Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Tomaso Totolo chciał być kiedyś kolarzem

Tomaso Totolo chciał być kiedyś kolarzem

41-letni szkoleniowiec siatkarzy Jastrzębskiego Węgla po raz pierwszy pracuje w zagranicznym klubie. Jak na prawdziwego Włocha przystało, kocha rodzinę, futbol i dobre jedzenie.

Jakie są pierwsze Pańskie wrażenia z pobytu na Śląsku?

Tomaso Totolo: Do Jastrzębia jechałem, mając w głowie dobre wspomnienia z poprzedniego pobytu w Polsce. W 2002 roku byłem asystentem trenera reprezentacji juniorów i zdobyliśmy wtedy w Cetniewie mistrzostwo Europy. Mam w Jastrzębiu świetne warunki do pracy. Klub jest dobrze zorganizowany, a w składzie są bardzo dobrzy siatkarze.



Ale mecze zespół musi rozgrywać w ciasnej hali…

No nie jest to najlepsza hala na świecie. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, byłem trochę zaskoczony. Nie spodziewałem się, że Jastrzębie gra w takim malutkim obiekcie. W pierwszej lidze włoskiej nie zostałaby dopuszczona do rozgrywek. Z drugiej strony moi siatkarze są do niej przyzwyczajeni i hala jest atutem zespołu.

Czy jest Pan drogim trenerem?

Na pewno nie. Dla mnie pieniądze nie są najważniejsze. Nie przyjąłem tej propozycji z powodów finansowych. Polska liga to dla mnie nowe wyzwanie. Pierwszy raz pracuję poza rodzinnym krajem i dopiero po raz drugi samodzielnie prowadzę zespół. Wiadomo, że liga włoska jest mocniejsza, ale Polska to przecież wicemistrz świata. Grają u was coraz lepsi siatkarze. Siatkówka w waszym kraju się rozwija.

W środę Jastrzębski Węgiel przegrał ze Skrą Bełchatów 1:3. Czy Pana zespół stać będzie w przyszłości na wygraną z mistrzami Polski?

Moi siatkarze przegrali, bo za bardzo się stresowali. Nie wiem dlaczego, bo przecież grali u siebie. Drużyna nie prezentowała tego, co naprawdę potrafi i dlatego jestem rozczarowany naszym występem. Skra to naprawdę silny zespół i aby z nią wygrać, trzeba być w wyższej formie. Stać nas na zwycięstwa z takimi drużynami. Dalej będę pracował z zawodnikami nad udoskonaleniem techniki gry oraz nad tym, aby byli silniejsi psychicznie. Podczas spotkań muszą być bardziej skoncentrowani. Największy problem to brak czasu, bo przecież objąłem zespół niecałe dwa tygodnie temu.

Sprowadzi Pan do Polski rodzinę?

Mój 14-letni syn Marco i 12-letnia córka Vittoria chodzą we Włoszech do szkoły. Żona Stefania pracuje w szkole. Nie mogą więc przeprowadzić się do Jastrzębia. Odwiedzą mnie na Wielkanoc. Tęsknię za nimi, rozmawiamy codziennie przez internet.

Ma Pan podpisany kontrakt do końca sezonu. Co będzie dalej?

Nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Skupiam się na tym, co mam do zrobienia teraz. Kiedy liga się skończy, zastanowię się, co dalej.

Zaczął Pan brać lekcje języka polskiego. Po co, skoro z siatkarzami dogaduje się Pan przecież po włosku i angielsku.

Chciałbym poznać podstawowe słowa związane z siatkówką. Podczas meczu, kiedy dochodzi do jakichś nerwowych sytuacji, to lepiej porozumieć się z zawodnikami po polsku.

W polskiej lidze piłkarskiej zadebiutował w zeszłym roku pierwszy włoski zawodnik. W lidze siatkarskiej mamy na razie tylko trenerów z Włoch. Kiedy włoscy siatkarze zaczną grać w Polsce?

W moim kraju mamy dwie silne ligi. Większość zawodników uważa, że we Włoszech są najlepsze warunki do gry. Nie chcą ryzykować i wyjeżdżać w inne strony świata. To jest główny problem, a nie pieniądze. W Polsce niektórzy zawodnicy mogliby zarobić tak samo jak we Włoszech. Być może w przyszłości to się zmieni. Gdybym został w Polsce na kolejny sezon, zastanowiłbym się nad ściągnięciem tutaj mojego rodaka. Wasza liga jest niezła, kluby są dobrze zorganizowane, a mecze cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Zresztą fani siatkówki w Polsce są jeszcze bardziej żywiołowi niż ci we Włoszech.

Podczas meczów reaguje Pan bardzo żywiołowo. To musi kosztować sporo zdrowia…

Niekoniecznie. Bardzo często gestykuluję, wymachuję rękami, ale nie oznacza to, że się denerwuję. My, Włosi, tak już mamy (śmiech). Zawsze jednak panuję nad sobą, bo moim zadaniem jest wspieranie graczy, a nie wpływanie na nich negatywnie. Nie wdaję się też w rozmowy z sędziami. Oni, podobnie jak trenerzy czy siatkarze, również się mylą, ale to nie powód do kłótni z nimi.

A jak się Pan relaksuje?

Słucham rocka. Moje ulubione zespoły to U2, Pink Floyd i Genesis. U2 trzy razy widziałem na żywo. Dla relaksu lubię też coś ugotować. Wiem, wiem, włoska kuchnia kojarzy się wam z pizzą i makaronem, ale ja preferuję risotto.

Pewnie jak większość Włochów uwielbia Pan futbol?

Oczywiście. Mieszkam w Weronie i kibicuję miejscowej drużynie. Szkoda, że gra teraz w drugiej lidze. Moim ulubionym piłkarzem jest Alessandro Del Piero z Juventusu. Grałem także w piłkę. Jako chłopak trenowałem w klubie z Isola della Scala. Stamtąd właśnie pochodzę. Najpierw chciałem jednak zostać kolarzem, ale ojciec był temu przeciwny. Sam nie wiem dlaczego. Do dzisiaj dużo jeżdżę na rowerze. Mam dwa profesjonalne, bardzo drogie rowery, ale nie przywiozłem ich do Polski. I tak nie miałbym czasu na przejażdżki. Jeden z tych rowerów dostałem od mojego przyjaciela, który był zawodowym kolarzem.

Na koniec porozmawiajmy o kobietach. Chyba większość Włochów kocha się w pięknej aktorce Monice Bellucci. Pan też?

Ha, ha, ha… Monika to chyba najpopularniejsza Włoszka na świecie. A czy najładniejsza? To na pewno ikona piękna, ale mamy w Italii wiele ładnych kobiet. Jestem pewien, że w Polsce też jest ich mnóstwo.

Rozmawiał Leszek Błażyński – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-03-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved