Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Poszli tą samą drogą

Poszli tą samą drogą

Potomkowie nie tylko dziedziczą po swoich przodkach majątki, ale także cechy charakteru, talent. W sporcie również często zdarzają się przypadki, że pociechy wychowane w sportowej rodzinie, później idą tą samą drogą.

Od małego przebywają na zgrupowaniach, towarzyszą swoim rodzicom podczas zawodów, dzielą się z nimi sukcesami i razem z nimi przeżywają porażki.

W polskim sporcie takich przypadków jest wiele, w siatkówce także. Drogą, którą podążał najsłynniejszy polski trener Hubert Wagner poszedł również jego syn Grzegorz. – Jeśli człowiek wychowuje się w domu przesiąkniętym siatkówką, to chyba nie ma innego wyjścia. Na sali spędzałem dziennie po 10-12 godzin, często zasypiałem na materacu gdzieś w kącie – wspomina syn słynnego trenera. Hubert Wagner był twórcą największych sukcesów polskich siatkarzy. Pod jego wodzą Polacy zdobyli złoty medal mistrzostw świata w Meksyku w 1974 roku, a dwa lata później wywalczyli tego samego koloru krążki olimpijskie w Montrealu.



Nie byłoby nas bez niego, nie byłoby jego bez nas – wspominał nieżyjący już Wiesław Gawłowski, a inny podopieczny Wagnera, Ryszard Bosek dodał: – Nigdy nie był „katem”, jak ochrzciły go media. Tak samo jak my nigdy nie byliśmy niewolnikami.

W reprezentacji Polski Hubert Wagner grał przez 10 lat, rozgrywając w niej 194 spotkań. Występował w mistrzostwach świata i Europy, w 1968 roku był na olimpiadzie w Meksyku. Potem został trenerem i przeszedł do historii polskiej siatkówki. Rodzinne, sportowe tradycje kontynuuje syn Grzegorz Wagner. Rozpoczął grę w siatkówkę mając piętnaście lat. Potem przechodził kolejne szczeble swojej zawodniczej kariery. Ponad 20 lat temu znalazł się w kadrze… Huberta Wagnera.– To była stresująca sytuacja. W prasie pojawiło się wiele artykułów wątpiących w zasadność powołania mnie przez ojca – wspomina Grzegorz.

Ta sytuacja sprawiła, że nie zagrzał długo miejsca w reprezentacji, choć bez wątpienia zasługiwał na grę z orzełkiem na piersiach. Jego talent docenił później inny selekcjoner, Leszek Milewski. Grzegorz nie ukrywa, że chciał iść w ślady ojca. – Nie wyobrażam sobie życia bez siatkówki – mówi. Nie boi się też porównań do legendarnego ojca. – To wręcz mnie mobilizuje do wytężonej pracy – dodaje.

Autor tekstu: Leszek Jaźwiecki „Dziennik Zachodni”

UWAGA! Więcej przeczytasz w papierowym wydaniu Super Volleya!

źródło: Super Volley

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2007-03-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved