Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Puchar CEV: Jastrzębski Węgiel wygrał, ale nie awansował

Puchar CEV: Jastrzębski Węgiel wygrał, ale nie awansował

Jastrzębski Węgiel pokonał 3:2 przed własną publicznością włoski zespół Copra Piacenza. Mimo to drużyna Jastrzębia nie zdołała awansować do finałowej czwórki Pucharu CEV.

Mecz, który rozegrany został w święto zakochanych miał odpowiedzieć na pytanie o obecną formę wicemistrzów Polski. Do Szerokiej przyjechała w końcu drużyna serie A z Grbićem czy Zlatanovem w składzie. Już po pierwszym spotkaniu we Włoszech zawodnicy z Jastrzębia powtarzali, że była szansa aby pokonać włoski zespół. Udało się wywieźć seta. Mimo to optymistów nie brakowało.

Włosi mimo, że jak twierdzili nie zdziwili się na widok obiektu w Szerokiej, to z otwartymi buziami spoglądali na polskich kibiców. Malutka hala już dwie godziny przed spotkaniem była pełna. Podczas rozgrzewki zawodnicy z Piacenzy wręcz ze zdumieniem przyglądali się temu niewielkiemu, ale jakże głośnemu audytorium. Kolejne zdziwienie przyszło podczas prezentacji drużyn. Brawa dla zespołu rywala spotkały się ogromnym wręcz zaskoczeniem. Chciałoby się powiedzieć „Cóż, oto polscy kibice właśnie”.



Już początek meczu wskazywał na wyrównana walkę. Mimo, że jastrzębianie rozpoczęli słabiej pozwalając Piacenzie wyjść na prowadzenie 3:1 to bardzo szybko po zagrywce Grzegorza Szymańskiego na tablicy pojawił się remis 4:4. Chwilę później dwoma asami serwisowymi z rzędu popisał się Dawid Murek i Jastrzębie odskoczyło na dwa punkty 7:5. Piacenza dogoniła Polaków tuż po pierwszej przerwie technicznej po bloku na Szymańskim oraz dwóch nieudanych atakach Pawła Siezieniewskiego. Gdy Rogiero zatrzymał blokiem Kadziewicza, o pierwszy czas zmuszony był prosić trener Bosek. Piacenza prowadziła już 12:9. Czas na niewiele się zdał, bowiem goście z Włoch jeszcze przed drugą przerwą techniczną zaczęli odskakiwać z wynikiem, schodząc na nią przy stanie 16:13. Nie podłamało to jednak chyba najbardziej obeznanego we włoskich klimatach Dawida Murka, który tuż po przerwie przejął stery w polskiej ekipie – as serwisowy, kontra z drugiej linii i bardzo szybko zrobiło się 17:16 dla Jastrzębia. Walka punkt za punkt utrzymywała się do stanu 20:20. Błąd popełnił wtedy as Włochów, Hristo Zlatanov a Paweł Siezieniewski na pojedyncznym bloku zatrzymał Dunnesa. Polacy rozegrali końcówkę po mistrzowsku, a dwie ostatnie akcje należały ponownie do Dawida Murka, który skutecznym atakiem zakończył tę partię 25:22.

Polski zespół nie spuścił z tonu również od początku drugiej osłony, po asie serwisowym Kadziewicza prowadząc 4:3. Tuż przed pierwszą przerwą techniczną Rogiero ponownie zatrzymał polskiego środkowego i to Piacenza wyszła na prowadzenie 8:7. Głośny doping kibiców nie ominął również bądź co bądź słusznego niezadowolenia z miejsca w jakim przyszło im podejmować włoską drużynę a jastrzębscy działacze usłyszeli piosenkę „Gdzie jest ta hala?„. Na boisku toczyła się jednak inna walka. Po bloku Iwanowa i Plińskiego na Marshalu, Jastrzębie wyszło na prowadzenie 9:7. W zespole z Piacenzy zupełnie siadła zagrywka, serie popsutych zagrywek nie martwiły jednak podopiecznych Ryszarda Boska. Mimo to wciąż żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć rywalowi na więcej niż dwa punkty. Po bloku Marshala na Plińskim, Piacenza schodziła na drugą przerwę techniczną, prowadząc 16:14. Tuż po niej polski zespół nie ustrzegł się kilku błędów. Gdy Kadziewicz wylądował w siatce a na tablicy pojawił się wynik 16:20 o czas zmuszony był prosić trener Bosek. Szkoleniowiec wicemistrzów Polski w końcówce seta dokonał słynnej już zmiany rozgrywającego, jednak gra Jakuba Bednaruka nie zmieniła oblicza gry zespołu. Skuteczny atak Marshala dał gościom piłkę setową, a sprawę rozstrzygnął atakiem Zlatanov 19:25.

Remis w setach zwiastował liczenie małych punktów przy założeniu, że jastrzębianie zamierzają wygrać dwie kolejne partie. Na boisku pozostał Jakub Bednaruk. Zaczęło się dobrze. Jastrzębianie od początku partii grali doskonale blokiem. Przez polski mur nie mógł przebić się ani Zlatanov ani Bovolenta. Przy stanie 5:1 o pierwszy czas zmuszony był prosić włoski szkoleniowiec. Jastrzębianie schodzili na pierwszą przerwę techniczną prowadząc 8:3 co zapowiadało walkę o małe punkty. Szybko jednak spokój w grze odzyskali goście, którzy momentami pokrzykiwali do siebie na boisku nie koniecznie w ramach wzajemnej mobilizacji. Po zagrywkach Nikoli Grbića, Piacenza dogoniła jastrzębian na dwa punkty 12:10 aby po dwóch atakach autowych w wykonaniu Murka i Szymańskiego wyjść na prowadzenie 14:13. Wyrównana walka trwała podobnie jak w pierwszym secie do okolic dwudziestego punktu. Asem serwisowym popisał się Siezieniewski, Murek zatrzymał blokiem Marshala i jastrzębianie wyszli na prowadzenie 22:19. Na boisku pojawił się Przemysław Michalczyk. Autowy atak Dunnesa dał Polakom piłkę setową, którą wykorzystał Szymański ustalając wynik w trzeciej partii na 25:22.

Aby awansować do final four należało wygrać czwartą odsłonę 25:16. Sprawa trudna, ale jak pokazali kibice swoim dopingiem w ich sercach możliwa do zrealizowania. Gorzej sprawa wyglądała na boisku. Jastrzębianie od początku partii byli w defensywie. Skutecznie zagrywał Grbić wyprowadazjąc swój zespół na prowadzenie 4:1. Rozszalał się w ataku słabo spisujący się od początku meczu Zlatanov, po którego atakach Piacenza schodziła na pierwszą przerwę techniczną przy stanie 8:4. Obraz gry nie zmieniał się z każdą kolejną minutą a punktów dzielących Piacenzę od awansu było coraz mniej. Zastanawiającym pozostał jedynie fakt braku powrotnej zmiany Iwanowa, który nie grał w pierwszej partii źle, a mimo to trener Bosek wprowadził w drugiej odsłonie na boisko Bednaruka, który konsekwentnie pozostał w polu gry. Przy stanie 16:10 dla Piacenzy nikt nie miał już złudzeń odnośnie awansu, choć niektórzy po cichu żartowali, że 15 punktów z rzędu i final four stoi otworem. Tak się jednak nie stało. Christian Dunnes skutecznym atakiem dał gościom siedemnastu punkt i tym samym przesądził sprawę awansu. Mecz jednak toczył się dalej a gra jastrzębian z minuty na minutę wyglądała gorzej. Przy stanie 11:18 na boisku pojawił się Igor Yudin, cóż jednak ten młody zawodnik miał poradzić, gdy całemu zespołowi nie szło po prostu nic. Piacenza pewnie dowiozła przewagę do końca zwyciężając 25:11 co pozostawiło niezbyt dobry obraz.

Kibice skandowali przed rozpoczęciem tiebreaka „Wygrajcie dla nas” i trzeba przyznać, że wspaniały doping jaki zgotował miejscowy klub kibica wspólnie z resztą widowni zasługiwał na podziękowania. Wzięli sobie to do serca sami zawodnicy, choć początek piątej odsłony nie napawał optymizmem. Z blokiem nie mógł poradzić sobie Murek i od początku partii utrzymywało się dwupunktowe prowadzenie Piacenzy. Po zmianie stron coś drgnęło w polskiej ekipie. Asa serwisowego zagrał Jakub Bednaruk, chwilę później Paweł Siezieniewski i Jastrzębianie wyszli na prowadzenie 11:9. Po ataku w aut Dunnesa o czas poprosił trener Piacenzy, jednak nie wiele to pomogło. Autowy atak Flavio Cruz’a dał jastrzębianom piłkę meczową i po ponad dwóch godzinach Jastrzębski pokonał Coprę Piacenzę 3:2.

Awansu nie ma, ale gdyby nie czwarta odsłona można byłoby powiedzieć, że był to naprawdę ciekawy mecz w wykonaniu wicemistrzów Polski. Jak mówi przy okazji każdej konferencji prasowej Daniel Pliński kryzys w zespole odchodzi w zapomnienie. Wydawać by się mogło nawet, że jedynym problemem Jastrzębia jest obecnie brak pierwszego rozgrywającego. Mecze rozpoczyna zawsze Iwanow, jednak nie zdarzyło się jeszcze aby zagrał spotkanie od początku do końca, nawet jeśli prezentuje całkiem ciekawą siatkówkę. Atutem Bednaruka jest częstsza, choć jak pokazują ostatnie spotkania również nie zbyt częsta gra środkiem. Mimo wszystko żaden z graczy nie ma poczucia, że gra opiera się na nim.

Jastrzębianie zapominają powoli o pucharze CEV. Pozostaje skupić się PLSie, w którym i tak mają już na koncie dwa zaległe spotkania. Zaplanowany na najbliższą sobotę mecz ze Skrą Bełchatów, tym razem ze względu na udział bełchatowian w Lidze Mistrzów przełożony został na koniec marca.

Jastrzębski Węgiel – Copra Piacenza 3:2

(25:22, 19:25, 25:22, 11:25, 15:12)

Składy:

Jastrzębski Węgiel: Iwanow, Pliński, Murek, Szymański, Kadziewicz, Siezieniewski, Rusek (libero) oraz Bednaruk, Michalczyk, Yudin.

Copra Piacenza: Grbić, Rogerio, Marshall, Zlatanow, Bovolenta, Dunnes, Sergio (libero) oraz Koch, Cruz, Mania

pierwszy mecz: 3:1 dla Piacenzy

Awans do Final Four: Copra Piacenza

Zobacz również:

Wyniki 1/4 finału Pucharu CEV mężczyzn

Zdjęcia ze spotkania Jastrzębski Węgiel – Copra Piacenza

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Więcej artykułów z dnia :
2007-02-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved