Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Paweł Papke: Kocham ten sport

Paweł Papke: Kocham ten sport

- Niespodzianki oczywiście się zdarzają, ale nie pamiętam, żeby kiedykolwiek zespół z pierwszej trójki tabeli po rundzie zasadniczej odpadł na początku finałów play-off. Nie ma co się łudzić - w tabeli Jadar był siódmy, my drudzy - mówi przed piątkowym meczem Paweł Papke.

Michał Koronowski, Sebastian Woźniak: Jak to się stało, że zdecydował się Pan uprawiać siatkówkę? W Pana rodzinnym Starogardzie Gdańskim to nie jest dyscyplina bardzo popularna…

Paweł Papke, atakujący PZU AZS Olsztyn: Kiedy byłem w czwartej klasie podstawówki, powstała klasa sportowa o profilu siatkarskim. To było wówczas coś nadzwyczajnego jak na tamte lata, niespotykanego w małych miastach. Ze Starogardu wywodzi się jednak także Marcin Prus, który z powodów zdrowotnych musiał zakończyć karierę.



Zawodowo gra Pan już 11 sezonów, w tym czasie przewinęło się wielu trenerów. Czyje lekcje były najcenniejsze i najbardziej przyczyniły się do rozwoju Pana kariery?

Od razu na myśl przychodzi mi trzech. Po podstawówce przeniosłem się do liceum w Warszawie, gdzie w drużynie MKS MDK szkolił mnie Wojciech Góra. To człowiek, który zapoznał mnie z prawdziwą siatkówką. To on wychował takie gwiazdy jak Wagner, Nalazek czy Drzyzga. Następnym moim trenerem był Ireneusz Mazur, który prowadził mnie w kadrze Polski juniorów. Kiedy już dojrzałem jako zawodnik, w Mostostalu Kędzierzyn-Koźle pojawił się Waldemar Wspaniały, z którym odnosiłem swoje życiowe sukcesy.

W Olsztynie miał Pan trzech szkoleniowców – Grzegorza Rysia, Waldemara Wspaniałego, obecnie Ireneusza Mazura. Czym różnią się ich myśl szkoleniowa i podejście do pracy?

Niewdzięczną rolą jest oceniać swoich przełożonych. Każdy z nich ma swój charakter, podejście do zawodników – jedni bardziej koleżeńskie czy przyjacielskie, inni mniej.

Do reprezentacji Polski wprowadził Pana Ireneusz Mazur. Jak wspomina Pan występy w koszulce z orzełkiem na piersi…?

To były piękne czasy, mnóstwo podróżowałem. Oczywiście było też zmęczenie nieustannymi wyjazdami, ale przy okazji zwiedziłem kawał świata, od Australii po Chiny i Amerykę Południową. Na szczęście od trzech lat mam tę przyjemność nie być już w reprezentacji, bo miałem troszkę problemów zdrowotnych. Zresztą mój organizm już dwukrotnie dał mi sygnał: „>>Papkin<<, wystarczy…” – groziło to nawet zakończeniem kariery. A ja nie wyobrażam sobie życia bez siatkówki. Kocham ten sport, te niesamowite emocje – no i to moja praca. Dlatego na 99 proc. temat reprezentacji jest dla mnie zamknięty.

Ostatnio zaskoczył Pan wielu kibiców siatkówki, pojawiając się w telewizyjnym studiu Formuły 1 w roli eksperta i fana tej dyscypliny. Czy to oznacza, że „Papkin” lubi szybko jeździć samochodem?

Jak każdy mężczyzna, lubię czasem przycisnąć pedał gazu i pojechać, dokąd to jest możliwe, szybciej. Oczywiście w zgodzie z przepisami (uśmiech). Pamiętam w Formule 1 pojedynki Alaina Prosta z Ayrtonem Senną, kiedy w 1989 r. w krajowej telewizji były tylko migawki wyścigów. Od malutkiego interesowałem się tym sportem, tą szybkością samochodów, ich osiągami. To mnie zawsze fascynowało. A teraz z Robertem Kubicą wszyscy wiążemy wielkie nadzieje.

Wielu sportowców zasiadało na fotelu pilota w samochodach rajdowych, żeby przekonać się, jak to jest mknąć autem tak szybko. Pan nie chciał nigdy spróbować?

Paweł Zagumny jechał w tej roli w ostatnim rajdzie Barbórki. Wiem też, że Michał Ruciak i Marcin Nowak mają kolegów rajdowców. Ja wolałbym nie ryzykować (uśmiech).

W piątek (godz. 18, Urania) rozpoczynacie walkę w play-offie. Na początek Waszym rywalem będzie Jadar Radom, z którym nie powinniście mieć problemów…

Niespodzianki oczywiście się zdarzają, ale my bardzo koncentrujemy się na tym przeciwniku. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek zespół z pierwszej trójki po rundzie zasadniczej odpadł na początku finałów [rywalizacja do trzech zwycięstw – red.]. Nie zakładamy takiego scenariusza, choć trzeba przyznać, że chłopaki z Radomia w siatkówkę potrafią grać. Nie ma co się jednak łudzić, w tabeli Jadar był siódmy, my drudzy. Mobilizację u nas widać na treningach – nie myślimy jeszcze ani o pojedynkach z Jastrzębskim Węglem, ani o Pucharze Polski w Kielcach [13-15 kwietnia – red.].

Dzięki wcześniej rozegranemu meczowi z Resovią Rzeszów, w ostatniej kolejce mieliście przerwę i więcej czasu na odpoczynek, a to dla Was chyba dodatkowy atut?

Nigdy nie jest tak, że jak się nie gra meczu, to jest później lżej. Wręcz odwrotnie, wówczas szkoleniowiec zwiększa obciążenia na treningach. Ostatnio mieliśmy też trochę problemów z Wojtkiem Grzybem, który skręcił kostkę. Teraz jest już w porządku i na play-off jesteśmy gotowi – a nasz cel to mistrzostwo Polski.

Po obecnym sezonie kończy się Panu kontrakt z PZU AZS. Na pewno zastanawiał się Pan, co dalej – zostać w Olsztynie czy poszukać nowego klubu…

Jak zawsze, wiele zależy od prezesa i trenera – jak widzi zespół, jak chce go budować na kolejny sezon. Nie ma co ukrywać, że wiele zależy od strategicznego sponsora PZU SA. Nie jest jeszcze przesądzone, czy będzie on sponsorem tytularnym w przyszłym sezonie. Ja mam nadzieję, że będzie, a jeżeli nie…, to co wtedy będzie się działo…? Związałem się z Olsztynem, bardzo mi się tu podoba, kupiłem tu mieszkanie, jestem zameldowany w tym mieście, tu urodził się mój syn, poznałem też wiele sympatycznych osób. Mam jednak taki zawód – jeśli w Olsztynie nie będą mnie chcieli, może będę musiał odejść. Zrobię jednak wszystko, by tu zostać.

Paweł Papke

– urodzony 13 lutego 1977 roku w Starogardzie Gdańskim

– pozycja na boisku: atakujący

– wzrost: 196 cm, waga: 97

– wyskok w ataku: 350 cm, wyskok w bloku: 330 cm.

Pierwsze siatkarskie kroki stawiał w rodzinnym mieście, skąd przeniósł się do Warszawy. Występował tam w MKS MDK Warszawa, z którym zdobył mistrzostwo Polski juniorów młodszych (1994) oraz wicemistrzostwo (1995) i mistrzostwo juniorów w 1996 roku. Dobre występy zaowocowały powołaniem do reprezentacji Polski tej kategorii wiekowej. Grając z orzełkiem na piersi, wywalczył mistrzostwo Europy (’96) i mistrzostwo świata (’97). Rok później (w seniorach) wspólnie z kolegami z Mostostalu Kędzierzyn-Koźle świętował pierwsze mistrzostwo Polski (złoty krążek wywalczył też w latach: 2000, 2001, 2002, 2003). Nie obyło się także bez klubowych sukcesów na arenie międzynarodowej – m.in. trzecie miejsce w elitarnej Lidze Mistrzów. W tym czasie był podstawowym atakującym w narodowej kadrze, z którą wystąpił w wielu liczących się imprezach. W Olsztynie pojawił się przed sezonem 2003/04 i od razu stał się pierwszoplanową postacią w tutejszym PZU AZS. W barwach akademików dwukrotnie zdobył srebrny medal mistrzostw, natomiast w ubiegłym roku drużyna z Warmii i Mazur musiała zadowolić się brązowym krążkiem. W ostatnim czasie zrezygnował (z powodu przebytych kontuzji) z występów w reprezentacji Polski, ale – jak sam mówi – „nigdy nie mówi się nigdy”.

Rozmawiali Michał Koronowski, Sebastian Woźniak- Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-03-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved