Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Czy siatkarki wpadły z deszczu pod rynnę?

Czy siatkarki wpadły z deszczu pod rynnę?

Gdy pół roku temu Marco Bonitta podał się do dymisji z funkcji trenera kobiecej reprezentacji Włoch, gazety pisały o jego „ekskomunikowaniu” przez zawodniczki i o tym, że opuszcza trenerską ławkę przez „zachowania na granicy mobbingu”.

Mniej więcej w tym samym czasie trwał konflikt w kadrze naszych siatkarek, co zakończyło się odejściem trenera Andrzeja Niemczyka. Teraz szkoleniowcem naszych „Złotek” ma być właśnie Marco Bonitta. Z deszczu pod rynnę?

Po porażce naszych siatkarek podczas mistrzostw świata Polski Związek Piłki Siatkowej ogłosił konkurs na stanowisko trenera kadry. Wystartowało w nim 14 osób, ale Włoch okazał się bezkonkurencyjny. 43-letni Bonitta w ciągu godzinnej multimedialnej prezentacji przed władzami PZPS wystąpił w roli profesora, który z osób mających dać mu pracę zrobił oczarowanych studentów. Z 22 dwóch członków zarządu, którzy decydowali o rozstrzygnięciu konkursu, 21 wskazało właśnie Bonittę (jedna osoba wstrzymała się) jako tego, który ma poprowadzić polską reprezentację.



Włoski szkoleniowiec uważa, że do sukcesów w sporcie można dojść tylko dzięki ciężkiej pracy. Przekonanie to zaszczepił w nim Aleksander Skiba, mistrz świata z drużyny Huberta Wagnera, który kiedyś pracował we Włoszech. A wiadomo jak na Wagnera wszyscy mówili: „Kat”!

Zresztą Bonitta dorobił się we Włoszech takiego samego określenia. Czasami mówi się o nim także „tyran”, ale to sformułowanie pojawia się już w innym kontekście.

Gdy Bonitta w ubiegłym roku 42 dni przed mistrzostwami świata podał się do dymisji, jako powody podano „kwestie charakterologiczne”. – Chyba w szóstym roku prowadzenia drużyny miałem już tego nieco dość – ostrożnie powiedział Bonitta w wywiadzie dla „Il Giornale”. – Nie zdałem sobie sprawy, że sytuacja jest taka nabrzmiała, być może dlatego, że nie jestem hipokrytą. Wydaje mi się, że nie ma prawdziwych powodów ani żadnego specjalnego wydarzenia, które by się do tego przyczyniło. Panował dobry klimat aż do przegranej z Rosją w półfinałach Grand Prix. Od tego momentu zaczęło się staczanie w przepaść…

Jednym z zarzutów było wyrzucenie przez niego gwiazdy zespołu Franceski Piccini. Bonitta ten zarzut odparował łatwo: – Z tych wszystkich, którzy mnie za to skrytykowali, nie było osoby, która by do nas przyszła i zobaczyła, jak się Piccini zachowuje podczas treningów, i zrozumiała, dlaczego trener musiał podjąć tak trudną decyzję.

Ale powody rezygnacji trenera, który z reprezentacją Włoch zdobył mistrzostwo świata i dwa razy srebrne medale mistrzostw Europy, były poważniejsze… – Ile jest kłamstw na mój temat! – powiedział o nich Marco Bonitta w wywiadzie dla dziennika „La Repubblica”. – Są ludzie, również z nazwiskiem, którzy powypisywali o mnie straszne rzeczy, nie znając mnie nawet osobiście. Brakowało jeszcze tego, aby obarczono mnie winą, że rzekomo pobiłem jedną dziewczynę, a z inną się przespałem. To prawda, jestem surowy, okrutny wobec siebie, a więc i wobec innych. Czasem szukam igły w stogu siana.

Dziś Bonitta uważa, że tamten konflikt był wyolbrzymiony, ale dał mu również sporo do myślenia, i jest przekonany, że podobna sytuacja więcej się nie powtórzy. Po lekcji, którą dostał od swoich zawodniczek, o pracy z kobietami wyraża się teraz bardzo dyplomatycznie. – Nie znam nikogo, kto potrafiłby dotrzeć do każdej kobiety – stwierdził w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. – Dlatego lepiej skupić się na siatkówce.

Filozofia pracy Marco Bonitty opiera się na teorii, że aby wygrywać, trzeba ciężko trenować, a aby zwyciężyć ponownie, pracować należy jeszcze ciężej. – Jeśli ktoś myśli, że jest najlepszy, bo wczoraj zwyciężył, to zaczyna przegrywać, bo rywal następnym razem włoży więcej sił i nas zwycięży – chętnie podkreśla. – Polskie siatkarki mają ogromne możliwości. Pod względem warunków fizycznych ustępują jedynie Rosjankom. Muszą tylko znowu uwierzyć w siebie.

Włoch nie potrzebuje w swojej pracy psychologa. Uważa, że wystarcza mu doświadczenie jego oraz ludzi, z którymi pracuje. W jego „polskim” sztabie szkoleniowym będą zarówno Włosi, jak i Polacy. Jego asystentką na ławce trenerskiej została dotychczasowa rozgrywająca reprezentacji Magdalena Śliwa, dla której oznacza to jednocześnie pożegnanie z grą w narodowej drużynie. Z Włochów, którzy będą także pracować z naszymi „Złotkami”, znajdzie się m.in. były mistrz świata i Europy Pasquale Gravina, który jest także menedżerem Bonitty. Jego zadaniem będzie koordynowanie pracy kadry.

Trenerska droga Bonitty usiana jest wieloma sukcesami, a pierwsze przyszły w sezonie 1989-90, gdy z juniorami Conad Ravenna zdobył mistrzostwo Włoch w kategorii do 14 i 16 lat. Potem przyszły dni chwały z drużyną Foppapedretti Bergamo, z którą w latach 1997-2000 zdobył dwa razy mistrzostwo Włoch, dwa Puchary Europy, Puchar Włoch i trzy Superpuchary Włoch. A do 2001 roku praca z kobiecą reprezentacją Włoch, z którą zdobył dwa srebrne medale mistrzostw Europy (pierwszy kilka miesięcy po objęciu stanowiska, drugi w 2005 roku po porażce w finale z Polkami 1:3), a przede wszystkim mistrzostwo świata, po które sięgnął w 2002 roku.

Marco to twardziel – opowiada w rozmowie z Życiem Warszawy Simone Monari, dziennikarz sportowy „La Repubblica”. – Ma bardzo silny charakter. Cechują go niezwykłe wręcz poczucie obowiązku i dyscyplina. W pracy kieruje się etyką. Do tego stopnia, że w kąt idą wszelkie koneksje rodzinne czy przyjacielskie układy, gdy chodzi o wybór zawodników. Dopuszcza do gry tych, którzy rzeczywiście na to zasługują, czyli po prostu najlepszych, niezależnie od osobistych sympatii czy antypatii. To bardzo uczciwy trener – dodaje Simone Monari.

Marco Bonitta jest na pewno nie tylko świetnym trenerem, ale także potrafi zadbać o swoje interesy. Jego dwuletni kontrakt na pracę w Polsce da mu 50 tys. złotych miesięcznie (brutto). Z trenerów pracujących z polskimi zespołami narodowymi jedynie selekcjoner piłkarzy Holender Leo Beenhakker zarabia więcej – 195 tysięcy złotych miesięcznie. W kolejce za Bonittą jest za to trener naszych siatkarzy Argentyńczyk Raul Lozano – 32,5 tys. zł oraz opiekun naszych skoczków narciarskich Fin Hannu Lepistoe – 23 tys. zł.

Bonitta ma mieć także wynajęte w Warszawie mieszkanie, samochód do dyspozycji, telefon komórkowy oraz pewną liczbę przelotów samolotem na trasie Polska – Włochy. Jego rodzina, żona i dwoje dzieci pozostała w Rawennie, a o ich przeprowadzce raczej nie ma mowy, bo dzieci mają swoje szkoły.

Choć Bonitta kontrakt z PZPS podpisał 19 marca, pracę oficjalnie rozpocznie dopiero 1 maja. Najpierw musi dokończyć ze swoim męskim zespołem klubowym rozgrywki ligowe we Włoszech. Jednak myślami musi być już w Polsce. W czerwcu Polki grają w turnieju w Montreux, ale do 3 kwietnia organizatorzy przyjmują zgłoszenia imienne zespołów. Bonitta nie ma więc dużo czasu na skompletowanie drużyny narodowej, zwłaszcza że z różnych powodów nie wszystkie siatkarki chciały lub mogły w niej grać. Dotyczy to przede wszystkim naszej najlepszej siatkarki Małgorzaty Glinki (która pożegnała się z kadrą, gdy prowadził ją Niemczyk), a także Doroty Świeniewicz, która kilka miesięcy temu została mamą. – Drzwi do reprezentacji dla wszystkich będą szeroko otwarte – mówi Bonitta i zapewnia, że porozmawia na ten temat również z Glinką i Świeniewicz.

Cele, które Bonitta postawił sobie i drużynie, są jasno określone. Minimalny to awans na igrzyska olimpijskie w Pekinie w przyszłym roku, a maksymalny to zdobycie tam medalu – najlepiej złotego. Po drodze, jeszcze w tym roku, ma być zdobycie mistrzostwa Europy. Czasu na to wszystko wydaje się niewiele, ale dla Bonitty powinno wystarczyć. Ma już wprawę w bardzo szybkim odnoszeniu sukcesów…

Włoski szkoleniowiec na swojej stronie internetowej umieścił motto: „Trening to nie miejsce dla demokracji. Gdy zaczyna się praca, kończą się dyskusje”.

Marco Bonitta potrafi złotymi myślami sypać jak z rękawa, ale dzięki temu potrafi także motywować do ciężkiej pracy. Uważa, że świadomość celu sprawia, iż nawet największy wysiłek zaczyna sprawiać radość! Polskim siatkarkom ostatnio chyba zabrakło takiego motywatora do pracy, jakim jest właśnie włoski trener.

Autorzy: Anna Kłossowska, Andrzej Chyliński – Życie Warszawy

źródło: Życie Warszawy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2007-03-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved