Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Władimir Alekno: Chamuckich wraca do kadry

Władimir Alekno: Chamuckich wraca do kadry

Władimira Alekno, nowy trener reprezentacji Rosji jest jednym z najmłodszych, którzy piastują to stanowisko. Jest znany z niekonwencjonalności zarówno w działaniach jak i słowach.

W wywiadzie dla Sport – Ekspresu oznajmił, że definitywnie porzuca pracę w Dynamo Moskwa. W klubie tym z sukcesami pracował od 2005 roku i, według zupełnie niedawnych deklaracji, zamierzał pracować do końca bieżącego sezonu. Chociaż właściwie nie do końca.

Władimir Alekno: Zaraz po posiedzeniu zarządu WFS omawiałem ten problem z prezesem Dynama, Wiktorem Komogorowem. Doszliśmy do wniosku, że nie uda mi się łączyć obu funkcji. Przecież nie miałem dotąd podobnych doświadczeń. A jeżeli mówić wprost, to siedzieć na dwóch stołkach nie umiem. Tak więc nie jestem już związany z moskiewskim Dynamo (do końca sezonu zespół poprowadzi były dotychczasowy asystent Alekno, Bułgar Radostin Stojczew – przyp. tłum.). Jestem przekonany, że mój następca poradzi sobie z zadaniem poprowadzenia zespołu. Chociaż jest prawdą, że jako trener klubowy nie zrealizowałem swojego marzenia. Wygrywałem mistrzostwa krajów i puchary i Rosji, i Francji, jednak nigdy nie zwyciężyłem w Lidze Mistrzów. Chciałbym bardzo podjąć taką ostatnią próbę, tym bardziej, że zadanie to jest na miarę możliwości Dynama. Dlatego zwróciłem się z prośbą do Komitetu Wykonawczego WFS o wyrażenia zgody na to, abym mógł poprowadzić Dynamo w Final Four najważniejszego klubowego pucharu w Europie. Mam nadzieję, że zostanę zrozumiany i pójdą mi na rękę.



Bywał pan już w takiej sytuacji. Francuski Tours, który prowadził pan przez pięć lat i z którym doszedł w sezonie 2003/2004 do Final Four zdobył w końcu to trofeum, jednak dopiero rok później i już bez pana. Czy nie budzi żalu fakt, że do historii drużyny praktycznie przez pana stworzonej wszedł w charakterze tryumfatora ktoś inny?

Cóż, takie są prawa sportu. A poza tym, nikt nie może powiedzieć, czy Tours wygrałby tę zwycięską dla siebie Ligę Mistrzów również wtedy, kiedy pozostałbym jego pierwszym trenerem. Tak czy owak, mam w ten sposób jeszcze dodatkową motywację, aby osiągnąć analogiczny sukces z Dynamem.

A co skłoniło pana do powrotu z francuskiego klubu, w którym odnosił pan sukcesy, do Rosji?

Pomógł mi w tym ówczesny członek kierownictwa WFS i były kolega z CSKA i reprezentacji, nieżyjący już Jurij Sapiega, który w sezonie 2003/2004 był trenerem moskiewskiego Dynama. On opowiadał mi szczegółowo o moskiewskiej drużynie, o jej perspektywach, o sytuacji w zespole. Był jeszcze jeden czynnik, który zmusił mnie do powrotu. Przepracowałem we Francji 12 lat, w tym kraju urodził się mój syn. Ale mimo wszystko nie przestałem czuć się tam cudzoziemcem.

Teraz przez panem stoi nowe, jeszcze trudniejsze wyzwanie. Czy zdaje pan sobie sprawę, jaki wziął na siebie ciężar? W terminie krótszym niż 200 dni stworzyć praktycznie nową drużynę i wygrać mistrzostwa Europy.

Mamy rzeczywiście bardzo mało czasu i sądzę, że należy stawiać na doświadczonych graczy. W tak krótkim czasie zrobienie wyniku z Siergiejem Grankinem i Aleksandrem Wołkowem nie jest możliwe. Dlatego będę powoływał do kadry siatkarzy zaawansowanych wiekowo. Jeszcze w przeddzień wyboru dzwoniłem do Wadima Chamuckich. Powiedziałem: „Tak, jestem rywalem trenera, pod kierownictwem którego pracowałeś wiele lat. Szanse moje i Szipulina wynoszą 50 na 50. Czy mogę na ciebie liczyć, jeżeli wygram?” Odpowiedział, że nigdy nie odmawiał gry w „sbornej”. Człowiek o takich predyspozycjach lidera jak Chamuckich jest po prostu niezbędny drużynie narodowej. Dzwoniłem już też do trenera Dynamo TTG, Wiktora Sidielnikowa. Umówiłem się, że będę rozmawiał z jego obecnymi podopiecznymi – Wadimem Chamuckich właśnie, z Siergiejem Tietiuchinem, Aleksandrem Kosariewem. Na początku tygodnia porozmawiam z wszystkim trzema, i w najbliższym czasie pojawię się w Kazaniu. Rozmawiałem także z pierwszym trenerem Iskry Odincowo, Siergiejem Cwietnowem. Co prawda nie będę na razie odrywał jego graczy od pracy klubowej – przed nimi finał Top Teams Cup. Obowiązkowo muszę także porozmawiać z Giennadijem Szipulinem, z Wiaczesławem Zajcewem. Jestem otwarty na współpracę i z radością przyjmę każdą pomoc.

Rusłan Olichwer w niedawno udzielonym wywiadzie powiedział, że za kadencji Zorana Gajića drużyna nie stanowił jedności. Pan z kolei deklarował w swoim programie przedwyborczym, że chce położyć nacisk na przygotowanie psychologiczne graczy…

W reprezentacji powinni być wyłącznie tacy gracze, którzy rzeczywiście tego chcą. Za czasów radzieckich sformułowania: czy gracz ma chęć na grę w reprezentacji czy jej nie ma w ogóle nie wchodziło w grę. Pytanie stawiano inaczej: powołają mnie czy nie? Zasługuję na powołanie czy nie? Mówiąc szczerze, było dla mnie niepojęte zjawisko, kiedy rosyjscy siatkarze po zajęciu siódmego miejsca w MŚ w Japonii od razu zasiedli do… gier komputerowych. W reprezentacji ZSRR po porażkach mogliśmy się pobić w szatni, ale nie byliśmy obojętni. Oczywiście, w ślad za zamianami pokoleniowymi zmieniają się również wartości ale,…. Choć na przykład młodzi chłopcy, którzy grają u mnie w Dynamie, już nie krępują się śpiewania hymnu narodowego. Tak więc namawiać do gry w reprezentacji nie będę nikogo. Słyszałem, że w minionym sezonie upraszano Kosariewa i zmęczonego Tietiuchina o grę w kadrze, co spowodowało długi okres niepewności co do ich gry w „sbornej”. Jestem przekonany, że sportowiec który nie chce grać nie przyniesie rzeczywistego pożytku. Dowolnej drużynie. Mówienie do drużyny: „No dawać, dawać, musicie wszystkich rozwalić” jest pozbawione sensu. A nawet szkodliwe. Nikt niczego nie musi. A w naszych czasach siatkarze właśnie tak myślą. Pamiętam, dwa sezony temu w Białogrodzie, przed piątym meczem play – off próbowałem „nakręcić” swoich graczy. Rozemocjonowany krzyczałem: „Jesteście dynamowcami! Powinniście ich roznieść już w pierwszym secie!” A w rzeczywistości stało się tak, że to białogrodzianie roznieśli nas 3:0. I im głośniej wytykałem moim siatkarzom ich błędy, tym gorzej grali. Jeżeli drużynie nie daje się prawa do błędu, to nie wygra ona niczego. Choćby to był piłkarski Real z jego furą gwiazd.

Dlatego zamierzam wykorzystywać w „sbornej” te metody, który wykorzystywałem w Dynamo. Jeżeli chcecie, to można je nazwać niekonwencjonalnymi. Na przykład przed ostatnim – zwycięskim – finałem rozgrywek ligowych pojechaliśmy do siedziby jednostki antyterrorystycznej „Alfa” (przypominamy czytelnikom, że Dynamo jest klubem Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji – przyp. tłum.). Postrzelaliśmy z automatów, pogadaliśmy z żołnierzami – weteranami, którzy przeszli przez Afganistan i Biesłan. Proszę mi wierzyć, po takich rozmowach wartości życiowe są poddawane przewartościowaniu. I już nie wszystko mierzy się w dolarach.

Lub inny, całkiem świeży przykład. Teraz, przed finałem pucharu Rosji, pojechaliśmy do szpitala. Złożyliśmy żołnierzom życzenia z okazji 23 lutego (rosyjskie święto Obrońcy Ojczyzny – przyp. tłum), a potem poszliśmy do miejscowego muzeum. I tam widzieliśmy fotografię rosyjskiego chłopca Żeni Rodionowa, który był bestialsko zamęczony podczas pierwszej wojny czeczeńskiej za odmowę przyjęcia islamu. Jeśli do tego momentu zawodnicy znajdowali się w dość wesołym nastroju, to po usłyszeniu opowiadania o losie tego chłopca zamilkli. Zamyślili się. Potem, na odprawie, już nie poprawiali sznurowadeł i nie przekomarzali się, tylko milczeli i patrzyli mi w oczy. Oczywiście, mentalności ludzi nie da się zmienić w kilka miesięcy. Ale będę robił wszystko, aby gracze zrozumieli z jakiego powodu bronią barw narodowych.

Zdaje pan sobie sprawę, że w mistrzostwach Europy 2007 rozgrywanych w naszym kraju każde miejsce, oprócz pierwszego, będzie dla Rosji jeżeli nie tragedią, to ciężką klęską? Z kolei zwycięstwo może być przyjęte bez wielkiego entuzjazmu – ot, powiedzą, graliśmy u siebie…

No, jeżeli nasza reprezentacja byłaby urzędującym mistrzem świata lub zwycięzcą Ligi Światowej, to wtedy zdobycie mistrzostwa Europy mogłoby być przyjęte jako podrzędne wydarzenie. Ale przecież wszystko wygląda inaczej. W każdym razie jestem gotów wziąć pełną odpowiedzialność za wynik – aby maksymalnie odciążyć chłopaków psychicznie. Sport jest sportem, i porażki są jego nieodłączną częścią. Kiedyś prezes koszykarskiego Dynama i trener reprezentacji Jewgienij Gomelski powiedział mi: „Trener staje się prawdziwym trenerem dopiero po tym, kiedy kilka razy zwolnią go z pracy”.

Jakie zadanie wyznaczono „sbornej” w Lidze Światowej?

Oczywiście chcielibyśmy trafić do turnieju finałowego. Ale pierwsze cztery kolejki zamierzamy grać w eksperymentalnym składzie. Żeby bliżej przyjrzeć się bezpośredniemu zapleczu i jednocześnie dać odpocząć weteranom, którzy ostatnich kilka lat pracowali literalnie „do zajechania”, odpoczywając 5 – 6 dni w roku. Przed 5 kolejką fazy grupowej LŚ określę skład i zacznę zgrywać drużynę, która wystąpi w turnieju finałowym. Jeżeli oczywiście tam trafimy. Największy problem „sbornej” na chwilę obecną to nawet nie obecność lub nieobecność poszczególnych graczy, a brak klasowego specjalisty od przygotowania fizycznego. Najprawdopodobniej będzie trzeba zaprosić na to stanowisko cudzoziemca. Jeszcze jeden słaby punkt to sztab medyczny.

Czy może pan podać nazwiska graczy, którzy będą zaproszeni do gry w drużynie narodowej?

Najpierw powinienem powiedzieć, że federacja od dawna planuje stworzenie drugiej reprezentacji. To będzie bezpośrednie zaplecze pierwszego zespołu. Niezbędne jest aby dublerzy też zyskali doświadczenie w meczach międzypaństwowych. Aby, kiedy zajdzie konieczność rzucenia do boju graczy rezerwowych, nie trzęsły im się kolana. Ponieważ czasu na formowanie składu jest bardzo mało, możliwe jest, że na drugą drużyną spadnie część obciążeń pierwszej – przede wszystkim w grupowych meczach Ligi Światowej. A lista kandydatów zgłoszonych do tego turnieju wygląda tak: rozgrywający – Siergiej Grankin, Wadim Chamuckich, Konstantin Lesik, Oleg Samsonyczew, Aleksander But’ko; skrzydłowi – Taras Chtiej, Paweł Abramow, Aleksander Kosariew, Siergiej Tietiuchin, Aleksander Korniejew, Jurij Bierieżko, Roman Daniłow; środkowi – Aleksiej Kazakow, Aleksander Wołkow, Aleksiej Kuleszow, Aleksander Abrosimow; atakujący – Semen Połtawski, Siergiej Baranow, Maksym Tierieszyn, Jewgienij Matkowski; libero – Aleksiej Werbow, Witalij Jewdoszenko, Aleksander Janutow.

A jakie są perspektyw graczy, których pan nie wymienił, ale którzy wcześniej byli często powoływani do reprezentacji: Andrieja Jegorczewa, Romana Jakowlewa, Stanisława Dinejkina, Aleksandra Gierasimowa?

Co do Jegorczewa, decyzję podejmę później – trzeba porozmawiać osobiście. A co się tyczy bardziej zaawansowanych wiekowo graczy, to po prostu nie chcę wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Do tej pory pozostaje dla mnie zagadką, dlaczego Dinejikin, znakomicie grający u mnie w Dynamo, całkowicie zawalił olimpiadę w Atenach? Z początku myślałem, że przyczyna leży w nieporozumieniach z trenerem. Jednak, kiedy zamiast Giennadija Szipulina drużynę objął Zoran Gajić sytuacja się nie zmieniła. To znaczy, że przyczyna leży gdzie indziej. Gierasimow, o ile wiem, niedawno był operowany. Nie stawiam bynajmniej krzyżyka na tych weteranach. Ale w warunkach kiedy trzeba pracować na wynik bieżący w składzie kadry się nie mieszczą.

W siatkówce, tak jak w wielu innych sportach drużynowych, z pewnością istnieją tak zwane szkoły trenerskie. Czym się one różnią i do jakiego stylu zalicza się pan, człowiek pracujący z sukcesami we Francji i Rosji?

W Europie dużą uwagę poświęca się statystyce. We Włoszech i Francji nawet zbyt dużą. W Rosji trenerzy większe znaczenie przywiązują do zaangażowania graczy na treningach, zapominając często, że sytuacja meczowa różni się w sposób zasadniczy od treningowej. Staram się łączyć oba te kierunki. Statystyką trzeba się posługiwać, ale nie można polegać na niej we wszystkim. Koniec końców mecz wygrywają nie cyfry, a żywe drużyny.

А jakie są różnice w procesie treningowym?

We Francji dużo pracuje się nad techniką. A u nas większość klubów w ostatnim czasie niemal przez całe doby szlifuje zagrywkę. Ale ja myślę, że na zagrywce i w przyjęciu składowa psychologiczna jest równie ważna jak techniczna. W mojej praktyce jest ogromna liczba przypadków, kiedy zespół na przedmeczowym treningu zagrywał idealnie, a wieczorem wszystkie piłki trafiały w siatkę. To samo z przyjęciem. Na przykład zwykło się uważać, że Aleksander Korniejew nie umie przyjmować. Ale jak wtedy wyjaśnić, że w meczu z Lokomotiwem – Biełogorie maił 65% idealnego przyjęcia, a w następnym meczu z outsiderem – Nieftianikiem Baszkortostana – tylko 19%? Wydawałoby się – ten sam człowiek, te same ręce, nogi… Tak, zagrywka to potężna broń, którą można wygrać mecz. Ale nie powinna to być jedyna broń w arsenale drużyny. Koniec końców, zawsze można się nią nie „wstrzelić” …..

Rozmawiali: Władimir Możajcew, Anton Sołomin
Tłumaczenie i opracowanie: Andrzej Karbownik

źródło: SportoweFakty.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka światowa

Więcej artykułów z dnia :
2007-03-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved