Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Daniel Castellani: Chcę wygrywać i moi zawodnicy również

Daniel Castellani: Chcę wygrywać i moi zawodnicy również

Jego kontrakt budził zdziwienie i zaskoczenie. Wielu kibiców zadało sobie wówczas pytanie, czy będzie on w stanie nawiązać do sukcesów jakie bełchatowski klub świętował pod „batutą” Ireneusza Mazura.

Mijają, dni, miesiące, odpowiedź zaczyna być coraz bardziej klarowna. Daniel Castellani to nie tylko świetny przed laty siatkarz, ale równie znakomity szkoleniowiec. BOT Skra pod jego wodzą nabrała innego oblicza. Gra mistrzów Polski bliższa jest włoskim standardom. Jak sam mówi, w Bełchatowie za punkt honoru stawia obronę podwójnej korony.

Patrząc na Pańską listę wszystkich sukcesów, nie trudno oprzeć się wrażeniu, że jest Pan niezwykle utytułowanym i doświadczonym trenerem. Kilka miesięcy pracy za Panem i już można pokusić się o stwierdzenie, że Pańskie doświadczenie procentuje.



Mam taką nadzieję. Co do moich początków ze sportem… Swoją przygodę z siatkówką zacząłem mając 11 lat, więc było to już jakiś czas temu. Kiedy miałem 15 lat zadebiutowałem w drużynie narodowej Argentyny, a w wieku 17 lat, grałem już na Mistrzostwach Świata.

Osiągnięcia godne podziwu. Czemu teraz nie spotykamy tak młodych siatkarzy w drużynach narodowych?

Wydaje mi się, że to już nie to pokolenie. A trzeba pamiętać, że każde pokolenie jest inne i innym wartościom hołduje. Teraz młodzież ma komputery, internet, telewizję i całą gamę różnych rzeczy, o których moje pokolenie kilkanaście lat temu mogło jedynie pomarzyć. Poza tym pieniądze. Młody zawodnik gdy usłyszy, że ktoś zarabia na przykład 2 tysiące euro to i on chce mieć tyle samo, mimo, iż niewiele jeszcze umie. Świat idzie troszeczkę za szybko i być może właśnie w tym tkwi przyczyna.

Pan siatkarskich szlifów nabierał od wielu znanych szkoleniowców. Ja jednak spytam o…

Niech zgadnę, Raula Lozano?

Dokładnie.

Trafiłem pod jego skrzydła w wieku 20 lat. Wiele się od niego nauczyłem i tyle samo mu zawdzięczam. Muszę zaznaczyć, że nie tylko Lozano miał wpływ na moje siatkarskie losy. Na swojej drodze spotkałem wielu świetnych fachowców, z którymi miałem przyjemność pracować. Son, Bebeto, Pandi, Paulini, Velasco – każdego z osobna darzę ogromnym szacunkiem.

Cofnijmy się nieco w czasie. Jakie emocje towarzyszyły przed pierwszym spotkaniem z nowymi podopiecznymi?

Podszedłem do tego na spokojnie. Tego samego nie da się powiedzieć o zawodnikach. Doskonale ich rozumiem. Wiadomo jak to jest, nowy trener, ciekawe, czego będzie wymagał itp.

A jest Pan osobą wymagającą?

Jak każdy trener, ale do pewnego stopnia. Ja chcę wygrywać i moi zawodnicy również.

A propos zawodników. Podpisując kontrakt z Mistrzem Polski, kadra zespołu była już ustalona. Czy nie budziło to pańskich obaw? Wszak chyba każdy trener ma swoją wizję budowy zespołu?

Absolutnie nie było to dla mnie problemem, bo wiedziałem, że grają tu świetni zawodnicy. Problemem w takich sytuacjach jest zawsze to, by wszystko poskładać w jedną drużynę, w jeden monolit. Czasami jest tak, że dany zawodnik jest dla jednego zespołu prawdziwą gwiazdą. W innym zespole, to już nie ten sam gracz, bo nie potrafi złapać wspólnego języka z kolegami z nowej drużyny.

Jest Pan człowiekiem spokojnym i opanowanym, ale podczas spotkań sprawia pan wrażenie jakby chciał wejść na boisko i zagrać z podopiecznymi. Nerwy?

Czy nerwy? Nie, bardziej emocje. Mam swoje pomysły, koncepcje i chcę, by każdy zawodnik wkładał w to jak najwięcej swojej energii. Ja żyję meczem i przy okazji chcę troszeczkę tej energii przekazać zawodnikom.

Czym tak naprawdę jest dla Pana siatkówka?

Na pewno pasją. Siatkarska hala to mój dom. Czuję się wspaniale, gdy mogę być i czuć te wszystkie emocje, jakie towarzyszą meczom w siatkówkę. Uwielbiam tę niepowtarzalną atmosferę, kibiców. To jest moje życie.

Co chciałby Pan przekazać polskim kibicom?

Nie zmieniajcie się! Jesteście spontaniczni i wspaniali, zamieniacie każde widowisko siatkarskie we wspaniałą, rodzinną imprezę. Bardzo lubię kibiców brazylijskich i argentyńskich, ale tutaj kibice są naprawdę wspaniali. Nie zmieniajcie tego.

Trzy życzenia do złotej rybki?

Pierwsze to na pewno zdobyć Mistrzostwo Polski z BOT Skrą, drugie by mój syn zagrał w siatkarskiej drużynie narodowej Argentyny i trzecie, by moja córka wyszła za mąż.

więcej na www.skra.pl

Rozmawiał Sebastian Sobczak – skra.pl

źródło: skra.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary, PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-02-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved