Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Awantury o Wlazłego „od A do Z”

Awantury o Wlazłego „od A do Z”

Czy reprezentacja polskich siatkarzy grać będzie w tym roku bez swojej największej gwiazdy? Wokół Mariusza Wlazłego rozpętała się w minionym tygodniu prawdziwa wojna.

Targany zdrowotnymi kłopotami siatkarz chciał odpocząć od kadry w meczach komercyjnej Ligi Światowej, tymczasem Raul Lozano całkiem wyrzucił go z reprezentacji. Obaj panowie spotkali się w czwartek. Czy atakujący z Bełchatowa zagra w kadrze zależy wyłącznie od trenera, który prosto ze spotkania odleciał do Argentyny…

Mariusz Wlazły od kilku sezonów najlepszy polski siatkarz od wielu miesięcy ma kłopoty ze zdrowiem. Jego młody organizm jest wyeksplatowany: notoryczne skurcze mięśni, wypłukane z organizmu minerały. Ostatnio pojawiła się opinia, że jeśli siatkarz „nie zwolni”, może zostać kaleką.



„Sport to zdrowie”, z tym że niekoniecznie ten profesjonalny. Historia zawodowego sportu zna wielu wirtuozów, którzy właśnie przez nadmierną eksploatację, często młodych organizmów, szybko kończyli w lekarskich gabinetach, na wózkach inwalidzkich, z dala od wiwatujących tłumów. Takie przypadki zna także polska siatkówka. Wystarczy wspomnieć świetnie zapowiadającego się reprezentanta kraju Marcina Prusa, któremu ciężka kontuzja odebrała na zawsze marzenia o sławie, medalach i zaszczytach. Niewiele brakowało, a ostatnio jego los podzieliłby dobrze znany w Bełchatowie Michał Bąkiewicz. Urodzony w Piotrkowie siatkarz zdołał się wykurować tylko dlatego, że szybko poddał się leczeniu.

Właśnie w trosce o swoje zdrowie, Mariusz Wlazły, jeszcze zanim Raul Lozano ogłosił skład na Ligę Światową, wysłał do PZPS pismo, o nieuwzględnianie go w kadrze na te komercyjne i popularne praktycznie jedynie w Polsce rozgrywki. Do pisma załączył opinie lekarskie potwierdzające, że potrzebny jest mu odpoczynek.

Żaden inny polski siatkarz nie rozegrał w ostatnim czasie tylu spotkań. Po mistrzostwach świata, w których Wlazły w dwa tygodnie zagrał dziesięć meczy, od razu rozpoczęła się liga i Liga Mistrzów. Być może nawet nie same mecze są najbardziej męczące, ale przede wszystkim częste podróże. Przez ostatnie 12 tygodni zawodnicy BOT Skry nie mieli praktycznie czasu na normalny trening, odnowę biologiczną, nie mówiąc o odpoczynku.

Błędem Wlazłego było to, że o potrzebie odpoczynku mówił głośno w mediach. Znając nieprzejednany charakter Raula Lozano, od początku wróżyło to kłopoty. Jednak postawa w tej materii jest niezrozumiała. Owszem, zawodnik powinien najpierw porozmawiać z trenerem, dopiero opowiadać o swych problemach dziennikarzom. Tyle tylko, że z kim miał rozmawiać, skoro Lozano zaszył się na swojej farmie w Argentynie, bez telewizji i internetu?

Charyzmatyczny Argentyńczyk przyjechał do Polski tylko na tydzień. Zażądał spotkania z Wlazłym przed ważnym meczem BOT Skry z PZU AZS Olsztyn. Nie chciał przyjąć do wiadomości tłumaczenia, że zawodnik miał w tym czasie pierwszy po przegranej z Majorką trening. Taka postawa trenera, który na zgrupowaniach reprezentacji wyznacza zawodnikom godziny, kiedy mogą rozmawiać z prasą, utajnia treningi, a nawet sparingi, jest niezrozumiała. Profesjonalista powinien wiedzieć, że siatkarz nie może opuścić treningu w klubie. Bo to właśnie Skra, a nie Raul Lozano jest jego pracodawcą.

Wlazły zaprosił trenera na rozmowę po meczu w Bełchatowie. Lozano miałby przy okazji możliwość obejrzenia w akcji siedmiu kadrowiczów, ale wybrał się do Radomia, a atakującego z reprezentacji wyrzucił na cały rok.

Za Raulem Lozano stoi wynik – srebrny medal mistrzostw świata. Ale bez Wlazłego tego medalu by nie było. Argentyńczyk uzurpuje sobie prawa, do bycia jedyną wyrocznią w polskiej siatkówce. W miniony czwartek na łamach „Przeglądu Sportowego” obarczył winą za całą sytuację Konrada Piechockiego, wiceprezesa Skry. Lozano wprost sugerował w obszernym, tendencyjnym wywiadzie, którego udzielił Romanowi Kołtoniowi redaktorowi naczelnemu „Przeglądu Sportowego”, że Piechocki stoi za postępowaniem Wlazłego. – Na temat wypowiedzi trenera Lozano nie chciałbym się wypowiadać, zanim głosu w tej sprawie nie zabierze prezes PZPS Mirosław Przedpełski – odpowiada wiceprezes Skry. – Zastanawia mnie tylko, skąd takie wnioski trenera Lozano, skoro przez cały okres trwania tej sprawy, nie rozmawialiśmy ani razu na temat Wlazłego. Jestem tym mocno zdziwiony – dodaje Piechocki.

(…) Tak jak Raul Lozano dba o interes reprezentacji (czy aby na pewno, wykluczając najlepszego siatkarza?), tak Konrad Piechocki dba o interes Skry. Doprawdy trudno doszukać się w tym czegoś dziwnego. Najważniejsze jest zdrowie zawodnika. A on jest przede wszystkim siatkarzem Skry. Jednak Raul Lozano i jego otoczenie ma z mistrzami Polski na pieńku. To właśnie Skra głośno protestowała przed przesunięciem rozgrywek ligowych, za czym obstawał Lozano. Bełchatowianie w końcu się ugięli, Argentyńczyk wygrał , bo przywiózł z Japonii medal, ale to Skra, a nie Lozano ma teraz problem z napiętym kalendarzem i zmęczonym Wlazłym. (…)

W miniony czwartek Mariusz Wlazły spotkał się z Raulem Lozano. Obaj panowie wyjaśnili sobie nieporozumienia. Na żądanie trenera, siatkarz przeprosił kolegów z reprezentacji za zamieszanie. To był warunek powrotu do kadry (!). Wlazły udowodnił, że na grze w reprezentacji mu zależy. Czy to oznacza powrót Wlazłego do reprezentacji, nie wiadomo, bo zaraz po spotkaniu Lozano odleciał do Argentyny.

Mirosław Przedpełski, prezes PZPS, podkreślił, że w dojściu do porozumienia, jest wielka zasługa działaczy Skry…

Autor tekstu: Maciej Wiśniewski (FAKTY, Informacje, Komentarze – tygodnik regionalny)

źródło: FAKTY, Informacje, Komentarze - tygodnik, skra.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2007-03-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved