Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Juan Diaz: W kadrze nie liczą się nazwiska

Juan Diaz: W kadrze nie liczą się nazwiska

Juan Jesus Diaz Marino to ciekawa postać wśród kandydatów na trenera polskiej kadry siatkarek. Nie grał w siatkówkę, ale jako trener sprawdził się. Tyle, że drużyn... męskich, bo z żeńskimi nie miał do tej pory praktycznie nic do czynienia.

Z reprezentacją Portugalii pracował pan w latach 2001–2004. Po turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk rozwiązano z panem umowę. Można powiedzieć, że w pewnym sensie to Polacy pana zwolnili, bo wygrali zawody i to oni awansowali.

Juan Diaz: Coś w tym jest (śmiech). Innym razem to jednak prowadzona przeze mnie ekipa Kuby ich pogrążyła, jak choćby podczas igrzysk w 1996 roku, czy mistrzostw świata w 1998. A tak na poważnie – moim celem jako selekcjonera Portugalii było wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej. Tym bardziej, że turniej organizowaliśmy u siebie, w Porto. Nie udało się, więc moja misja dobiegła końca. W Lidze Światowej 2004 ekipę poprowadził już mój następca, a ja znalazłem pracę w Katarze.



Zaczął pan nieźle, od wygrania eliminacji mistrzostw świata. Jednak w drugiej rundzie kwalifikacyjnej pański zespół przepadł i nie awansował do finałów w Japonii. Katarscy działacze mieli o to duże pretensje?

J.D: Nie. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że Iran czy Australia to jeszcze za mocni rywale. W Katarze nie ma takiego wyboru utalentowanych zawodników jak na Kubie, czy chociażby w Polsce. Tam potrzeba długoletniej pracy, żeby efekty były widoczne.

Większość Kubańczyków związanych z siatkówką, którzy mieszkają w Europie, to uciekinierzy z Gorącej Wyspy. Pan jest w innej sytuacji?

J.D: Jak pan widzi, nie mam problemów. Mogę w każdej chwili wrócić na Kubę. Dla tamtejszej reprezentacji zrobiłem naprawdę dużo. Później wyjechałem, żeby szukać pracy w zespołach zagranicznych, ale traktowanie wszystkich Kubańczyków jak uciekinierów jest błędem. Wielu moich rodaków trenuje zespoły w Grecji, Hiszpanii czy Meksyku i dobrze sobie radzą.

Ma pan wspaniałe kwalifikacje jeśli chodzi o męską siatkówkę. Ale stara się pan o posadę szkoleniowca kobiet. Prowadził pan kiedyś żeński zespół?

J.D: Nigdy. Moje kontakty w tej dziedzinie polegały na tym, że w latach 90., podczas wspólnych zgrupowań, często obserwowałem pracę przyjaciela, który osiągał z Kubankami największe sukcesy, Eugenio George’a. Dużo rozmawialiśmy o różnicach i podobieństwach między żeńską i męską siatkówką. Przekazywaliśmy sobie uwagi, udzielaliśmy rad.

To chyba jednak niewiele. Co Pan wie o polskim zespole?

J.D: Nie znam żadnych nazwisk. Ale przecież nie o nazwiska tu chodzi. Potrafię bardzo dobrze ocenić zawodniczkę kiedy ją zobaczę. Od razu wiem, jaką może pełnić rolę w zespole, w czym będzie najbardziej przydatna, jakie zastosować dla niej przygotowanie.

Czy zdaje pan sobie sprawę, jak trudne zadanie stoi przed przyszłym selekcjonerem biało-czerwonych?

J.D: Trzeba awansować na olimpiadę i temu muszą być podporządkowane działania w najbliższym sezonie. Z moich obserwacji wynika, że Polki są dobrze wyszkolone technicznie, mają warunki. Nie przypadkowo zdobyły mistrzostwo Europy. A przecież żeńska siatkówka na Starym Kontynencie stoi na wysokim poziomie. Wiem, że słabo wypadliście w mistrzostwach świata, ale w ekipie zabrakło trzech podstawowych zawodniczek. Mój „konik” to taktyka. Ułożenie zespołu, analiza stylu przeciwnika, ustalenie najskuteczniej taktyki – w tym czuję się jak ryba w wodzie.

Rozmawiał Rafał Bała

Więcej w Przeglądzie Sportowym.

źródło: Przegląd Sportowy, reprezentacja.net

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2007-02-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved