Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PLS: Wygrali, bo mają Wlazłego i drużynę

PLS: Wygrali, bo mają Wlazłego i drużynę

Cały czas nie milkną komentarze po wczorajszym zwycięstwie Skry nad Wkręt-Metem. Przy stanie 12:18 w czwartym secie w Skrze praktycznie nikt nie wierzył, że można jeszcze ten mecz wygrać. Ale stał się cud...

Po dwóch partiach czwartkowego spotkania w Częstochowie świetnie grający gospodarze prowadzili 2:0. Obrońcy złotego medalu przebudzili się i dzięki świetnej postawie Mariusza Wlazłego w końcówce wygrali trzecią partię. Ale w kolejnej dominował Wkręt-met. Jego zawodnikom wychodziło wszystko – bloki, wybloki, kontry, a przede wszystkim zagrywka. Kiedy po skutecznym ataku niemal bezbłędnego Brooka Billingsa było 18:12, wszystko wskazywało, że konieczny będzie czwarty mecz.

Muszę przyznać, że nawet nie przypuszczałem, że będziemy w stanie odrobić straty – przyznaje Maciej Dobrowolski, rozgrywający BOT Skry. Mariusz Wlazły, największy optymista w zespole, też miał chwile zwątpienia. – Wierzyć zawsze trzeba, ale trudno było sobie wyobrazić, że możemy jeszcze coś zdziałać. Walczyliśmy, lecz ciężko było się zmobilizować.



A jednak Skra dokonała rzeczy, jak się wydawało, niemożliwej – doprowadziła do remisu. Pięć kolejnych punktów zdobył Wlazły, a szósty był efektem autowego ataku gospodarzy. Ale Wlazły nie miałby okazji do kontr, gdyby nie znakomita gra w obronie, dzięki czemu udało się podbijać zbicia częstochowian. W bloku świetnie spisywali się Janne Heikkinen i Bartłomiej Neroj. – Janne był bohaterem mentalnym w naszym zespole, bo przez cały czas, nawet w najtrudniejszych momentach, trzymał atmosferę – chwali fińskiego środkowego Jacek Nawrocki, drugi trener drużyny z Bełchatowa.

Trenerzy innych polskich drużyn twierdzą, że Skra wygrywa, bo ma Wlazłego. W Częstochowie kolejny raz okazało się, że to prawda. Żaden polski siatkarz nie ma bowiem takiej pewności w decydujących fragmentach spotkania. – Mariusz pokazuje charakter, gdy ma nóż na gardle – podkreśla Nawrocki. Tym bełchatowski atakujący różni się od swojego odpowiednika we Wkręt-mecie – Billingsa. Amerykanin trzykrotnie pomylił się w ważnych momentach (w czwartym secie i tie-breaku), atakując w aut. – Zdradzę, że czekaliśmy na jego błędy w końcówkach – mówi drugi trener Skry. – Tak samo było w kilku poprzednich spotkaniach z Częstochową. W poprzednim sezonie Billings też psuł najważniejsze piłki.

Wlazły zaś w końcówkach był niemal bezbłędny, choć w sumie statystyki miał gorsze od Amerykanina. Nawrocki podkreśla, że o wartości zawodnika decyduje to, czy kończy decydujące piłki. Stąd tak wysokie notowania Wlazłego, mimo że przez większą część spotkania miał kłopoty z przebiciem się przez blok. – Bo jest zwykle w trudniejszej sytuacji. W piłce nożnej Ronaldo czy Ronaldinho też są bardziej pilnowani niż ich pozostali koledzy – dodaje trener Skry.

Dlaczego Wlazły zaczął słabiej? – Długo się rozkręcałem – śmieje się gracz Skry. – A poza tym Częstochowa grała bardzo dobrze, zaś my słabiej niż zwykle. Może to wynik rozluźnienia czy mniejszej koncentracji. W końcówkach wiedziałem jednak, że jak nie zdobędę punktu, to przegramy.

Nawrocki prosi jednak, by nie zapominać o pozostałych siatkarzach. – Praktycznie każdy z nich wniósł coś do gry. Krzysiek Stelmach w czwartym secie uspokoił przyjęcie i sam dołożył taktyczną zagrywkę. Dan Lewis pewnie kończył długie akcje, a Radek Wnuk był świetny w ataku. Bartek Neroj miał na koncie kilka ważnych wybloków i punkt zdobyty z drugiej piłki, kiedy jego kolegom nie szło. Piotr Gruszka w dwóch pierwszych partiach był świetny w ataku, podobnie jak w tie-breaku, zaś Maciej Dobrowolski przetrzymał początkową klęskę i pewnie prowadził grę.

Kolejny raz okazało się, że oprócz Wlazłego największymi atutami Skry są charakter i zespołowość w grze. W kraju nic nie jest w stanie wybić jej z równowagi.

Teraz przed bełchatowianami pierwsze mecze finałowe, które rozegrane zostaną w piątek (4 maja) i sobotę (5 maja) w hali Energia. Z kim woleliby grać? Wlazły: – Jest mi to obojętne. Mam nadzieję, że to my znów zdobędziemy decydujące punkty.

Liczba Skry – 24, bo tyle kolejnych spotkań w krajowych rozgrywkach wygrali podopieczni Daniela Castellaniego. Ostatni raz przegrali 29 grudnia z PZU AZS Olsztyn. Później zwyciężyli w 15 spotkaniach rundy zasadniczej, w sześciu w play-off i trzech w Pucharze Polski.

Autor tekstu: Jarosław Bińczyk (gazeta.pl)

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-04-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved