Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > O Małym Rycerzu, który stał się cesarzem

O Małym Rycerzu, który stał się cesarzem

Raul Lozano jest w Polsce trenerem, ale w Argentynie hodowcą bydła i pewnie dlatego bardzo mu odpowiada rola „świętej krowy”. Niestety, wiele wskazuje na to, że po zdobyciu srebrnego medalu na mistrzostwach świata, argentyńska głowa trenera okazała się...

… znacznie mniej odporna na wodę sodową niż polskie jego podopiecznych. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Raul Lozano, który nie cierpi gwiazdorstwa, na jedyną gwiazdę swojej drużyny kreuje… siebie.

Od początku małżeństwa Lozano z polską siatkówką należę do grona jego zdecydowanych zwolenników. Wierzę w jego charyzmę, talent, wiedzę i determinację. Cenię jego zasady i to, że nie tylko o nich mówi, ale konsekwentnie ich przestrzega, co nie zawsze idzie w parze.



Te deklaracje nie powstały na użytek dzisiejszego tekstu, ale płyną z kilkudziesiściu moich artykułów o argentyńskim „Małym Rycerzu”. Tym bardziej więc mnie razi postawa egzaltowanej primabaleriny, którą ostatnio coraz częściej przyjmuje Lozano.

Niepokoją wieści, że don Raul selekcjonuje już nie tylko siatkarzy, ale również dziennikarzy. Zatracił chyba poczucie rzeczywistości, bo tylko tak można określić chorobliwą nadwrażliwość na krytykę. To prawda, że w powodzi cukru połączonego z miodem i małmazją, która zasłużenie spłynęła na niego po mistrzostwach świata, zapomniał, co to takiego krytyka. Warto jednak, żeby wrócił już nie tyle do Polski, co w ogóle na ziemię.

W głośnym konflikcie z Mariuszem Wlazłym racja była po stronie Lozano. Sprawa przycichła po rozmowie zawodnika z trenerem. Wlazły spełnił warunki Argentyńczyka, publicznie przeprosił trenera, kolegów i kibiców. Naturalne więc, że następnym ruchem seniora Raula powinno być oświadczenie: Mariusz wraca do kadry! Lozano powiedział jednak, że „jeszcze się zastanawia, w jaki sposób zakończyć tę sprawę”. To tyle co „Jego Wysokość łaskawie rozważy”. Powszechnie odtrąbiono uroczyście powrót Wlazłego do kadry, ale w świetle słów szefa nie jest to jeszcze przesądzone.

Rozumiem, że surowymi decyzjami dyscyplinarnymi Lozano buduje swój autorytet. Temu służyło wykluczenie grupy bankietowej przed mistrzostwami Europy 2005. Pytanie, czy kara nie była za surowa w stosunku do przewinienia, pozostało bez odpowiedzi. W przypadku Wlazłego ta kwestia jest bardziej rażąca. Bełchatowianin nie prowadził się niesportowo, nikogo nie obraził, nie naruszył fair play, a jednak miał aż wylecieć z kadry. Mistrzostwa Europy Polacy przegrali, ale nie zrobiło to na nikim wrażenia, bo wcześniej zawsze przegrywali.

Jeśli jednak ceną za kolejną próbę budowania autorytetu trenera miałyby być przegrane najbliższe imprezy i awans olimpijski oddali się (bez Wlazłego to nie jest wykluczone), to ja protestuję. Takim kosztem nie może promować swojej indywidualności żaden trener. Może ktoś jednak położy lód na gorącą głowę południowca. Celem pracy Lozano jest olimpiada, a nie tworzenie własnego mitu.

Nie jest w dobrym stylu, jeśli trener podkreśla, że może z dnia na dzień podjąć pracę gdzieś indziej. To trąci szantażem. Lozano oczekuje totalnej spolegliwości. Negocjacje w sprawie kalendarza to według niego kłótnie. Kłótnią jest artykułowanie każdego zdania innego niż jego.

Niestety, gubi się w nowej – po japońskim sukcesie – rzeczywistości również związek. Prezes Mirosław Przedpełski zachowuje się tak jakby chciał jeść Argentyńczykowi z ręki. Niesmak budzi decyzja o zawieszeniu Bogusława Adamskiego w pełnieniu obowiązków sekretarza generalnego PZPS. Jest bowiem jedynie podbijaniem bębenka, na którym wygrywane są hymny pochwalne dla Lozano. To, że trener wyolbrzymia ponad miarę rozsądku dość łagodne w gruncie rzeczy słowa Adamskiego, już mnie nie dziwi. Ale dlaczego robi to prezes? Przedpełski przeprasza trenera z uniżonością, która nie przystoi. Zwrócenie uwagi na pewną niezręczność sformułowań byłoby pewnie wystarczające. Rozdymanie problemu jest jak wojna o Falklandy – mała sprawa, duży huk.

Wyraźna rysa jest również w relacjach selekcjonera z klubami. Przypudrowano ją srebrem, ale nie zniknęła. Oby nie zapłaciła za to reprezentacja. Raul Lozano podkreśla, że jego drugą ojczyzną są Włochy. Powinien więc wiedzieć, że zmierzch starożytnego Rzymu nie zaczął się wtedy, kiedy lud zaczął czcić cesarzy jak bogów, ale wtedy, kiedy oni sami uwierzyli w swoją boską moc.

Autor tekstu: MAREK KONDRACIUK (Dziennik Łódzki)

źródło: Dziennik Łódzki

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2007-03-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved