możesz powiedzieć o zmianach jakie następowały w Skrze przez te kilka lat?

Jest to klub, który zapisał się już w historii siatkówki, zdobywając dwa Mistrzostwa Polski i dwa puchary Polski pod rząd. Budowany jest przez ludzi, którzy kochają siatkówkę i to budowany na solidnym podłożu, by walczyć o sukces zarówno w Polsce jak i zagranicą. W tym roku niestety nie udało się nam awansować do Final Four. Szkoda bo była duża szansa. Jest to dobry poukładany zespół, który wyrobił sobie już jakąś markę.

Grasz już w Bełchatowie trochę czasu, jednak nadal mieszkasz w Częstochowie. Czemu nie przeniosłeś się do Bełchatowa?

Wiesz co spodobało mi się miasto jakim jest Częstochowa. Mieszkałem tam już przez trzy lata, tam kupiłem swoje pierwsze mieszkanie i tak już zostało. Odpowiada mi tam atmosfera miasta. Czasami dojazdy bywają męczące, ale mamy tutaj mieszkanie, wynajmujemy je we czterech i jak mamy dwa treningi albo jakoś rano, to śpimy sobie tutaj, żeby już tak nie podróżować ciągle. Częstochowa zresztą nie jest daleko, to jest 70 km i ok. 45 minut jazdy.

Jak układa Ci się współpraca z nowym trenerem Skry Danielem Castellanim?

Jest to trener, który przyszedł do Bełchatowa z jakimś swoim nowym spojrzeniem na zespół. Miał swoje wizje gry, zespołu. Stara się nam przekazać swoją wiedzę. Jest to człowiek o bardzo dużym poczuciu humoru i bardzo ciepły, który potrafi odpowiednio zmotywować i podejść do zawodnika. Może to, że sam był kiedyś zawodnikiem to potrafi w jakimś tam sposób podejść psychologicznie do każdego zawodnika z osobna. Pracuje się z nim bardzo dobrze, zresztą efekty tego chyba widać.

Skra- na treningach włoski, reprezentacja- na treningach włoski, uczysz się tego języka?

Wiesz wielu zawodników grało we Włoszech i zna ten język i w jakimś stopniu on prosperuje i to w miarę dobrze, a takie typowo siatkarskie slogany wyłapuje się po kilku treningach i później już mniej więcej można zrozumieć o co chodzi. Gorzej wychodzi nam rozmowa o życiu codziennym i tutaj brylują już Ci co ten język znają.

Przez wielu zawodników głównym celem jest liga włoska a jak to jest z tym u Ciebie?

Wiesz co myślałem, że może w przyszłym roku fajnie by było zagrać tam, ale to jest jeszcze przed nami, teraz to jest trudno powiedzieć. Dla każdego marzeniem jest zagrać w lidze włoskiej, w końcu to najlepsza liga na świecie i każdy ma gdzieś tam jakaś nadzieję, że może będzie na tyle dobry by się tam pojawić. Natomiast na dzień dzisiejszy myślę, ze Włochy to nie jest kierunek dla mnie, bo bardziej potrzebują tam atakujących, czy grających na przyjęciu z atakiem niż libero. Jeśli bym chciał myśleć o grze zagranicą to raczej gdzieś w Grecji albo Rosji.

Tym bardziej, że liga polska robi się co raz mocniejsza i to obcokrajowcy zjeżdżają do nas…

Rzeczywiście. Polacy zdobywając srebro na Mistrzostwach Świata spowodowali w Polsce wielki boom na siatkówkę i robi się ona co raz silniejsza. Przyjeżdżają różni zawodnicy, o których można powiedzieć, ze są gwiazdami i w ten sposób liga robi się mocniejsza.

Po tym sezonie kończy Ci się kontrakt, więc myślisz jak tak o tym by zmienić klub?

Wcale nie jest wykluczone, że przedłużę kontraktu z Bełchatowem. Bo jeśli klub będzie chciał nadal korzystać z moich usług to na pewno po sezonie usiądziemy i będziemy rozmawiać. Ja bym bardzo chciał tutaj zostać, to nie jest tak, że myślę o wyjeździe. Tutaj po sezonie klub będzie rozmawiał z każdym z osobna i wtedy zobaczymy. A jeszcze nie wiadomo czy napłyną i jakie oferty z innych klubów.

Jak podsumujesz występ Skry w Lidze Mistrzów?

Graliśmy bardzo nie równo. Mieliśmy bardzo dobre momenty i momenty zawahania, ale to się zdarza nawet najlepszym zespołom. Jakby nie patrzeć tych meczów u nas było mnóstwo, środa sobota, środa sobota graliśmy. My jako jeden z nielicznych klubów musieliśmy pilnować i polską ligę i Ligę Mistrzów. Myślę, że kibice są zadowoleni, tylko szkoda, że nie udało się nam awansować do Final Four, bo była duża szansa. Natomiast graliśmy bardzo dużo bardzo dobrych spotkań i nie daliśmy plamy, z czego kibice mogą być zadowoleni.

A jak tam Twoja forma teraz?

O to musiałabyś zapytać trenerów, czy kibiców. Ja się staram wykonywać moją pracę jak najlepiej i jeśli coś mi nie wychodzi dużo więcej pracuję nad tym na treningach, a przynosi to efekty i jestem zadowolony, gdyż uczę się wielu nowych rzeczy i te nowe doświadczenia wynoszę na boisko, co procentuje.

Finały Ligi Światowej rozgrywane są w Polsce. Jakie znaczenie dla Was reprezentantów Polski ma ten fakt?

Jest to świetna rzecz. Naszym kibicom w szczególności to się należy. Bo to oni tworzą tą niesamowitą atmosferę, która towarzyszy nam na meczach Ligi Światowej. A dla nas jest to duże ułatwienie. Trener będzie mógł rozdysponować odpowiednio zdrowiem zawodników. Będzie mógł przydzielić jednemu albo dwóm po jakieś dwa tygodnie przerwy i będzie szansa, żeby ograć tych młodych zawodników. A w finałach siódmym zawodnikiem u nas na boisku będzie nasza publiczność i to będzie pożytek dla nas.

Powiedz mi jeszcze czego mogę Ci życzyć na koniec…

Mistrzostwa Polski i zdrowia dla mnie i całej mojej rodziny.

Tego tez życzę i dziękuję za rozmowę.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-05-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved