Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Wkręt-Met pozytywnie zaskoczył

Wkręt-Met pozytywnie zaskoczył

W środę Wkręt-Met przegrał po pasjonującym meczu ze Skrą Bełchatów, a już w niedzielę wyjeżdża do Jastrzębia. Zwycięstwo powinno otworzyć drużynie drogę do pierwszej czwórki, ale będzie o nie bardzo trudno.

Częstochowianie jakoś nie mogą odnieść spektakularnego zwycięstwa w hali Polonia i dać pełnej satysfakcji swoim kibicom. Po wpadce w Bydgoszczy (porażka 1:3 z Delectą) nikt się takiego nie spodziewał, tym bardziej że drużyna Arie Brokkinga miała stawić czoła liderowi z Bełchatowa. Wkręt-Met podjął jednak walkę i był o krok od wygranej.

Skąd ta metamorfoza? Czy gracze AZS-u odzyskali nagle zagubioną gdzieś formę? Raczej nie. Zwyczajnie zmobilizowali się na silnego rywala. I okazało się, że gdy tylko chcą… to potrafią. Mecz ze Skrą pokazał, że częstochowianie mają spore możliwości – indywidualnie i jako drużyna. Krytykowany Riley Salmon rozegrał w środę najlepsze spotkanie w sezonie. Był bardzo pożyteczny w przyjęciu zagrywki i pokazał, że potrafi silnie serwować. W ataku spisywał się w kratkę, ale i tak o klasę lepiej niż we wcześniejszych meczach. Gra Salmona była miłym zaskoczeniem, tym bardziej że w Bydgoszczy zawiódł na całej linii i spodziewano się, że zastąpi go Marcin Wika. Amerykanin wyszedł na boisko poniekąd z konieczności, bo Wika wciąż narzeka na kolano i musi je oszczędzać. W środę próbkę swoich możliwości dali aktywny w obronie i dokładny w przyjęciu Piotr Gacek oraz Robert Szczerbaniuk, który jednak wciąż daleki jest od najwyższej formy. Kilka punktów zdobył także Phill Eatherton. Obaj środkowi wciąż nie mogą się jednak porozumieć z Andrzejem Stelmachem. To o tyle dziwne, że cała trójka ma wielkie doświadczenie i teoretycznie powinno im wystarczyć kilka treningów, aby wyczuć tempo grania. W środę wyglądało to tak, jakby Stelmach zmuszał się do grania przez środek. Zdarzały się nieporozumienia, plasowane ataki, a w sumie ryzyko się opłacało. Dzięki niemu nieco łatwiejsze zadanie mieli skrzydłowi, którzy zdobywali gros punktów. Wspomniany wcześniej Salmon, Brook Billings, Krzysztof Gierczyński wykorzystywani byli do granic możliwości. Zwłaszcza Gierczyński, w przypadku którego można mieć obawy, że kiedyś zacznie mu brakować sił. Kapitan od początku sezonu gra na pełnych obrotach. Nie dostaje luzu nawet w spotkaniach ze słabszymi rywalami, co w przyszłości może mieć swoje konsekwencje.



Siatkarze Wkręt-Metu pozytywnie w środę zaskoczyli, ale i tak nie byli w stanie zwyciężyć. Wyraźnie przegrali rywalizację w bloku, a w końcówce tie-breaku nie byli w stanie znaleźć sposobu na znakomicie atakującego Mariusza Wlazłego, który pokazał, że nawet w słabszej formie ma dla Skry ogromną wartość. Rozbity fizycznie, skonfliktowany z trenerem kadry Raulem Lozano, Wlazły miał prawo do błędów, o które pewnie nikt nie miałby do niego pretensji. Na nieszczęście częstochowian trafiał w boisko.

Pokonanie mistrzów Polski, którzy szybko otrząsnęli się po odpadnięciu z Ligi Mistrzów, byłoby bardzo cennym impulsem dla drużyny z Częstochowy. Trzeba się jednak cieszyć z jednego punktu (cennego szczególnie wobec niespodziewanej porażki Resovii z Jadarem), który pozwolił Wkręt-Metowi zrównać się z trzecią w tabeli Resovią Rzeszów i czekać na więcej. Z tym, że w dwóch najbliższych kolejkach o to więcej będzie równie trudno jak w środę. W niedzielę Wkręt-Met wyjeżdża do Jastrzębia. Wicemistrzowie Polski przegrywają mecz za meczem, ale chcąc walczyć o miejsce w czwórce, muszą się wreszcie przełamać. A zwycięstwo nad naszym zespołem będzie dla nich kluczem do tego celu. W 14. kolejce do Częstochowy przyjedzie z kolei PZU AZS Olsztyn, który walczy ze Skrą o fotel lidera.

Autor: Tadeusz Iwanicki

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-03-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved