Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Sergio: Takich fanów, jak w Polsce, nie ma nawet we Włoszech

Sergio: Takich fanów, jak w Polsce, nie ma nawet we Włoszech

Kocham to co robię, robię to co kocham – przedstawia swoje motto Sergio Dutry Santos (w skrócie: Sergio). Brazylijski libero ma na koncie dwa tytuły mistrza świata, złoty medal olimpijski, triumfy w Lidze Światowej, Puchar Świata, Puchar Wielkich Mistrzów i ...

…jeszcze mnóstwo mniejszych sukcesów, ale wciąż gra w siatkówkę sprawia mu ogromną radość.

Jak człowiek, który zdobył w siatkówce praktycznie wszystko co możliwe, znajduje motywację do jeszcze lepszej gry?



Sergio Dutry Santos: To nie jest trudne. Nie traktuję siatkówki jako zło konieczne, jako sposób na zarabianie pieniędzy, jako zawód. Gra jest świetną zabawą. Codziennie idę na trening, albo jadę na kolejne spotkanie, z uśmiechem na twarzy.

Siatkówka to sposób na życie?

Oczywiście. Jest ona dla mnie całym życiem, jej zawdzięczam wszystko. Pamiętajcie, że wychowałem się w biednej dzielnicy, a życie mnie nie rozpieszczało. Dzięki karierze sportowej moje dzieci nie muszą przeżywać upokorzeń jakie mnie spotkały. Do końca życia będę wdzięczny siatkówce za to, że dała mi szansę na lepsze życie.

Kiedyś żył pan jako „szary człowiek” na przedmieściach Sao Paulo, teraz popularność nie pozwala podobno przejść panu spokojnie przez ulicę swojego rodzinnego miasta. Prawda?

Nie zmienia to faktu, że jestem tym samym zwykłym facetem, który kilkanaście lat temu rozpoczynał przygodę z siatkówką. Jestem taki sam, jak inni ludzie. Jedni całe życie pracują w elektrowni, inni grają w siatkówkę.

Podczas meczów ma Pan świetny kontakt z kibicami. Rozmowy, gesty, uśmiechy… To wszystko czyni z pana prawdziwego showmana. Wielu nazywa pana „mistrzem pełną gębą”.

Mistrz pełną gębą? Hm… Coś w tym jest. Spotkanie siatkarskie to show, a ja jestem jednym z głównych aktorów. Więc staram się kibicom pokazać coś więcej niż tylko siatkówkę. Oczywiście skuteczna postawa na parkiecie, świetne obrony, heroiczne przyjęcia to moje główne zadanie, ale staram się „wplatać” również elementy aktorskie.

Po każdym meczu rozdaje Pan tysiące autografów?

Często (śmiech). Ale nie zabiegam o sławę. Po prostu jestem sobą. Jak kibic poprosi mnie o autograf, zawsze jestem do dyspozycji. Nie mogę odmówić, bo tym samym sprawię drugiemu człowiekowi zawód. A chciałbym, aby każdy był szczęśliwy. Nieważne czy gramy we Włoszech, Brazylii, Polsce, czy Japonii, wszyscy fani są dla mnie równie ważni. To naturalne.

Lubi pan grać przed polską publicznością?

Uwielbiam. Jesteście tak samo „zakręceni” na punkcie siatkówki jak Brazylijczycy! Zawsze wchodząc na parkiet polskiej hali czuję się jak u siebie w domu. Takich fanów, jak w Polsce, nie ma nawet we Włoszech. Chociaż gram już w słonecznej Italii kawałek czasu i wiele widziałem.

W 2001 roku w katowickim „Spodku” Brazylia wygrała Ligę Światową, a pan został wyróżniony najlepszym libero turnieju. Pamięta pan tamtą chwilę?

Pewnie. Można powiedzieć, że wówczas, na dobre, rozkręciła się moja kariera. „Spodek” zawsze wspominam ze sporym sentymentem. Wiem, że w Polsce uważacie ten obiekt za kolebkę Waszej siatkówki. A moim zdaniem w Katowicach jest świątynia nie tylko polskiej, ale europejskiej, a nawet światowej siatkówki. I mówię to poważnie, a nie tylko dlatego, że akurat rozmawiam z przedstawicielami polskich mediów (śmiech). Włochy, Rosja, Francja, Hiszpania, Niemcy… Nie mogę jakoś w tych krajach znaleźć tak magicznego miejsca jak „Spodek”! lat temu rozpoczynał przygodę z siatkówką. Jestem taki sam, jak inni ludzie. Jedni całe życie pracują w elektrowni, inni grają w siatkówkę.

Rozmawiali Katarzyna Fraś i Marek Bobakowski.

źródło: Super Volley

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Więcej artykułów z dnia :
2007-04-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved