Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Włoskie sztuczki przed meczem Piacenza – Jastrzębski Węgiel

Włoskie sztuczki przed meczem Piacenza – Jastrzębski Węgiel

Jastrzębski Węgiel zamiast trenować w hali Piacenzy, czekał wczoraj 1,5 godziny na lotnisku w Bergamo na włoskich działaczy. Ci zaś tłumaczyli spóźnienie korkami na autostradzie.

Rozzłoszczeni zawodnicy wicemistrza Polski zapowiadają, że wezmą rewanż na boisku. Początek dzisiejszego spotkania o godz. 20.30. Stawką jest awans do finałowej czwórki Pucharu CEV.

Tylko jedno zdjęcie



Podróż zaczęła się z przygodami już na lotnisku w Pyrzowicach. Gdy na tablicy odlotów wyświetliła się informacja, że lot do Mediolanu jest opóźniony o 50 minut, Igor Yudin tylko się uśmiechnął. – To będzie »amazing race« – żartował australijski przyjmujący JW. Z opóźnienia cieszyli się tylko przypadkowi podróżni. – Pan Łukasz Kadziewicz? Jakie ja emocje przeżyłam dzięki wam, chłopcy – uśmiechała się sympatyczna blondynka, obejmując środkowego reprezentacji Polski ramieniem. – Tylko jedno zdjęcie… – prosiła.

Obserwując, z jak wielkim trudem ponaddwumetrowi zawodnicy zajmują miejsca w luksusowym autobusie, zastanawiałem się, jak poradzą sobie w samolocie! Tam już nie będą mieli możliwości, by położyć nogi na przeciwległym siedzeniu czy na dachu autokarowej ubikacji… Siatkarze wykazali się jednak sprytem i zajęli miejsca przy wyjściu awaryjnym. – Tam było szerzej. Spokojnie można było wyciągnąć nogi – zapewniał Daniel Pliński, kapitan zespołu.

Na pokładzie Air Busa 320 Plińskiego w obowiązkach kapitana zluzował pierwszy pilot Arkadiusz Bajura. – Witamy zespół Jastrzębskiego Węgla. Życzymy zwycięstwa. Najlepiej trzy razy po 25:0 – usłyszeliśmy z głośników. – Jascebski? A co to? – dopytywał się Daniele Ponni, mechanik samochodowy wracający z Polski do rodzinnego Saronno (25 km od Mediolanu). – Aaa! Siatkarze! Zlejcie Piacenzę! – życzył. Pochwalił się też, że jest wielkim fanem Formuły 1 i ceni talent Roberta Kubicy.

Lot minął szybko, jak się potem okazało – za szybko… Na lotnisku w Bergamo nasz zespół spędził półtorej godziny, oczekując na autokar podstawiony przez gospodarzy spotkania. Trener Ryszard Bosek wykorzystał znajomość włoskiego i przez telefon dopytywał się, o której wreszcie skończą się męki jego siatkarzy. Gdyby samolot wylądował o czasie, spóźnienie sięgnęłoby dwóch i pół godziny! Niespeszeni Włosi wytłumaczyli, że nie było takiej możliwości, ponieważ opóźnienie lotu śledzili… w internecie, a problemy wzięły się z powodu korka na autostradzie. – Włoska mentalność… – kręcił głową Sławomir Kozłowski, prezes klubu.

Po godzinie oczekiwania stało się jasne, że wieczorny trening to już przeszłość. – Jak mamy wygrać, to i tak wygramy – przekonywał Pliński. – Ale co by zaszkodziło potrenować?! – rozkładał ręce Bosek.

Nasza drużyna pozna włoską halę dopiero dziś przed południem, gdy odbędzie się drugi z zaplanowanych treningów. – Jak przyjadą do Polski, to też damy im popalić! Na obiad same ciężkostrawne rzeczy: schabowy, kapucha z grochem i kompot ze śliwek – żartowali działacze. Zdzisław Grodecki, dyrektor klubu, już na poważnie dodał, że skieruje skargę do CEV.

Atak z siłą tsunami

W ekipie nikt nie ma wątpliwości, że faworytem spotkania są gospodarze – czołowa drużyna Serie A, ubiegłoroczny zdobywca Pucharu Top Teams. – Musimy zagrać o klasę albo najlepiej o dwie wyżej niż podczas ostatniego spotkania z Resovią. No i przede wszystkim pokazać charakter! – podkreślał Kozłowski.

Specjaliści ostrzegają nasz zespół szczególnie przed dwójką: Christo Zlatanow i Wenczesław Simeonow, którzy atakują ze skrzydeł z siłą tsunami. Obaj zawodnicy pochodzą z Bułgarii, ale od dawna mają włoskie paszporty. – To doskonali gracze. Oj, gdyby tylko grali dla Bułgarii… Mielibyśmy bardzo mocny zespół. Znam ich dobrze, na wakacje zawsze przyjeżdżają do swojej starej ojczyzny – opowiadał Nikołaj Iwanow, bułgarski rozgrywający JW. – Nie da się ukryć, że po dwóch porażkach jesteśmy w dołku. Tak to już jest pod siatką, nie da się utrzymać top-formy przez całe rozgrywki. Ale z Piacenzą na pewno powalczymy – zapewnił.

Dobra wiadomość jest taka, że o grypie powoli zapomina Grzegorz Szymański, którego tak bardzo brakowało podczas sobotniego spotkania z drużyną z Rzeszowa. Wczoraj rano atakujący reprezentacji Polski ćwiczył już z resztą kolegów na siłowni. – Jest gotowy do gry, ale na pewno osłabiony – mówił Leszek Dejewski, drugi trener Jastrzębskiego Węgla.

Dużo większe problemy ze składem mają jednak Włosi. Na urazy narzekają m.in. znakomity rozgrywający Nikola Grbić i świetny Kubańczyk Leonell Marshall. Grbicia zastąpi na rozegraniu reprezentant Węgier Robert Koch. – Analizowaliśmy mecze zarówno, gdy na boisku był jeden, jak i drugi. Brak Grbicia to duża strata. Koch to też klasa światowa, ale jednak nie rzuca piłki tak szybko – zapewnił Bogdan Szczebak, statystyk zespołu.

Na rywalizację z przedstawicielem najsilniejszej ligi świata najbardziej cieszą się najmłodsi siatkarze JW. – Na każdej pozycji mają wielką gwiazdę.

Będzie super stanąć po przeciwnej stronie siatki – uśmiechał się atakujący Michał Kamiński. – Zresztą my też nie mamy się czego wstydzić. W drużynie jest tylu reprezentantów Polski, że jest się od kogo uczyć – dodał.

Mimo męczącej podróży nastroje dopisywały. – Jeżeli przegramy 0:3, to nie wiem, czy masz gdzie wracać, Leszek… Mnie zawsze ktoś we Włoszech przygarnie – puszczał oko do Dejewskiego Bosek, który przed laty grał we Włoszech i trenował tamtejsze kluby.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Więcej artykułów z dnia :
2007-02-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved